8 godzin(y) temu ✶
– Wydaje mi się, że wygasły nawet tam, gdzie ich nie zerwano, choć większość poszła do klątwołamaczy. A przynajmniej nie słyszałam, by ktoś się skarżył, chociaż kilka znanych mi osób wzięło w nich udział.
Ale i ona nie zwracała na to wielkiej uwagi: po prawdzie zwyczajnie miała na głowie tysiąc innych spraw, i to że ktoś pluł kwiatami mogło ujść jej uwadze. Była jednak niemal pewna, że ten problem nie dotyczył nikogo w najbliższym jej otoczeniu.
– Mam robić scenę zazdrości o zaręczoną dziewczynę? Mógłbyś chociaż wybrać Cressidę. Jestem pewna, że przyglądała ci się na ostatnim balu – parsknęła, bo może nie rozpoznała twarzy, ale fryzurę… fryzurę to już.
Wszelkie myśli o wielkiej fryzurze Cressidy Avery uleciały jednak szybko z głowy Brenny, bo temat stał się poważny. I doskonale wyjaśniał, dlaczego Atreus trafił na jej próg w środku nocy.
- Przyjaźń i miłość są skomplikowane. Nie odchodzą od razu nawet, jeśli ktoś robi coś, czego nie możemy wybaczyć - powiedziała cicho, dalej przesuwając dłonią po jego włosach, rozczochranych po tej nocy, wciąż przesiąkniętych wonią i dymu, i nocnego powietrza.
Czy sama czasem nie patrzyła na ludzi, których kochała i nie bała się, co zrobili, co mogliby zrobić? Na ile rzeczy przymknęłaby oka, a na ile by nie potrafiła, ale rozdzierałoby ja to od środka? Były rzeczy, których darować nie mogła i nie chciała: ale nie oznaczałoby to, że ot tak wszystko by odeszło. Och, widywała różne przypadki. Mogła pogardzać człowiekiem, który bronił kolegi gwałciciela, bo przecież przyjaźń powinna być najważniejsza, to taki miły chłopak, nie wolno przekreślać jego życia, taki obiecujący, to przecież tylko potknięcie. Ale już nie kimś, kto go nie bronił, ale kogo to bolało. Kto nie umiał całkiem zapomnieć o tym, kim ten człowiek był dla niego.
Chciałaby nienawidzić Anthony'ego Borgina, powinna go nienawidzić i jakoś nie umiała.
Nawet gdyby trzecie oko Atreusa znów się teraz otworzyło, nie miałoby to znaczenia: nie było w aurze Brenny niczego, co by ukrywała. Co mogłoby się w niej znaleźć oprócz uczuć wobec niego, jakiegoś żalu i całego morza smutku wywołanego tym, co rozdzierała ta wojna?
- Myślę, że oni obaj chętnie zmieniliby wiele rzeczy, ale nie przyjaźń z tobą - stwierdziła, wciąż cicho. Przynajmniej jeszcze nie. Nie, póki nie pochłonęła ich czarna magia. Nie, póki coś czuli. Mogła wiele zarzucać Borginom, mogła nienawidzić Stanleya i wkurzać się na Anthony’ego, ale ich przywiązanie do przyjaciela było prawdziwe. – Ale nie sądzę, by naprawdę chciał też odkupić winy.
Bez wyznania i odkupienia win nie mogło być i przebaczenia, chyba nie wierzyła, że Stanley Borgin zrobi coś poza braniem na siebie kolejnych i kolejnych. Dokonał wyboru ścieżki, z której bardzo ciężko było się zawrócić.
Pochyliła się lekko, oplatając go ramionami, na tyle, na ile dało się w tej dziwnej pozycji. Nie wiedziała, co innego mogłaby zrobić: czasem bolało za bardzo, aby jakiekolwiek słowa mogły pomóc.
Ale i ona nie zwracała na to wielkiej uwagi: po prawdzie zwyczajnie miała na głowie tysiąc innych spraw, i to że ktoś pluł kwiatami mogło ujść jej uwadze. Była jednak niemal pewna, że ten problem nie dotyczył nikogo w najbliższym jej otoczeniu.
– Mam robić scenę zazdrości o zaręczoną dziewczynę? Mógłbyś chociaż wybrać Cressidę. Jestem pewna, że przyglądała ci się na ostatnim balu – parsknęła, bo może nie rozpoznała twarzy, ale fryzurę… fryzurę to już.
Wszelkie myśli o wielkiej fryzurze Cressidy Avery uleciały jednak szybko z głowy Brenny, bo temat stał się poważny. I doskonale wyjaśniał, dlaczego Atreus trafił na jej próg w środku nocy.
- Przyjaźń i miłość są skomplikowane. Nie odchodzą od razu nawet, jeśli ktoś robi coś, czego nie możemy wybaczyć - powiedziała cicho, dalej przesuwając dłonią po jego włosach, rozczochranych po tej nocy, wciąż przesiąkniętych wonią i dymu, i nocnego powietrza.
Czy sama czasem nie patrzyła na ludzi, których kochała i nie bała się, co zrobili, co mogliby zrobić? Na ile rzeczy przymknęłaby oka, a na ile by nie potrafiła, ale rozdzierałoby ja to od środka? Były rzeczy, których darować nie mogła i nie chciała: ale nie oznaczałoby to, że ot tak wszystko by odeszło. Och, widywała różne przypadki. Mogła pogardzać człowiekiem, który bronił kolegi gwałciciela, bo przecież przyjaźń powinna być najważniejsza, to taki miły chłopak, nie wolno przekreślać jego życia, taki obiecujący, to przecież tylko potknięcie. Ale już nie kimś, kto go nie bronił, ale kogo to bolało. Kto nie umiał całkiem zapomnieć o tym, kim ten człowiek był dla niego.
Chciałaby nienawidzić Anthony'ego Borgina, powinna go nienawidzić i jakoś nie umiała.
Nawet gdyby trzecie oko Atreusa znów się teraz otworzyło, nie miałoby to znaczenia: nie było w aurze Brenny niczego, co by ukrywała. Co mogłoby się w niej znaleźć oprócz uczuć wobec niego, jakiegoś żalu i całego morza smutku wywołanego tym, co rozdzierała ta wojna?
- Myślę, że oni obaj chętnie zmieniliby wiele rzeczy, ale nie przyjaźń z tobą - stwierdziła, wciąż cicho. Przynajmniej jeszcze nie. Nie, póki nie pochłonęła ich czarna magia. Nie, póki coś czuli. Mogła wiele zarzucać Borginom, mogła nienawidzić Stanleya i wkurzać się na Anthony’ego, ale ich przywiązanie do przyjaciela było prawdziwe. – Ale nie sądzę, by naprawdę chciał też odkupić winy.
Bez wyznania i odkupienia win nie mogło być i przebaczenia, chyba nie wierzyła, że Stanley Borgin zrobi coś poza braniem na siebie kolejnych i kolejnych. Dokonał wyboru ścieżki, z której bardzo ciężko było się zawrócić.
Pochyliła się lekko, oplatając go ramionami, na tyle, na ile dało się w tej dziwnej pozycji. Nie wiedziała, co innego mogłaby zrobić: czasem bolało za bardzo, aby jakiekolwiek słowa mogły pomóc.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.