21.10.2026, 22:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2026, 22:17 przez Helloise Rowle.)
Jakie można przedsięwziąć środki bezpieczeństwa?
— Najważniejsze są patronusy. — I to wystarczyło, aby już westchnęła niezadowolona, bo Gary mógł okłamać każdego, ale Helloise wiedziała, że z niego nekromanta jak z koziej dupy trąba. Nie powiedziała tego jednak głośno ani nie zasugerowała, że to na niego akurat wzdycha. — Gdybyście znaleźli się w potrzasku widm, spróbujcie jakiegoś z siebie wykrzesać. One się ich boją. Istnieją również w lesie miejsca bezpieczne.
Helloise sięgnęła po leżącą na stole mapę i rozwinęła ją przed czarodziejami. Była to mapa turystyczna, na której wydrukowano główne szlaki i atrakcje Kniei Godryka. Nie cała Knieja była terenem zmapowanym, ale te najważniejsze, powszechnie znane czarodziejom punkty dało się tutaj odnaleźć.
— Kluczowe miejsce, do którego będziemy się kierować dziś, to przejście na Polanę Ognisk i sama Polana. Stamtąd się nie deportujecie. Nawet nie próbujcie. — Czarownica demonstracyjnie powiodła palcem po wspomnianej ścieżce. — Ministerstwo wkopało coś wzdłuż tej drogi. — Oczy Helloise na moment zaszły złością. I Lazarus nie powie nam co! Kontynuowała jednak spokojnie: — Obejrzałam to sama. Cokolwiek tam jest, zabezpieczenie zostało zaprojektowane przez świetnego nekromantę. Wątpię, czy będziemy mieli okazję to odkopać i sprawdzić. Niestety. Według ministerialnej instrukcji, aby pokonać korytarz bezpiecznie, trzeba iść po leżącej na ziemi czerwonej wstędze, nie zatrzymywać się, nie rozglądać na boki. W tłumie może nam być o to trudno, lecz w miarę możliwości starajcie się trzymać wstęgi, o ile ona wciąż tam będzie. Na drzewach wiszą amulety ochronne, ale mówią, że nie są niezawodne. Drzewa są zaklęte tak, aby nie można było na nie zbyt długo patrzeć. Na co dzień krążą między nimi iluzje postaci w czarnych płaszczach. To straszak. Nie przywiązujcie się jednak do tej informacji, bo dziś między drzewami może być cokolwiek. — Palec Helloise zmienił pozycję i wskazał kolejny punkt. — Na wschód od Polany Ognisk znajduje się kamienny krąg. Tam również widma nie mają wstępu, lecz pokonanie trasy z Polany do kręgu to wielkie ryzyko. Gdybyście nie mieli jednak wyjścia, kierujcie się tam. — Palec powędrował w kolejny oddalony od poprzedniego punkt na mapie. — Bezpieczne jest również pole dawnej bitwy. Jeśli znajdziecie się dla odmiany tam, szukajcie drzewa z takim symbolem. — Helloise odwróciła mapę, aby zaprezentować czarodziejom tajemnicze znaki znalezione po drodze na polanę, które to przeniosła na tył kartki. — Wchodząc w korytarz tak znaczonych drzew, powinniście być również bezpieczni. Wyprowadzi on was na wrzosowisko przy Dolinie. — Kobieta zwinęła arkusz, kończąc tę część instruktażu. — Obojgu wam przygotowałam po kopii mapy, na której zaznaczyłam owe miejsca i szlaki.
Wręczyła po opisanym arkuszu zarówno Garethowi, jak i Maddoxowi.
Wówczas nastąpiła chwila pauzy. Helloise zsunęła się ze stołu i stanęła pośrodku kuchni.
— Jest jeszcze jedno potencjalnie bezpieczne miejsce. — Rozłożyła ramiona na boki. — Ten dom stoi na runie ochronnej, która ma rzekomo widma odstraszać. Ægishjalmur. Nie ma gwarancji, że runa zadziała, ale to może być wasza najlepsza szansa, jeśli widma wydostaną się z Kniei. Runa jest pogrzebana w ziemi pod chatą. Ma dziesięć metrów średnicy, więc wychodzi z lekka poza plan budynku. — Następnie czarownica wyciągnęła skórzany woreczek i ze środka wyłowiła dwa amulety, które również trafiły w ręce obu mężczyzn. Były to amulety drewniane, okrągłe, zawieszone na rzemieniu. W każdym wycięto ośmioramienną runę Ægishjalmur. — Nie wiemy, jak runa działa, lecz nie zaszkodzi zabranie jej ze sobą. Mam jeszcze kilka dodatkowych amuletów, gdybyśmy ich potrzebowali.
Obrona przed widmami i energetycznymi zawirowaniami była ważna, to prawda, lecz coś jeszcze innego spędzało Helloise sen z powiek. Ministerstwo. Należało się chronić również przed Ministerstwem.
— Nie wołajmy do siebie po imieniu. Jeśli eliksir wielosokowy przestanie działać, przygotowałam opcję awaryjną. — Na stole wylądowały rzeźbione w drewnie maski jej własnej roboty. Były to proste maski bez zdobień, nie te artystyczne wyroby Helloise, które mogłyby zostać z nią zbyt łatwo skojarzone.
dotknij trawy