• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[07/1957] But we have miles left to regret | Aloysius, Prudence

[07/1957] But we have miles left to regret | Aloysius, Prudence
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
Wczoraj, 20:52  ✶  
Cała ta podróż była absurdalna, w dodatku do czego, moja towarzyszka zdawała się uważać, że znalazła się na pozycji pozwalającej jej wygłaszać sądy o moim zachowaniu, co doprowadzało mnie do szału w stopniu nieproporcjonalnym do wypowiedzianych przez nią słów, bo najwyraźniej zapomniała, że nie potrzebowałem jej pozwolenia, by zrobić cokolwiek. Z początku uznałem, że powinienem pozwolić jej mówić, bo przecież nic tak nie kompromitowało cudzych argumentów jak pozostawienie ich bez odpowiedzi, szczególnie kiedy ktoś z uporem godnym lepszej sprawy próbował wmówić mi, że sam byłem odpowiedzialny za sytuację, w której się znalazłem, słuchałem więc, opierając głowę o zagłówek, z nogami wciąż bezczelnie wyciągniętymi na środek przejścia, chociaż na ostatnie zdanie poruszyłem stopą, jakbym właśnie rozważał, czy warto było poświęcić choćby odrobinę wysiłku na odwrócenie się w jej stronę. Właściwie nie musiałem tego robić, żeby wiedzieć, jak wyglądała, ponieważ znałem Prue wystarczająco długo, by rozpoznawać te drobne oznaki zadowolenia, które pojawiały się u niej zawsze wtedy, gdy wydawało jej się, że udało jej się mnie sprowokować. Miała zresztą powody do samozadowolenia, skoro rzeczywiście jako pierwszy przerwałem milczenie, lecz nie zamierzałem ułatwiać jej zadania przez przyznanie, że osiągnęła cokolwiek poza zmuszeniem mnie do wysłuchania kilku wyjątkowo niemądrych uwag, ponieważ cisza w jej wykonaniu miała szczególną właściwość - nigdy nie trwała wystarczająco długo, bym zdążył uznać ją za przyjemną - poruszała ustami, prócz tego jednak wciąż patrzyła w szybę, co zaczynało mnie irytować z powodów, których nie zamierzałem szczegółowo roztrząsać. „Doprawdy, fascynujące”, w samym środku nocy, kiedy zamiast pól, kóz i pagórków można było zobaczyć głównie własne odbicie i sporadyczne rozbłyski świateł, znalazła sobie zajęcie godne największych odkrywców magicznego świata. Miałem ochotę zapytać, czy dostrzegła już coś interesującego, lecz powstrzymałem się, bo nie zamierzałem zmieniać tematu, gdy już go zaczęła.
Oczywiście, że mogłem wrócić do domu, mogłem też odmówić udziału w weselu, nie pić tego, co mi podawano, nie wdawać się w rozmowy, które okazały się katastrofalne w skutkach i prawdopodobnie tym samym oszczędzić sobie kilku godzin wyjątkowo nieprzyjemnych rozważań, gdybym tylko dysponował wówczas odrobiną rozsądku, którego najwyraźniej zabrakło mi w kluczowym momencie, bo chciałem być miły. Problem polegał na tym, że nie miałem ochoty tłumaczyć żadnej z rzeczy, które mną wtedy kierowały, ponieważ samo wyjaśnianie własnych pobudek komuś takiemu jak Prudence Bletchley wydawało mi się upokorzeniem, na które nie zasługiwałem, nawet jeśli okoliczności zdawały się mieć w tej kwestii odmienne zdanie. Nie zamierzałem jej wyjaśniać, dlaczego wsiadłem do autobusu, tym bardziej, skoro najwyraźniej zdążyła już wymyślić własną wersję wydarzeń, w której występowałem w roli wyjątkowo podłego prześladowcy, ale musiałem przyznać, że miała pewien talent do przypisywania mi jak najgorszych intencji, nawet jeśli sam nie zdążyłem ich dobrze określić, byłem pewien, że gdyby ktoś zapytał ją o przyczynę mojego obecnego położenia, przedstawiłaby sprawę w taki sposób, jakbym osobiście błagał o możliwość uczestniczenia w tej wyprawie, po czym przez całą drogę urządzał przedstawienie, domagając się współczucia i jednocześnie czyniąc jej życie koszmarem na kółkach.
Zmrużyłem oczy, znowu patrząc przed siebie, po czym przesunąłem jedną nogę nieco dalej w alejkę, drugą natomiast przenosząc bliżej niej, bo skoro już poprowadziła ze mną rozmowę, mogła przynajmniej pogodzić się z faktem, że nie zamierzałem ustępować jej miejsca, przestrzeni ani ostatniego słowa Przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie policzka, wpatrując się w światła rozlewające się za szybą kierowcy, po czym wydałem z siebie ciche, pełne niedowierzania parsknięcie, bo naprawdę trzeba było mieć tupet, żeby najpierw doprowadzić mnie do stanu, w którym wspólne zakończenie wieczoru pod drzwiami szeregówki jej rodziców wydawało mi się jedyną słuszną opcją, następnie zaś wywołać dramę i na koniec prosto w twarz mówić mi, że odgrywałem rolę męczennika.
- Pardon, szanowna pani, rzeczywiście nikt nie przyłożył mi różdżki do gardła i nie kazał wsiadać do tego wspaniałego środka transportu. - Odparłem z przesadną uprzejmością, obracając głowę w jej stronę na tyle, żeby mogła dostrzec mój uśmiech, gdyby akurat zdecydowała się oderwać wzrok od niezwykle fascynującej ciemności za oknem. Nie umknęło mi przy tym, że sama wcale nie wyglądała na szczególnie zachwyconą podróżą, ale z jakiegoś powodu najwyraźniej uznała, że narzekanie na autokar stanowiło przywilej zarezerwowany wyłącznie dla niej, zapewne we własnej głowie, bo przecież nie na głos.
- Niestety, najwyraźniej popełniłem błąd w ocenie sytuacji. Następnym razem zostawię cię na pastwę losu. Będziesz mogła opowiedzieć wszystkim, jak dzielnie przemierzałaś nocne trakty, podczas gdy ja, pozbawiony twojego towarzystwa, pławiłem się w luksusach rodowej posiadłości. - Opuściłem wzrok na własne buty, po czym przesunąłem jedną nogę jeszcze dalej, opierając piętę o podstawę siedzenia naprzeciwko, bo skoro już zostałem oskarżony o brak normalności, nie widziałem powodu, by nagle udowadniać, że potrafiłem zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami otoczenia, zresztą, skoro już uważała mnie za nieznośnego, nie widziałem powodu, żeby odbierać jej tę przyjemność.
- Nie zgrywam męczennika. Poza tym nie przypominam sobie, żebym prosił o wykład. Jeśli już koniecznie chcesz rozmawiać o normalności, przypominam, że to ty siedzisz z głową przyklejoną do szyby i obijasz sobie czaszkę na każdej dziurze. Nie wiem, czy w twoim domu nazywają to „normalnym zachowaniem”, ale u nas zwykle próbuje się unikać uszkodzeń mózgu, szczególnie jeśli n– - urwałem, bo kierowca skręcił tak gwałtownie, że musiałem złapać się siedzenia, żeby nie zsunąć się na podłogę, spojrzałem na własną dłoń, potem na Prue i skrzywiłem się z niesmakiem - nie ma się zapasowego.
Autokar w tym czasie zareagował na kolejną nierówność drogi, odzywając się przeciągłym zgrzytem, po którym coś z łoskotem przesunęło się w głębi pojazdu, przyprawiając mnie o podejrzenie, że za chwilę jedno z kół postanowi odłączyć się od reszty i rozpocząć samodzielną podróż gdzieś po poboczu. Silnik zakaszlał, po czym pojazd szarpnął na zakręcie, zmuszając mnie do gwałtownego przyciśnięcia pleców do oparcia, przynajmniej zdołałem uratować własne kolana przed spotkaniem z siedzeniem naprzeciwko, co uznałem za jedyny sukces podczas tej podróży.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2765), Prudence Fenwick (1121)




Wiadomości w tym wątku
[07/1957] But we have miles left to regret | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - Wczoraj, 19:08
RE: [07/1957] But we have miles left to regret | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - Wczoraj, 19:33
RE: [07/1957] But we have miles left to regret | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - Wczoraj, 20:52
RE: [07/1957] But we have miles left to regret | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - Wczoraj, 21:49
RE: [07/1957] But we have miles left to regret | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 9 godzin(y) temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa