Atreus początkowo chyba dopatrywał się w knajpce źródła jakichś teorii spiskowych, ale im dłużej patrzył na jej elewację, tym mniejsze miał w tym temacie oczekiwania. Knajpa wyglądała zwyczajnie biednie i chyba odrobinie zaniedbanie. Jeden z tych lokali, które prowadzili imigranci, łącząc dzięki temu koniec z końcem. Spróbować jednak zwyczajnie musieli, skoro udało im się ustalić że z tajemniczych powodów jej ulotka zniknęła z zaplombowanego mieszkania.
— Jedzenie jak jedzenie — wzruszył ramionami, zerkając na logo. — Ważne, że czarodzieje, a nie jakiś wózek z goblińskimi kiełbaskami — mruknął jeszcze, krzywiąc się przy tym nieznacznie, bo gdyby w całą sprawę były zamieszane te pokurcze, to chyba by nie wytrzymał. — Makaron — rzucił jeszcze i pchnął drzwi, puszczając Brennę przodem.
Przywitał się z facetem, który stał za ladą, krótkim skinieniem głowy i nieśpiesznym krokiem podchodząc nieco bliżej do lady. Szybkim spojrzeniem omiótł wnętrze i znajdujących się tu klientów, by wreszcie zerknąć na dostępne menu.
— Ja poproszę makaron bolognese — uśmiechnął się do mężczyzny krótko, przenosząc na niego spojrzenie i próbując dojrzeć jego aurę.
Sukces!