Wczoraj, 20:28 ✶
— Ja dalej jestem za spaleniem tego cholerstwa — mruknął Macmillan, wypuszczając głośno powietrze przez usta.
Naprawdę nie chciał się z nią kłócić, chociaż gdzieś z tyłu głowy rosła w nim irytacja, że kobieta akurat w tej chwili zachowywała się tak porządnie. Jak na kogoś, kto brnął przez życie tak żywiołowo, to w sprawie Kniei Godryka wykazywała się wyjątkowym profesjonalizmem. Aż dziwne, że w tej chwili uznaję to za wadę, pomyślał bezwiednie Sebastian. Co tu dużo mówić zbiło go to z tropu, a zmęczenie wywołane wszystkimi problemami związanymi z Polaną Ognisk tylko to poczucie wzmacniało.
— Nie jestem atletą — uświadomił swoich rozmówców Sebastian, unosząc niepewnie brwi. — Moja kondycja jest… w granicach dopuszczalnej normy. — Delikatnie mówiąc. Jego praca nie wymagała spędzania większości dnia w terenie jak w przypadku, chociażby funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. — Bardzo dawno nic sobie nie połamałem. To taki dar od Przenajświętszej. Zapewne jeszcze przed mymi narodzinami zasądziła, że zamiast bólu ciała mam dźwigać ciężar cierpienia duchowego. Swojego i innych wiernych.
Brał na swoje barki spory ciężar, biorąc pod uwagę obecny ”kryzys wiary” w kowenie. Jak nie przyspieszone nauki przedmałżeńskie, to zbuntowani wierni… Dobrze, że nie znał obecnego statusu cywilnego pana Fenwicka, bo chyba musiałby przeprowadzić ekstremalnie przyspieszony kurs dla niego i jego wybranki. Zmarszczył czoło. Był jeszcze jeden problem, o jakim wypadałoby poinformować tę parkę.
— Ale… Tak, mogę potrzebować wsparcia — przyznał z lekką niechęcią. — Znam te okolicę, więc opuszczenie samej Kniei nie powinno być wielkim problemem, ale jeśli potencjalni napastnicy rzucą się za mną w pościg, to poza lasem mogę im już nie uciec. — Chrząknął znacząco. — Nie radzę sobie z teleportacją. Nigdy nie zrobiłem licencji, więc…
Rozłożył ręce. Tutaj wiele zależało od tego, jak potoczy się przemarsz. Czy kiedy przyjdzie pora na ucieczkę, granica Kniei będzie pusta? A może Ministerstwo wezwie posiłki, żeby nikt nie zdołał się prześlizgnąć, próbując uciec z miejsca zdarzenia? A co jeśli Widma zdecydują się na kontr-atak i oficjalnie wyściubią nos poza las?
— Możemy się jeszcze razem pomodlić o to, żeby lepiej wam się celowało z różdżek i wasze zaklęcia rzadziej chybiały — dodał Macmillan, zauważając zawód w głosie Benjy'ego. — Chociaż ze względu na dobro nas wszystkich mam nadzieję, że to drugie uchodzi u was za wyjątkowo rzadki wypadek przy pracy. W końcu… — zawiesił na moment głos. — Jesteście najlepszą szansą naszej społeczności.Spoczywa na was ogromny obowiązek, ale i wielki zaszczyt. W tych czasach niewielu ma szansę walczyć w imieniu samej Przenajświętszej.
Niestety, było zbyt wcześnie na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, jednak kto wie… Jeśli faktycznie uda im się oczyścić Polanę Ognisk z zepsucia Widm i przeklętego dębu, to niewykluczone, że Matka mogła natchnąć nawet samego arcykapłana, aby jakoś odznaczył Geraldine Greengrass-Yaxley i Benjy'ego Fenwicka za ich odwagę w chwili kryzysu. Patroni od spraw beznadziejnych… To brzmiałoby dumnie.
Naprawdę nie chciał się z nią kłócić, chociaż gdzieś z tyłu głowy rosła w nim irytacja, że kobieta akurat w tej chwili zachowywała się tak porządnie. Jak na kogoś, kto brnął przez życie tak żywiołowo, to w sprawie Kniei Godryka wykazywała się wyjątkowym profesjonalizmem. Aż dziwne, że w tej chwili uznaję to za wadę, pomyślał bezwiednie Sebastian. Co tu dużo mówić zbiło go to z tropu, a zmęczenie wywołane wszystkimi problemami związanymi z Polaną Ognisk tylko to poczucie wzmacniało.
— Nie jestem atletą — uświadomił swoich rozmówców Sebastian, unosząc niepewnie brwi. — Moja kondycja jest… w granicach dopuszczalnej normy. — Delikatnie mówiąc. Jego praca nie wymagała spędzania większości dnia w terenie jak w przypadku, chociażby funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. — Bardzo dawno nic sobie nie połamałem. To taki dar od Przenajświętszej. Zapewne jeszcze przed mymi narodzinami zasądziła, że zamiast bólu ciała mam dźwigać ciężar cierpienia duchowego. Swojego i innych wiernych.
Brał na swoje barki spory ciężar, biorąc pod uwagę obecny ”kryzys wiary” w kowenie. Jak nie przyspieszone nauki przedmałżeńskie, to zbuntowani wierni… Dobrze, że nie znał obecnego statusu cywilnego pana Fenwicka, bo chyba musiałby przeprowadzić ekstremalnie przyspieszony kurs dla niego i jego wybranki. Zmarszczył czoło. Był jeszcze jeden problem, o jakim wypadałoby poinformować tę parkę.
— Ale… Tak, mogę potrzebować wsparcia — przyznał z lekką niechęcią. — Znam te okolicę, więc opuszczenie samej Kniei nie powinno być wielkim problemem, ale jeśli potencjalni napastnicy rzucą się za mną w pościg, to poza lasem mogę im już nie uciec. — Chrząknął znacząco. — Nie radzę sobie z teleportacją. Nigdy nie zrobiłem licencji, więc…
Rozłożył ręce. Tutaj wiele zależało od tego, jak potoczy się przemarsz. Czy kiedy przyjdzie pora na ucieczkę, granica Kniei będzie pusta? A może Ministerstwo wezwie posiłki, żeby nikt nie zdołał się prześlizgnąć, próbując uciec z miejsca zdarzenia? A co jeśli Widma zdecydują się na kontr-atak i oficjalnie wyściubią nos poza las?
— Możemy się jeszcze razem pomodlić o to, żeby lepiej wam się celowało z różdżek i wasze zaklęcia rzadziej chybiały — dodał Macmillan, zauważając zawód w głosie Benjy'ego. — Chociaż ze względu na dobro nas wszystkich mam nadzieję, że to drugie uchodzi u was za wyjątkowo rzadki wypadek przy pracy. W końcu… — zawiesił na moment głos. — Jesteście najlepszą szansą naszej społeczności.Spoczywa na was ogromny obowiązek, ale i wielki zaszczyt. W tych czasach niewielu ma szansę walczyć w imieniu samej Przenajświętszej.
Niestety, było zbyt wcześnie na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, jednak kto wie… Jeśli faktycznie uda im się oczyścić Polanę Ognisk z zepsucia Widm i przeklętego dębu, to niewykluczone, że Matka mogła natchnąć nawet samego arcykapłana, aby jakoś odznaczył Geraldine Greengrass-Yaxley i Benjy'ego Fenwicka za ich odwagę w chwili kryzysu. Patroni od spraw beznadziejnych… To brzmiałoby dumnie.