2 godzin(y) temu ✶
– Nie zdziwiłabym się, gdyby uganiał się za nią ktoś jeszcze – stwierdziła, chociaż nie, samej Victorii nie podejrzewałaby o ciągnięcie dwóch frontów. Ale czy na pewno nie było nikogo, kto w jej imieniu chciałby dać w twarz Atreusowi?
Omal nie westchnęła z czymś w rodzaju „chłopcy” i nie powiedziała, że ona nie bije się z koleżankami, ale potem przypomniała sobie, że właściwie bardzo regularnie biła się z jednym kolegom, a potem siadali zjeść ciastka, więc prawdopodobnie nie powinna oceniać.
– Może spróbują bohatersko ocalić ci życie? Albo będą czekały, żebyś ty bohatersko ocalił je. Wspaniały, książkowy prolog do romansu. Ewentualnie pierwszy rozdział, bo prologiem byłaby jakaś drobna zapomniana interakcja z dzieciństwa albo taka podczas Beltane – stwierdziła więc zamiast tego. – Och, czyli nie przekazywać od niej karteczek w szkolnej stołówce ani nie pytać czy pójdzie z tobą na potańcówkę? – zażartowała, bo właściwie zdarzało się i w Hogwarcie, i tuż po Hogwarcie, że proszono ją, aby służyła za takiego pośrednika.
Uśmiechnęła się lekko, ledwo dostrzegalnie na to przyznanie, że już by go to nie bawiło: i dobrze, bo ani się do tego nie nadawała, ani chyba nie czułaby się dobrze spotykając z kimś, kto celowo taką zazdrość chciał wywoływać… a i chyba wierzyła jednak, że gdyby chciał sprawę zakończyć, powiedziałby jej to przynajmniej wprost. Uśmiech był szczery, ale podszyty jakimś zmartwieniem, bo wcale nie była pewna, czy przyszedł tu tylko dlatego, że pobił się i upił z Rosierem i z jakichś powodów uznał, że to dobry pomysł.
– Nawet teatrzyk o pierwszej nad ranem, kiedy ma się za sobą parę drinków za dużo? – spytała, a potem sięgnęła, by nałożyć trochę maści na obitą twarz z drugiej strony niż trzymał lód. – Powiedziałeś żadnych szamponów kaktusowych, ale nie było ani słowa o kaktusowych tortach. A Nora to czarodziejka w kuchni, więc jestem pewna, że to był absolutnie niesamowity tort.
Omal nie westchnęła z czymś w rodzaju „chłopcy” i nie powiedziała, że ona nie bije się z koleżankami, ale potem przypomniała sobie, że właściwie bardzo regularnie biła się z jednym kolegom, a potem siadali zjeść ciastka, więc prawdopodobnie nie powinna oceniać.
– Może spróbują bohatersko ocalić ci życie? Albo będą czekały, żebyś ty bohatersko ocalił je. Wspaniały, książkowy prolog do romansu. Ewentualnie pierwszy rozdział, bo prologiem byłaby jakaś drobna zapomniana interakcja z dzieciństwa albo taka podczas Beltane – stwierdziła więc zamiast tego. – Och, czyli nie przekazywać od niej karteczek w szkolnej stołówce ani nie pytać czy pójdzie z tobą na potańcówkę? – zażartowała, bo właściwie zdarzało się i w Hogwarcie, i tuż po Hogwarcie, że proszono ją, aby służyła za takiego pośrednika.
Uśmiechnęła się lekko, ledwo dostrzegalnie na to przyznanie, że już by go to nie bawiło: i dobrze, bo ani się do tego nie nadawała, ani chyba nie czułaby się dobrze spotykając z kimś, kto celowo taką zazdrość chciał wywoływać… a i chyba wierzyła jednak, że gdyby chciał sprawę zakończyć, powiedziałby jej to przynajmniej wprost. Uśmiech był szczery, ale podszyty jakimś zmartwieniem, bo wcale nie była pewna, czy przyszedł tu tylko dlatego, że pobił się i upił z Rosierem i z jakichś powodów uznał, że to dobry pomysł.
– Nawet teatrzyk o pierwszej nad ranem, kiedy ma się za sobą parę drinków za dużo? – spytała, a potem sięgnęła, by nałożyć trochę maści na obitą twarz z drugiej strony niż trzymał lód. – Powiedziałeś żadnych szamponów kaktusowych, ale nie było ani słowa o kaktusowych tortach. A Nora to czarodziejka w kuchni, więc jestem pewna, że to był absolutnie niesamowity tort.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.