— Może być na wynos — pokiwał głową, bo faktycznie, równie dobrze mogli się stąd zawinąć w pół godziny i zjeść gdzie indziej. Potem uśmiechnął się do mężczyzny, nieco pocieszająco, bo było widać że brak pracownika go zżerał. — Niestety, ale Spalona Noc wszystkim okropnie dokopała i wciąż stawia wszystko na głowie, nawet jeśli minęło już tyle czasu. Może faktycznie coś mu się stało — pokiwał głową.
Ładną ma aurę, taką pomarańczową. Raczej przyjemny facet, tylko go troszkę życie nuży. Ale ucieszył się na nasz widok — rzucił falami w stronę Brenny.
— Ah, tak. Dante i Falko, niestety chłopaki się zgubili. O jednego z nich martwi się ciotka. Biedna Lorna ma już swoje lata i takie rzeczy ją spotykają — uśmiechnął się do mężczyzny, niemalże smutno, przyglądając się czy na wzmiankę o kimś ze służb, nie zmieniło mu się jakoś nastawienie w aurze.