21.10.2026, 21:47 ✶
Co mówiła o widmach?
— Pewnie słyszeliście już, że przypominają dementorów. Przynajmniej w tym, że wywołują lęki, płynie za nimi upiorne zimno. Nie wysysają jednak z człowieka szczęścia, a czas. W jakiś sposób kradną lata, postarzają, zamieniają ciała w puste skorupy. Smutny koniec. — Westchnęła rzewnie, ujęta losem wszystkich nieszczęśników, o których opowiadała jej Lorraine. — Nie tylko ludźmi się żywią. Podobno w jakiś sposób czerpią energię również z przedmiotów blisko z ludźmi związanych i z… — Spojrzała na Garetha z dziwacznym wyrazem twarzy, który przy jej naturalnej aparycji byłby siostrą na skraju łez. Z tą obcą twarzą wyglądała ledwie, jakby coś jej zaśmierdziało pod nosem. — Z naszych drzew — wypluła z siebie szybko, jakby odrywała plaster. Nie wnikała w temat więcej, niż było to konieczne.
Odkąd dotarła do Helloise ta przerażająca wieść o łaknieniu dusz Greengrassów, jeszcze więcej denerwował ją temat widm w Kniei, jeszcze bardziej bała się tego, co tam zastanie. Jak wielkie pobojowisko pozostawią za sobą te istoty…?
— Ktoś słyszał pogłoskę, że one tam były zawsze. Jak larwy, które teraz przepoczwarzają się, ewoluują, być może od zaburzoń energii. Być może to prawda. Początkowo wszyscy mówili o niematerialnych, prawie przejrzystych istotach, ale teraz są cielesne. Sama byłam pod Knieją i słyszałam, jak biegają po krzakach. To były one — podkreśliła uparcie, zanim jej by ktoś zarzucił, że słyszała dzikie zwierzęta i coś sobie ubzdurała. Wrażenie było nie do pomylenia z żadnym innym. — Dlatego zabieram miotłę. — Musnęła dłonią trzonek przygotowanej przy drzwiach, ulubionej miotły, po czym spojrzała po dwóch swoich kompanach. Źle to będzie wyglądało, jeśli sama ucieknie w powietrze poza zasięg widm, a ich zostawi na dole, lecz lepsza taka szasna niż żadna. — Jeśli czujecie się na siłach, też możecie wziąć sobie po miotle z szopy. — Złożyła im grzecznościowo ofertę, mimo że przy braku umiejętności latania targanie za sobą drąga na rozróbę oznaczało przede wszystkim zbędny balast.
Na moment czarownica pożałowała, że w ogóle obu mężczyznom pozwoliła się w to zaangażować z jej powodu. Teraz ich potencjalna krzywda będzie na jej sumieniu. Teraz będzie musiała się na kogoś oglądać, zamiast ślepo biec, gdzie jej instynkty podpowiedzą.
Było już za późno na zmianę zdania.
— Widma umieją udawać i przepoczwarzać się w ludzi. Przybierać twarze i głosy przyjaciół, rodziny, również tych zmarłych. Jeśli nie ma szansy, że ktoś z waszych bliskich dziś wieczorem będzie w Kniei, a go tam zobaczycie, to one zwodzą was bez dwóch zdań. — Helloise przystanęła na moment przy stole. — Podobno i widma wyczekują Samhain.
dotknij trawy