21.03.2023, 01:59 ✶
Patrick był święcie przekonany, że podejmował właśnie najlepszą decyzję w swoim życiu. Był zakochany, oświadczył się i został przyjęty. A przynajmniej z jego perspektywy wyglądało na to, że został przyjęty. W końcu ukochana wzięła od niego pierścionek. Posłał Florence szeroki, rozanielony uśmiech, gdy podnosił się z klęczek.
- Dobrze kochanie – zgodził się z miejsca.
A potem powędrował za swoją narzeczoną na bok. Mieli całe mnóstwo rzeczy, które powinni ustalić: gdzie będą mieszkać, jakie imiona nadadzą przyszłym dzieciom i psu (bo psa też będą mieli – no, chyba że Florence nie będzie chciała, wtedy nie), gdzie pojadą w podróż poślubną. Poza tym chciał się dowiedzieć co Florence lubiła jeść na śniadanie, jakie prezenty ją cieszyły, co sprawiało że się uśmiechała, jaka była jej ulubiona książka, w jaki sposób spędzała wolny czas…
Splótł ich ręce razem.
- Powinniśmy jak najszybciej powiedzieć moim dziadkom. I twoim rodzicom. I braciom – mówił z entuzjazmem. – Ustalić datę. Zrobić listę gości. Zamówić tort z twoją malutką miniaturą na szczycie. Orkiestrę. Wolałabyś wesele na świeżym powietrzu? I oczywiście suknię ślubną. I kupię nowy garnitur. Jutro możemy wybrać obrączki – zasypywał ją planami dotyczącymi przyszłego wesela.
Patrick patrzył na Florence. I tak z każdym kolejnym mrugnięciem, mijała działająca na niego amortencja. Wciąż widział, że uzdrowicielka była śliczna, ale i bez mikstury miłosnej o tym wiedział. Tak jak o tym, że była mądra i błyskotliwa. To tylko jego głupie serce, nagle przestało wyrywać mu się do niej z piersi.
- Moja… Florence – wyszeptał, ale już trochę innym, bardziej Stewardowym głosem.
- Dobrze kochanie – zgodził się z miejsca.
A potem powędrował za swoją narzeczoną na bok. Mieli całe mnóstwo rzeczy, które powinni ustalić: gdzie będą mieszkać, jakie imiona nadadzą przyszłym dzieciom i psu (bo psa też będą mieli – no, chyba że Florence nie będzie chciała, wtedy nie), gdzie pojadą w podróż poślubną. Poza tym chciał się dowiedzieć co Florence lubiła jeść na śniadanie, jakie prezenty ją cieszyły, co sprawiało że się uśmiechała, jaka była jej ulubiona książka, w jaki sposób spędzała wolny czas…
Splótł ich ręce razem.
- Powinniśmy jak najszybciej powiedzieć moim dziadkom. I twoim rodzicom. I braciom – mówił z entuzjazmem. – Ustalić datę. Zrobić listę gości. Zamówić tort z twoją malutką miniaturą na szczycie. Orkiestrę. Wolałabyś wesele na świeżym powietrzu? I oczywiście suknię ślubną. I kupię nowy garnitur. Jutro możemy wybrać obrączki – zasypywał ją planami dotyczącymi przyszłego wesela.
Patrick patrzył na Florence. I tak z każdym kolejnym mrugnięciem, mijała działająca na niego amortencja. Wciąż widział, że uzdrowicielka była śliczna, ale i bez mikstury miłosnej o tym wiedział. Tak jak o tym, że była mądra i błyskotliwa. To tylko jego głupie serce, nagle przestało wyrywać mu się do niej z piersi.
- Moja… Florence – wyszeptał, ale już trochę innym, bardziej Stewardowym głosem.