21.03.2023, 02:06 ✶
Z zamroczenia wyrwał go dyskomfort, gdy setki drobnych kamyczków zatopiły się w alabastrze skóry. Chciał się poruszyć, lecz próba zmuszenia mięśni do współpracy zakończyła się falą bólu, jaka przetoczyła się przez jego ciało. Znieruchomiał sparaliżowany strachem, podczas gdy serce gwałtownie przyśpieszyło swój rytm, zaś oczy szeroko się otworzyły - w pierwszej chwili zdawało mu się bowiem, że znów znajduje się na lodowato zimnej podłodze piwnicy, a jego oprawcy krążą nad nim niczym sępy. Starał się nie wydobyć z siebie ani jednego dźwięku, w obawie, że zaraz spadnie na niego kolejny cios.
W miarę tego, jak oczy Perseusa przyzwyczajały się do ciemności, a pozostałe zmysły wyrywały się z letargu, zaczął się uspokajać, choć trudno było mówić o całkowitym odprężeniu. Chociaż wiedział już, że nie znajduje się w cuchnących stęchlizną podziemiach, a jego nadgarstki nie są spętane, nadal tlił się w nim niepokój; wszak nie wiedział gdzie właściwie się znalazł. Ostrożnie podniósł się do pozycji półsiedzącej, z całych sił wytężając swój umysł. W jaki sposób się tu znalazł? Był na obchodach Beltane, przyjemnie upojony alkoholem i bliskością kochanki. Później wspomnienia stawały się mgliste i wybrakowane, nakładały się na siebie bez ładu i składu, zupełnie tak, jakby ktoś pozbawił ich kolejności chronologicznej - udało mu się jednak wyłuskać z pamięci złowieszczy szum w koronach drzew, silny prąd powietrza unoszący go do góry oraz własną dłoń desperacko zaciskającą się na laskę, jakby liczył, że mogła utrzymać na ziemi. Podparcie leżało tuż obok jego obdartej dłoni; wyczuwał posrebrzaną główkę kruka. Przynajmniej tyle, pomyślał. Sięgnął po różdżkę ukrytą w kieszeni.
— Lumos — wyszeptał, jednak zaklęcie nie zadziałało. — Lumos. Lumos!
Próbował bezskutecznie. Wreszcie poddał się i schował różaną gałązkę. Albo w tym miejscu nie działała magia, albo Perseus chwilowo utracił możliwość korzystania z niej. Przełknął nerwowo ślinę i rozejrzał się wokół siebie. Znajdował się na ścieżce prowadzącej do porośniętego bluszczem domku, z którego okien sączyło się przyjemne światło. Nie poznawał tego budynku, ani tego - jak mniemał - ogrodu, w którym przyszło mu się znaleźć. Uznał zatem, że najrozsądniej będzie, jeśli zapuka do środka i zapyta, gdzie jest. Wszystko wskazywało bowiem na to, że ktoś musi znajdować się w środku, słyszał przecież coś, co przypominało krzątaninę. Kiedy jednak się podniósł i zrozumiał, że drzwi do domostwa są uchylone, niepokój tylko w nim wezbrał.
— Jest tu ktoś..? — rzucił ochryple w ciemność przed nim. Pamiętał jeszcze, że kiedy zerwała się wichura, w jego ramionach spoczywała kobieta - chciał upewnić się najpierw, że wiatr nie przyniósł tu również i jej.
W miarę tego, jak oczy Perseusa przyzwyczajały się do ciemności, a pozostałe zmysły wyrywały się z letargu, zaczął się uspokajać, choć trudno było mówić o całkowitym odprężeniu. Chociaż wiedział już, że nie znajduje się w cuchnących stęchlizną podziemiach, a jego nadgarstki nie są spętane, nadal tlił się w nim niepokój; wszak nie wiedział gdzie właściwie się znalazł. Ostrożnie podniósł się do pozycji półsiedzącej, z całych sił wytężając swój umysł. W jaki sposób się tu znalazł? Był na obchodach Beltane, przyjemnie upojony alkoholem i bliskością kochanki. Później wspomnienia stawały się mgliste i wybrakowane, nakładały się na siebie bez ładu i składu, zupełnie tak, jakby ktoś pozbawił ich kolejności chronologicznej - udało mu się jednak wyłuskać z pamięci złowieszczy szum w koronach drzew, silny prąd powietrza unoszący go do góry oraz własną dłoń desperacko zaciskającą się na laskę, jakby liczył, że mogła utrzymać na ziemi. Podparcie leżało tuż obok jego obdartej dłoni; wyczuwał posrebrzaną główkę kruka. Przynajmniej tyle, pomyślał. Sięgnął po różdżkę ukrytą w kieszeni.
— Lumos — wyszeptał, jednak zaklęcie nie zadziałało. — Lumos. Lumos!
Próbował bezskutecznie. Wreszcie poddał się i schował różaną gałązkę. Albo w tym miejscu nie działała magia, albo Perseus chwilowo utracił możliwość korzystania z niej. Przełknął nerwowo ślinę i rozejrzał się wokół siebie. Znajdował się na ścieżce prowadzącej do porośniętego bluszczem domku, z którego okien sączyło się przyjemne światło. Nie poznawał tego budynku, ani tego - jak mniemał - ogrodu, w którym przyszło mu się znaleźć. Uznał zatem, że najrozsądniej będzie, jeśli zapuka do środka i zapyta, gdzie jest. Wszystko wskazywało bowiem na to, że ktoś musi znajdować się w środku, słyszał przecież coś, co przypominało krzątaninę. Kiedy jednak się podniósł i zrozumiał, że drzwi do domostwa są uchylone, niepokój tylko w nim wezbrał.
— Jest tu ktoś..? — rzucił ochryple w ciemność przed nim. Pamiętał jeszcze, że kiedy zerwała się wichura, w jego ramionach spoczywała kobieta - chciał upewnić się najpierw, że wiatr nie przyniósł tu również i jej.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory