2 godzin(y) temu ✶
– Nie myślałeś o tym, żeby zacząć pisać książki? Mógłbyś zrobić karierę. Romanse to ponoć najpopularniejszy i najlepiej sprzedający się gatunek – stwierdziła, a kąciki ust drgnęły jej lekko. – Chociaż osobiście uważam, że powinieneś dodać do fabuły smoka. Książka zawsze jest bardziej interesująca, kiedy pojawia się w niej smok.
Nie żeby przeszkadzały jej wątki romantyczne, ale jak cała fabuła owijała się tylko wokół nich, to szybko zaczynała się nudzić. Choć tu mieli już mroczną Knieję, dylematy, i więzi.
– I zdaje się, że w Kniei już wiedzą, że rytuały przeminęły? – dodała, ostrożnie nakładając maść na skaleczenie przy kąciki ust. Nie wyglądał aż tak strasznie, więc chyba nie bili się bardzo długo, ewentualnie Rosier nie był najlepszy w walce wręcz, ale było widać, że wymienili przynajmniej kilka ciosów, a te w twarz miały tendencje do pozostawiania po sobie nieładnych śladów. – Och dobrze, więc mogę ci zrobić scenę, ale musisz wybrać o kogo, i to nie może być Victoria. Ona z tej listy odpada. Tak samo jak Nora, Heather i Cynthia, gdyby ci przyszły do głowy.
Zwyczajnie nie uwierzyłaby, że któraś z nich próbowałaby wykręcić jej taki numer. Miały jednak trochę inne standardy niż panowały w męskich dormitoriach Slytherinu, gdzie jak czasem się jej wydawało, prowadzili jakiś kalendarzyk, kto i kiedy chodzi z którą, żeby się im przypadkiem nie pomyliło.
– Nie powiem – obiecała po prostu, bo nie brzmiało to dobrze. Ciasta, życzenia, prezenciki, tak, tego mógł się spodziewać. Sama niepewna, o której i którego wróci, zostawiła mu ten tort, zakonserwowany magią, i runę, bo jeśli dajesz prezent komuś, kto może kupić niemal wszystko, to przedmiot trudny do zdobycia nawet z pieniędzmi i ułatwiający zachowanie bezpieczeństwa, wydał się jej najlepszym pomysłem. Ale czy spodziewała się, że napisze do niego Stanley? Chyba nie. Może powinna. Jej w końcu wysyłał różne wycinanki bez większych oporów… Tyle że?
Przesunęła palcami po jego włosach, z góry spoglądając na poobijaną twarz. Może dlatego wdał się w tę bójkę. Może nawet ją sprowokował. Bo kiedy bolało na zewnątrz, przez moment zdawało się, że mniej boli w środku. Tyle że to była chwilowa i fałszywa ulga.
– Co napisał?
Nie żeby przeszkadzały jej wątki romantyczne, ale jak cała fabuła owijała się tylko wokół nich, to szybko zaczynała się nudzić. Choć tu mieli już mroczną Knieję, dylematy, i więzi.
– I zdaje się, że w Kniei już wiedzą, że rytuały przeminęły? – dodała, ostrożnie nakładając maść na skaleczenie przy kąciki ust. Nie wyglądał aż tak strasznie, więc chyba nie bili się bardzo długo, ewentualnie Rosier nie był najlepszy w walce wręcz, ale było widać, że wymienili przynajmniej kilka ciosów, a te w twarz miały tendencje do pozostawiania po sobie nieładnych śladów. – Och dobrze, więc mogę ci zrobić scenę, ale musisz wybrać o kogo, i to nie może być Victoria. Ona z tej listy odpada. Tak samo jak Nora, Heather i Cynthia, gdyby ci przyszły do głowy.
Zwyczajnie nie uwierzyłaby, że któraś z nich próbowałaby wykręcić jej taki numer. Miały jednak trochę inne standardy niż panowały w męskich dormitoriach Slytherinu, gdzie jak czasem się jej wydawało, prowadzili jakiś kalendarzyk, kto i kiedy chodzi z którą, żeby się im przypadkiem nie pomyliło.
– Nie powiem – obiecała po prostu, bo nie brzmiało to dobrze. Ciasta, życzenia, prezenciki, tak, tego mógł się spodziewać. Sama niepewna, o której i którego wróci, zostawiła mu ten tort, zakonserwowany magią, i runę, bo jeśli dajesz prezent komuś, kto może kupić niemal wszystko, to przedmiot trudny do zdobycia nawet z pieniędzmi i ułatwiający zachowanie bezpieczeństwa, wydał się jej najlepszym pomysłem. Ale czy spodziewała się, że napisze do niego Stanley? Chyba nie. Może powinna. Jej w końcu wysyłał różne wycinanki bez większych oporów… Tyle że?
Przesunęła palcami po jego włosach, z góry spoglądając na poobijaną twarz. Może dlatego wdał się w tę bójkę. Może nawet ją sprowokował. Bo kiedy bolało na zewnątrz, przez moment zdawało się, że mniej boli w środku. Tyle że to była chwilowa i fałszywa ulga.
– Co napisał?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.