• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy

[27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
21.10.2026, 16:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2026, 16:56 przez Benjy Fenwick.)  
Byłoby kłamstwem, gdybym twierdził, że nie potrafiłem z powodzeniem domyślić się, czy ktokolwiek z naszego otoczenia był w stanie czytać z mojej żony równie swobodnie, co ja sam, ponieważ odpowiedź na to pytanie wydawała mi się na tyle oczywista, że właściwie nie wymagała zastanowienia - brzmiała po prostu „nie” - nawet gdyby przyszło im do głowy podjąć taką próbę, prędzej czy później przekonaliby się, że ta rzekomo otwarta księga została napisana w języku, którego nie znali, przeznaczona dla czytelników wtajemniczonych w sprawy, o których nie mieli najmniejszego pojęcia i opatrzona przypisami, których znaczenie pozostawało zrozumiałe wyłącznie dla kogoś, kto wiedział, gdzie ich szukać. Z zewnątrz Prue była przecież idealnie poprawną, grzeczną i kulturalną panią antropolog, byłą prefekt naczelną, uzdrowicielką na pół etatu, prostym słowem - wszystkim tym, co pozwalało zaliczyć ją do grona osób godnych zaufania, dobrze wychowanych i na tyle przewidywalnych, by nikt przy zdrowych zmysłach nie widział powodu do poświęcania jej szczególnej uwagi, chyba że akurat miał zbyt wiele wolnego czasu albo wyjątkowo niefortunny zwyczaj węszenia tam, gdzie niczego nie powinien szukać - cała ta nienaganna powierzchowność była jednak jedną wielką bujdą, starannie przygotowaną bajeczką dla gawiedzi, personą dopracowaną na tyle skutecznie, by nikt nie poczuł potrzeby sprawdzania, co właściwie kryło się pod jej maską. Doskonale wiedziałem, że moja żona miała do zaoferowania znacznie więcej, niż można było wywnioskować z jej oficjalnego życiorysu, i że ta różnica potrafiła mieć całkiem istotne znaczenie dla każdego, kto popełnił błąd polegający na uznaniu jej za osobę, którą wydawała się być. Kłamca mógł jeszcze próbować oszukać drugiego kłamcę, zwłaszcza jeśli obaj nie mieli dostatecznie dużo wprawy, by rozpoznawać cudze sztuczki, nie zdradzając przy tym własnych, lecz znacznie trudniej było odnaleźć się w sytuacji, w której ktoś zaczynał od zupełnej szczerości, dopiero z czasem ucząc się budować kolejne systemy obronne, warstwa po warstwie osłaniając to, co wcześniej udostępniał bez większych oporów, aż w końcu sam przestawał mieć pewność, które z jego zachowań wynikały z naturalnego odruchu, które stanowiły wyuczoną ostrożność, a które były już tylko kolejną próbą niedopuszczenia drugiej strony zbyt blisko. Cóż, nie dało się ukryć, że swego czasu wyjątkowo łatwo było pogubić się w tych wszystkich sprzecznych sygnałach, które sobie nawzajem wysyłaliśmy, tym bardziej że oboje posiadaliśmy tę niefortunną zdolność dostrzegania rzeczy, które drugie z nas wolałoby zachować dla siebie, jednocześnie wkładając sporo wysiłku w to, by sprawiać wrażenie, że niczego szczególnego nie zauważyliśmy. Doskonale potrafiliśmy czytać siebie nawzajem, czasem nawet wbrew własnej woli, lecz zaraz potem robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by utrudnić sobie tę czynność, zacierając ślady, zmieniając temat albo udając, że słowa, które padły między nami, znaczyły coś zupełnie innego, niż oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że znaczyły - w rezultacie potrafiliśmy jednocześnie rozumieć się aż nazbyt dobrze oraz zachowywać tak, jakbyśmy wciąż nie mieli pojęcia, z kim właściwie przyszło nam do czynienia.
„Ale to była zamierzchła przeszłość, prawda, inny czas, inni ludzie”, obecnie obiecaliśmy sobie całkowitą szczerość, nawet jeśli w praktyce bywało to trudniejsze niż na papierze. Obecnie wystarczyło mi tych kilka spojrzeń, drobna zmiana w sposobie, w jaki przyglądała się interesującemu ją przedmiotowi oraz to szczególne skupienie, które pojawiało się u niej zawsze wtedy, gdy próbowała przekonać samą siebie, że racjonalność wcale nie stała w sprzeczności z jej aktualnymi pragnieniami. Tym razem poszło jej wyjątkowo sprawnie, cóż się dziwić, jabłka były dorodne, sad znajdował się w zasięgu ręki, nie widzieliśmy nikogo, kto mógłby nam przeszkodzić, więc pozostawało tylko ustalić, czy warto było ryzykować utratę nieskazitelnej reputacji dla dwóch owoców. Moim zdaniem odpowiedź była oczywista, zwłaszcza że nie miałem pojęcia, skąd Prudence wzięła przekonanie, iż jej reputacja była w stanie ucierpieć wskutek tak drobnego incydentu. Owszem, mogła uchodzić za osobę, która powinna była znać się na przyzwoitym zachowaniu, ale z drugiej strony nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwał od niej, że będzie przez całe życie przechodziła obojętnie obok wszystkiego, na co miała ochotę, tylko dlatego, że ktoś mógłby uznać jej wybory za niestosowne, zresztą, gdybyśmy mieli przejmować się każdą rzeczą, która nie przystawała do naszego wizerunku, prawdopodobnie musielibyśmy spędzić resztę małżeństwa w domu, z zasłoniętymi oknami i bez żadnych kontaktów z otoczeniem, co z pewnością ograniczyłoby liczbę kłopotów, ale też odebrałoby nam znaczną część rozrywek.
- Pojawianie i znikanie, nie? Jak wiele cennych umiejętności, w pakiecie są ciekawsze. - Uśmiechnąłem się szerzej, bo najwyraźniej mimo wszystko doczekałem chwili, w której moje moralnie wątpliwe kompetencje zostały docenione przez najważniejszą osobę w moim życiu, nawet jeśli Prudence miała uroczą tendencję do przedstawiania ich w sposób, który mógłby sugerować, że chodziło o jakąś osobliwą zdolność nabytą przypadkiem i wykorzystywaną wyłącznie w słusznej sprawie - określenie „supermoc” wydawało mi się nieco przesadzone w odniesieniu do umiejętności, którą rozwijałem już jako szczeniak trudniący się zwykłą kradzieżą fantów, ale nigdy nie kręciłem nosem na to, gdy robiła ze mnie kogoś lepszego niż w rzeczywistości - zazwyczaj myślałem o sobie jako o człowieku obdarzonym odpowiednimi kwalifikacjami, lecz oczywiście nie zamierzałem protestować, gdy postanowiła nadać im odrobinę bardziej widowiskową nazwę, szczególnie że w przeciwieństwie do większości superbohaterów nie musiałem realnie martwić się o to, czy moje zdolności przypadkiem nie zostaną wykorzystane do ratowania świata przed zagładą, bo daleko mi było do wzbudzania zaufania społecznego.
- Poza tym mówisz o tym tak, jakbyś dopielo telas odklyła, sze wyszłaś za człowieka o szelokim wachlaszu umiejętności. - Przesunąłem wzrokiem po jej twarzy, starając się nie roześmiać, bo naprawdę bawiła mnie myśl, że moglibyśmy traktować moje raczej niezbyt godnie nabyte talenty jako serię niespodzianek, które należało jej stopniowo ujawniać w miarę rozwoju naszego małżeństwa. - Ale cieszę się, sze doceniasz moje mosliwości. Zwykle tszeba za nie słono zapłaciś.
Gdyby tylko wiedziała, ile rzeczy skutecznie rozpłynęło się w powietrzu z mojej inicjatywy, zapewne nie ograniczałaby się do pytania o kilka owoców, tylko od razu zaczęłaby zastanawiać się, czy przypadkiem te wszystkie przedmioty, które kiedykolwiek przestały znajdować się tam, gdzie powinny i przez to doprowadziły ją do złości, nie miały ze mną jakiegoś związku - miały, rzecz jasna, przynajmniej w większości - z drugiej strony wydawało mi się, że żywiła całkiem mocne podejrzenia pod moim adresem już wtedy, gdy byliśmy młodsi, chociaż wówczas mogła jeszcze nie dysponować wystarczającą liczbą dowodów, by połączyć poszczególne zdarzenia w jednoznacznie obciążający mnie obraz, który nie pozostawiałby mi zbyt wiele miejsca na niewinne wyjaśnienia. Nie potrafiłem sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek rzeczywiście przyłapała mnie na czymś, co pozwoliłoby jej nabrać uzasadnionych wątpliwości, czy też po prostu zdążyła zauważyć, że ilekroć w pobliżu działo się coś podejrzanego, ja zazwyczaj byłem w doskonałym humorze i miałem wyjątkowo niewiele do powiedzenia na temat okoliczności całego zajścia, tak czy inaczej, najwyraźniej nie przeszkadzało jej to szczególnie, skoro teraz, zamiast poddać w wątpliwość moje kompetencje, postanowiła wykorzystać je do przeprowadzenia niewielkiej operacji sadowniczej, co przyjąłem z należnym uznaniem dla jej zdolności do rozpoznawania mocnych stron dostępnych zasobów ludzkich.
- Tak? - Podchwyciłem, unosząc brwi. - Pamiętasz te stoiska, pszy któlych kupowaliśmy diadem w dasze wotywnym… Jeśli znajdziesz taką, któla nie będzie mi się wbijała w sklonie na tyle, sze zechcę ją połamaś, to czemu nie… - Zerknąłem na nią, po czym przeniosłem wzrok na sad, starając się przy tym zachować powagę, której ta sytuacja zdecydowanie nie sprzyjała. Korona mogła jednak poczekać, jabłka Abbottów natomiast miały tę właściwość, że im dłużej się na nie patrzyło, tym trudniej było przekonać samego siebie, iż wcale nie miało się ochoty ich spróbować. Jej odpowiedź tylko potwierdziła to, co wiedziałem już od momentu, w którym zaczęła przyglądać się jabłoniom.
- Wiem, słońce, wiem. - Ruszyłem za nią, zachowując na tyle spokojne tempo, by nie wyglądać na kogoś, kto właśnie zamierzał dokonać kradzieży, chociaż musiałem przyznać, że w tym konkretnym przypadku trudno byłoby mi znaleźć wiarygodny powód, dla którego miałbym nagle zainteresować się stanem ogrodzenia. Najbliższe jabłonie rosły wystarczająco blisko, żebyśmy nie musieli zapuszczać się głębiej między drzewa, co stanowiło dobrą wiadomość, bo im krótsza droga, tym mniej okazji do popełnienia głupstwa, bez dalszego wahania oparłem więc dłoń na górnej belce, sprawdzając jej stabilność i upewniając się, że drewno nie było uszkodzone lub przegniłe.
- No to hop. - Nie czekając na odpowiedź, podciągnąłem się na ogrodzeniu, przerzuciłem nogę na drugą stronę i zeskoczyłem na trawę, uginając kolana przy lądowaniu, żeby nie narobić hałasu, po czym obejrzałem się na Prudence, wyciągając ku niej rękę, choć nie miałem pewności, czy rzeczywiście potrzebowała pomocy, czy też miała uznać zaoferowany gest za niepotrzebne podważanie jej zdolności do samodzielnego pokonania kawałka płotu.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (7736), Pan Losu (36), Prudence Fenwick (3567)




Wiadomości w tym wątku
[27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 19.10.2026, 19:43
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 20.10.2026, 21:49
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.10.2026, 08:15
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 21.10.2026, 16:55
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.10.2026, 19:57
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.10.2026, 17:25
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Pan Losu - 23.10.2026, 17:25
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.10.2026, 18:12
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Pan Losu - 23.10.2026, 18:12
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 25.10.2026, 17:47
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Pan Losu - 25.10.2026, 17:47
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 28.10.2026, 21:56
RE: [27.10.1972] A gentle grip of an apple tree | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - Wczoraj, 08:06

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa