— Oczywiście, że Rosiera — prychnął, ale zaraz nabrał na czujności. — No chyba, że masz na myśli kogoś innego? — zapytał z pewną podejrzliwością, bo nie zakładał że Victoria grała na dwa fronty, nie po sytuacji z Saurielem, ale może zwyczajnie jego przyjaciel się nieco przeliczył co do tego, gdzie znajduje się jego związek (o ile związkiem to w ogóle można było nazwać). — Oczywiście, że tak, w końcu to mój przyjaciel — poinformował ją, jakby nieco go te wątpliwości oburzyły. Bo jak to tak, mieli sobie dać w mordę i pójść w swoją stronę? Bez sensu.
— O, to całkiem zabawne. Ale biorąc pod uwagę te pogłoski o marszu wyzwolenia na Knieję, to ja nie wiem czy któreś nie planują się tam położyć, żeby je coś zeżarło — uśmiechnął się krzywo, wywracając na to wszystko oczami, bo przyjmował z jakąś ponurą pewnością to, że w Dolinie Godryka stanie się komuś w Samhain krzywda. — Nie trzeba, serio. Chociaż pewnie zanim z nią pogadasz, to i tak zobaczę ją w pracy. Najwyżej się znowu obrazi — wzruszył ramionami. Byłoby to niesamowicie niefortunne, ale przynajmniej mieli parę dni do sabatu, żeby sobie w urażony sposób pomilczeć, gdyby mieli taką fantazję.
Przyjął lód z wdzięcznością, chociaż faktycznie, jego temperatura nie przynosiła mu żadnej faktycznej ulgi. Było to raczej jakiej wspomnienie, a może i przyzwyczajenie, że przyłożenie go do bolącego miejsca sprawiało, że było nieco lepiej. Odchylił się do tyłu, kładąc głowę na oparciu kanapy i odetchnął głęboko, na moment przymykając oczy.
— Nie — odpowiedział po chwili ciszy, jakby musiał się nad tym zastanowić, bo wcześniej niezbyt się nad tym rozwodził. W końcu spojrzał na nią — Ostatni raz coś takiego bawiło mnie po szkole — przyznał i może był to jakiś wyznacznik tego, że zwyczajnie się zmienił. — No chyba że na niby, na potrzeby sprawy. Teatrzyk zawsze jest zabawny — przyznał, chociaż nie był pewien jak by to wyszło, biorąc pod uwagę żywe obrazy w jego pamięci, kiedy znajdowała się w jego ciele i zero w tym było teatralności. — Hm, niespodzianka? — uniósł wolną dłoń, w połowicznym geście ta-dam. — Chyba przez to Samhain i przebieżki dookoła Doliny. Swoją drogą, bardzo smaczny tort. Szkoda tylko, że kaktus.