4 godzin(y) temu ✶
– Amant? Masz na myśli Rosiera?
Trochę za dużo czasu spędzała w towarzystwie Atreusa, żeby nie przeczuwała, że to nie do końca tak, że amant wpadł i zaczął się awanturować, a Bulstrode starał się wyjaśnić sytuację. Może nie domyślała się, w jaki sposób go prowokował, ale była pewna, że podgrzewał sytuację.
– Potem poszliście pić? – zapytała, pochylając się, by pociągnąć za rękaw płaszcza i pomóc się mu wyplątać z okrycia. Właściwie to czy pili razem po bójce, czy pił z kimś innym przed bójką nie miało jakiegoś wielkiego znaczenia, ale zastanawiała się, co powie Victoria na tę rewelację, że dwóch panów najwyraźniej postanowiło z jej powodu okładać się pięściami. – Och, kapłanki. Zdaje się, że są twoimi fankami. Ciesz się, że tylko opowiadały plotki, a nie planowały zbiorowe samobójstwo czy coś – skwitowała, chociaż do niej ta plotka nie dotarła: jeszcze. Może dlatego, że była dziś zabiegana, chociaż dziwne trochę, że ktoś złośliwy nie przyleciał do Brenny, by szepnąć jej na uszko, żeby nie robiła sobie nadziei, bo Bulstrode będzie się żenić z tą jej ładniejszą, popularniejszą i jeszcze w dodatku Zimną koleżanką. – Jeśli chcesz mogę z nią pogadać jak przyjaciółka z przyjaciółką i wybadać dla ciebie temat – rzuciła, już wędrując do szafek, żeby wyciągnąć z nich maść. Lód zwyczajnie wyczarowała: była w kształtowaniu na tyle dobra, że nie musiała się przejmować, czy zniknie, a potem owinęła go w ściereczkę. Tak wyposażona wróciła do Atreusa, opadła na miejsce obok, wręczyła mu materiał z lodem… choć pewnie nie poczułby ogromnej różnicy i bez tej ściereczki, ale nie była pewna, czy chłód skóry chroni przed odmrożeniami… a potem otworzyła pojemnik z maścią. Był dość istotnym elementem domowej apteczki przy tym, jak często sama kończyła posiniaczona.
– Byłoby dziwne, gdybym była zazdrosna o Victorię. Trochę za dobrze ją znam – powiedziała, spoglądając mu w oczy. Po prostu nie podejrzewałaby, że Lestrange mogłaby jakiejkolwiek przyjaciółce zrobić taki numer. – Chciałbyś, żebym urządzała sceny zazdrości? – Była raczej typem, który uważając, że facet dawałby ku takim bardzo jasne powody, po prostu by odszedł. Znieść wobec siebie mogła naprawdę bardzo dużo, ale z pewnością nie bycie piątym kołem u wozu. – Wszystkiego najlepszego. Myślałam, że mieliście wrócić dopiero wczoraj. Puścili cię wcześniej?
Trochę za dużo czasu spędzała w towarzystwie Atreusa, żeby nie przeczuwała, że to nie do końca tak, że amant wpadł i zaczął się awanturować, a Bulstrode starał się wyjaśnić sytuację. Może nie domyślała się, w jaki sposób go prowokował, ale była pewna, że podgrzewał sytuację.
– Potem poszliście pić? – zapytała, pochylając się, by pociągnąć za rękaw płaszcza i pomóc się mu wyplątać z okrycia. Właściwie to czy pili razem po bójce, czy pił z kimś innym przed bójką nie miało jakiegoś wielkiego znaczenia, ale zastanawiała się, co powie Victoria na tę rewelację, że dwóch panów najwyraźniej postanowiło z jej powodu okładać się pięściami. – Och, kapłanki. Zdaje się, że są twoimi fankami. Ciesz się, że tylko opowiadały plotki, a nie planowały zbiorowe samobójstwo czy coś – skwitowała, chociaż do niej ta plotka nie dotarła: jeszcze. Może dlatego, że była dziś zabiegana, chociaż dziwne trochę, że ktoś złośliwy nie przyleciał do Brenny, by szepnąć jej na uszko, żeby nie robiła sobie nadziei, bo Bulstrode będzie się żenić z tą jej ładniejszą, popularniejszą i jeszcze w dodatku Zimną koleżanką. – Jeśli chcesz mogę z nią pogadać jak przyjaciółka z przyjaciółką i wybadać dla ciebie temat – rzuciła, już wędrując do szafek, żeby wyciągnąć z nich maść. Lód zwyczajnie wyczarowała: była w kształtowaniu na tyle dobra, że nie musiała się przejmować, czy zniknie, a potem owinęła go w ściereczkę. Tak wyposażona wróciła do Atreusa, opadła na miejsce obok, wręczyła mu materiał z lodem… choć pewnie nie poczułby ogromnej różnicy i bez tej ściereczki, ale nie była pewna, czy chłód skóry chroni przed odmrożeniami… a potem otworzyła pojemnik z maścią. Był dość istotnym elementem domowej apteczki przy tym, jak często sama kończyła posiniaczona.
– Byłoby dziwne, gdybym była zazdrosna o Victorię. Trochę za dobrze ją znam – powiedziała, spoglądając mu w oczy. Po prostu nie podejrzewałaby, że Lestrange mogłaby jakiejkolwiek przyjaciółce zrobić taki numer. – Chciałbyś, żebym urządzała sceny zazdrości? – Była raczej typem, który uważając, że facet dawałby ku takim bardzo jasne powody, po prostu by odszedł. Znieść wobec siebie mogła naprawdę bardzo dużo, ale z pewnością nie bycie piątym kołem u wozu. – Wszystkiego najlepszego. Myślałam, że mieliście wrócić dopiero wczoraj. Puścili cię wcześniej?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.