Wczoraj, 15:33 ✶
Rodolphus przyglądał się czarownicy przez krótką, niespieszną chwilę, nim na jego twarzy pojawił się ten ledwo dostrzegalny, chłodny, lecz na swój sposób wyrozumiały uśmiech, który zachowywał wyłącznie dla nielicznych. Znał ciężar konwenansów, doskonałej prezencji i masek, które nakładało się na twarz z taką samą precyzją, z jaką dobierało się najdroższe szaty. Doskonale widział, jak starannie Astoria próbowała ukryć wyczerpanie pod nienagannie upiętymi włosami i dopracowanym krojem sukni, i doceniał ten trud – nawet jeśli prawda i tak przebijała przez zmęczone spojrzenie.
– Nie wyglądasz źle, Astorio. Nigdy nie wyglądasz źle – odparł powoli, a w jego niskim, aksamitnym głosie zabrzmiała nuta wyważonego, absolutnie naturalnego komplementu, wyzbytego jednak wszelkiej taniej filuterności. – Po prostu widać w twoich oczach znużenie. A to różnica. Choć muszę przyznać, że twoje starania, by ten fakt zamaskować, są godne podziwu. Większość osób w twoim stanie dawno poddałaby się i uznała wyższość odpoczynku nad etykietą.
Przesunął dłonie do przodu, poprawiając mankiety ciemnego płaszcza, po czym postąpił krok w stronę wnętrza pokoju, lekko przechylając głowę, gdy padły jej pytania dotyczące Ministerstwa i opieki nad sprawami.
– Ministerstwo ma w sobie wyjątkową cechę wydobywania z ludzi reakcji, na które normalnie by sobie nie pozwolili, to prawda. Ale tym razem to nie urzędnicy stanowią źródło mojego pośpiechu – odpowiedział, a w jego wzroku mignął cień gęstszego, trudniejszego do odczytania cienia, który zniknął jednak równie szybko, jak się pojawił. – Nałożyło się u mnie w ostatnich dniach kilka prywatnych spraw. Wymagają nie tylko uwagi, ale i sporej dozy cierpliwości, której, jak zapewne wiesz, nie mam w nieograniczonych zapasach. Stąd też moje drobne zaległości w sprawach towarzyskich.
Kiedy zadała swoje przekorne pytanie – pytając, w czym właściwie chciałby jej pomóc – Rodolphus uniósł nieznacznie kącik ust. Przez moment milczał, zawieszając wzrok na jej smukłej sylwetce wspartej o oparcie fotela. Znał ten stan: nadmiar obowiązków, rosnąca presja i poczucie, że świat nie zatrzyma się ani na sekundę, by dać człowiekowi złapać oddech. A jednak Astoria stała tu, sztywna i dumna, próbując żartować o kawie i ambicji.
– W czym mógłbym ci pomóc? – powtórzył cicho jej słowa, rozważając je na głos z cieniem rozbawienia. – Cóż, obawiam się, że w kwestii organizacji straganów na Samhain czy sekretnych wizji artystycznych nie byłbym najlepszym doradcą. Moje estetyczne wyczucie bywa zbyt pragmatyczne i raczej surowe jak na standardy eleganckiej wystawy. Ale nie pytam bez powodu, Astorio. Pytam, bo widzę, że zrzucasz na swoje barki więcej, niż musisz, nawet jeśli twoja duma nie pozwala ci się do tego przyznać.
Zrobił jeszcze jeden, spokojny krok w jej stronę, zatrzymując się w bezpiecznej, choć intymnej odległości, po czym wskazał dłonią w stronę niewielkiego stolika i drzwi prowadzących w głąb domostwa.
– Żywiąc się samą ambicją i mocną kawą, wpędzisz się jedynie w migrenę. Jeśli więc nie masz dla mnie żadnego konkretnego zadania, do którego mogłabyś wykorzystać moje nazwisko lub różdżkę… zaproponuję najprostszą rzecz. Może po prostu zaparzę ci herbatę? Naprawdę dobrą. To jedna z niewielu sztuk, w których doszedłem do perfekcji bez użycia magii. Zrobisz sobie dziesięciominutową przerwę, usiądziesz i na chwilę przestaniesz myśleć o całym świecie. Zgoda?
– Nie wyglądasz źle, Astorio. Nigdy nie wyglądasz źle – odparł powoli, a w jego niskim, aksamitnym głosie zabrzmiała nuta wyważonego, absolutnie naturalnego komplementu, wyzbytego jednak wszelkiej taniej filuterności. – Po prostu widać w twoich oczach znużenie. A to różnica. Choć muszę przyznać, że twoje starania, by ten fakt zamaskować, są godne podziwu. Większość osób w twoim stanie dawno poddałaby się i uznała wyższość odpoczynku nad etykietą.
Przesunął dłonie do przodu, poprawiając mankiety ciemnego płaszcza, po czym postąpił krok w stronę wnętrza pokoju, lekko przechylając głowę, gdy padły jej pytania dotyczące Ministerstwa i opieki nad sprawami.
– Ministerstwo ma w sobie wyjątkową cechę wydobywania z ludzi reakcji, na które normalnie by sobie nie pozwolili, to prawda. Ale tym razem to nie urzędnicy stanowią źródło mojego pośpiechu – odpowiedział, a w jego wzroku mignął cień gęstszego, trudniejszego do odczytania cienia, który zniknął jednak równie szybko, jak się pojawił. – Nałożyło się u mnie w ostatnich dniach kilka prywatnych spraw. Wymagają nie tylko uwagi, ale i sporej dozy cierpliwości, której, jak zapewne wiesz, nie mam w nieograniczonych zapasach. Stąd też moje drobne zaległości w sprawach towarzyskich.
Kiedy zadała swoje przekorne pytanie – pytając, w czym właściwie chciałby jej pomóc – Rodolphus uniósł nieznacznie kącik ust. Przez moment milczał, zawieszając wzrok na jej smukłej sylwetce wspartej o oparcie fotela. Znał ten stan: nadmiar obowiązków, rosnąca presja i poczucie, że świat nie zatrzyma się ani na sekundę, by dać człowiekowi złapać oddech. A jednak Astoria stała tu, sztywna i dumna, próbując żartować o kawie i ambicji.
– W czym mógłbym ci pomóc? – powtórzył cicho jej słowa, rozważając je na głos z cieniem rozbawienia. – Cóż, obawiam się, że w kwestii organizacji straganów na Samhain czy sekretnych wizji artystycznych nie byłbym najlepszym doradcą. Moje estetyczne wyczucie bywa zbyt pragmatyczne i raczej surowe jak na standardy eleganckiej wystawy. Ale nie pytam bez powodu, Astorio. Pytam, bo widzę, że zrzucasz na swoje barki więcej, niż musisz, nawet jeśli twoja duma nie pozwala ci się do tego przyznać.
Zrobił jeszcze jeden, spokojny krok w jej stronę, zatrzymując się w bezpiecznej, choć intymnej odległości, po czym wskazał dłonią w stronę niewielkiego stolika i drzwi prowadzących w głąb domostwa.
– Żywiąc się samą ambicją i mocną kawą, wpędzisz się jedynie w migrenę. Jeśli więc nie masz dla mnie żadnego konkretnego zadania, do którego mogłabyś wykorzystać moje nazwisko lub różdżkę… zaproponuję najprostszą rzecz. Może po prostu zaparzę ci herbatę? Naprawdę dobrą. To jedna z niewielu sztuk, w których doszedłem do perfekcji bez użycia magii. Zrobisz sobie dziesięciominutową przerwę, usiądziesz i na chwilę przestaniesz myśleć o całym świecie. Zgoda?