– Tak, albo je zrobić – rzeczywiście nie musiał jej tego mówić, bo o tym wiedziała, widziała to zresztą niejednokrotnie. Właściwie nie dziwiło jej, że Atreus i Chris się ze sobą przyjaźnią, w pewnym sensie byli podobni… na szczęście jednak nie tacy sami. Temperament jednak mieli również wybuchowy, tak to przynajmniej widziała.
Na całe szczęście jej nikt nie posądzał o wybuchowość. Ogień, który nie czynił jej krzywdy, nie podsycał jej gniewu, był trzymany w ryzach i pod kontrolą, gotowa by go zdusić w zarodku.
– Byłej i niedoszłej – podsunęła usłużnie, bo wiedziała, że na weselu u Blacków Brenny nie było. – Nie oddałeś mu? – może trzeba było. Może byliby kwita. A potem uśmiechnęła się do niego lekko. Rozmawiali o tym na balu, Chris opowiadał jej, że po tamtym weselu jakoś kontakt się urwał i żadne się nie paliło, żeby go ciągnąć. Nie planowała go przecież z tego rozliczać – z przeszłych związków, przelotnych czy stałych, czy jakichkolwiek, o ile nie były to jej bliskie koleżanki, a na to nie wyglądało. – Chris, gdybym sądziła, że się umawiasz z kimś jeszcze, to prawdopodobnie nie prowadzilibyśmy tej rozmowy – bo Victoria nie zamierzała być czyjąś drugą, trzecią albo w ogóle którąś tam opcją. Nie miała podstaw, by sądzić, że ma jakieś niezamknięte sprawy, albo że ktoś jeszcze zajmuje jego czas czy myśli… czas – o, o to w ogóle była spokojna, bo całkiem dużo poświęcał go jej. A przecież nie musiał i sam był zresztą w tym okresie chyba równie zabiegany co ona.
– Może mało mu ostatnio adrenaliny w życiu i trafiło na ciebie w ramach prezentu urodzinowego – stwierdziła i westchnęła, myśląc sobie tak: ech, chłopcy. A potem uśmiechnęła się naprawdę miło, bo doceniała, że tak właśnie uważał.
– Wspaniale. To poproszę Strzałkę, żeby coś dla nas przygotowała i pójdę się przebrać – bo jednak… wciąż była w koszuli nocnej i szlafroku. Bez makijażu (ale skoro Chris ją rozpoznał i nie uciekł, znaczy, że wszystko było w porządku – nie żeby na co dzień malowała się jakoś mocno). – Zostawiam cię na chwilę z Luną, bądźcie grzeczni – żart, to był żart, bardzo wątpiła, żeby Chris się w ogóle ruszył z miejsca, pewnie wolał sobie posiedzieć i wypić kolejną filiżankę kawy, a Luna chyba zasnęła.