9 godzin(y) temu ✶
Ofuknięty Hannibal zamilkł na moment i trochę oklapł, wyobrażając sobie tysiąc sposobów na które próba niepostrzeżonego przemycenia niebieskiej Astorii do szpitala albo do banku mogła pójść źle. Większość jego przyjaciół ze szkoły albo nawet starsi kuzyni pewnie byliby skłonni spróbować, choćby po to, żeby mieć potem co opowiadać, ale akurat Astoria Avery… Otaksował ją spojrzeniem. Już samo to, że pozwoliła mu spróbować zdjąć klątwę (i że nie schrzanił nic jeszcze bardziej) prawdopodobnie wyczerpało jego limit szczęścia na ten dzień. Wzdrygnął się w duchu na myśl o tym, co by z niego zostało, gdyby na przykład iluzja rozpadła się na środku ulicy. Albo gdyby zadziałała z klątwą nałożoną na Astorię w jakiś nieprzewidziany sposób.
Był zbyt młody, żeby umierać.
- Możemy spróbować ściągnąć Basiliusa, myślisz, że dałby radę tak od ręki przyjechać? - zapytał, gładko przestawiając się na proponowanie rozwiązań nudnych, ale za to rozsądnych - Masz tu coś do pisania, czy mam skoczyć…- gwałtownie wciągnął powietrze, kiedy przerwało mu pukanie do drzwi. Spanikowany zerknął na kuzynkę. Zza drzwi rozległ się jakiś stłumiony szelest, jakby pukający przestępował niepewnie z nogi na nogę albo może przekładał coś z ręki do ręki.
Hannibal przesunął się w stronę wejścia i stanął tak, żeby zasłonić sobą wnętrze pomieszczenia, modląc się, żeby stojący na korytarzu ktoś nie okazał się wzrostu Jonathana i nie mógł z łatwością spojrzeć ponad nim. Uchylił drzwi tylko na tyle, by nie wzbudzać podejrzeń.
- Słucham? - zwrócił się z nieco przesadzoną nonszalancją do stojącej za nimi dziewczyny, tej samej, którą minął wcześniej w drzwiach do skrzydła tylko dla personelu.
- Dokumenty przyniosłam do tych najnowszych renowacji… - wymamrotała, ewidentnie speszona widząc kogoś innego, niż się spodziewała. Na potwierdzenie swoich słów uniosła jakby obronnym gestem stosik pergaminów, który trzymała w objęciach.
- Ach, wezmę to - zdecydował szybko Hannibal. Uśmiechał się promiennie, ale przejął papiery gestem nieznoszącym sprzeciwu - A ty skocz pooo… terpentynę. Tak. Skończyła się - kiwnął poważnie głową, rzucając pierwszą rzeczą, jaka przyszła mu do głowy w tej sytuacji.
- A… ale… Tak, o…oczywiście… - wyjąkała z wahaniem, ale Selwyn już zamknął jej drzwi przed nosem.
Odwrócił się w stronę Astorii i odetchnął z ulgą.
- Wybacz, pomyślałem, że może lepiej będzie nie pokazywać… - wskazał w jej stronę pergaminami. Podszedł do wolnego fragmentu stołu i odłożył je z dala od podejrzanej porcelany. Dopiero teraz przyszło mu do głowy, że mógł od razu poprosić stażystkę (czy kto to był) o kopertę. No cóż.
Jeżeli tak miała wyglądać reszta dnia pracy Astorii, to powinni się chyba pospieszyć z decyzją. Hannibal nie mógł przecież spławiać wszystkich interesantów i współpracowników!
Był zbyt młody, żeby umierać.
- Możemy spróbować ściągnąć Basiliusa, myślisz, że dałby radę tak od ręki przyjechać? - zapytał, gładko przestawiając się na proponowanie rozwiązań nudnych, ale za to rozsądnych - Masz tu coś do pisania, czy mam skoczyć…- gwałtownie wciągnął powietrze, kiedy przerwało mu pukanie do drzwi. Spanikowany zerknął na kuzynkę. Zza drzwi rozległ się jakiś stłumiony szelest, jakby pukający przestępował niepewnie z nogi na nogę albo może przekładał coś z ręki do ręki.
Hannibal przesunął się w stronę wejścia i stanął tak, żeby zasłonić sobą wnętrze pomieszczenia, modląc się, żeby stojący na korytarzu ktoś nie okazał się wzrostu Jonathana i nie mógł z łatwością spojrzeć ponad nim. Uchylił drzwi tylko na tyle, by nie wzbudzać podejrzeń.
- Słucham? - zwrócił się z nieco przesadzoną nonszalancją do stojącej za nimi dziewczyny, tej samej, którą minął wcześniej w drzwiach do skrzydła tylko dla personelu.
- Dokumenty przyniosłam do tych najnowszych renowacji… - wymamrotała, ewidentnie speszona widząc kogoś innego, niż się spodziewała. Na potwierdzenie swoich słów uniosła jakby obronnym gestem stosik pergaminów, który trzymała w objęciach.
- Ach, wezmę to - zdecydował szybko Hannibal. Uśmiechał się promiennie, ale przejął papiery gestem nieznoszącym sprzeciwu - A ty skocz pooo… terpentynę. Tak. Skończyła się - kiwnął poważnie głową, rzucając pierwszą rzeczą, jaka przyszła mu do głowy w tej sytuacji.
- A… ale… Tak, o…oczywiście… - wyjąkała z wahaniem, ale Selwyn już zamknął jej drzwi przed nosem.
Odwrócił się w stronę Astorii i odetchnął z ulgą.
- Wybacz, pomyślałem, że może lepiej będzie nie pokazywać… - wskazał w jej stronę pergaminami. Podszedł do wolnego fragmentu stołu i odłożył je z dala od podejrzanej porcelany. Dopiero teraz przyszło mu do głowy, że mógł od razu poprosić stażystkę (czy kto to był) o kopertę. No cóż.
Jeżeli tak miała wyglądać reszta dnia pracy Astorii, to powinni się chyba pospieszyć z decyzją. Hannibal nie mógł przecież spławiać wszystkich interesantów i współpracowników!