Również starałem się wierzyć w to, że mogę decydować o samym sobie. Chciałem, żeby to moje własne decyzje wpływały na to, jak będzie wyglądała moja przyszłość; którymi ścieżkami dane mi będzie podążać. Nie dostrzegałem tego, że za ich sprawą, za sprawą tych decyzji, już teraz przyszło mi zająć swoje miejsce. Wybrać stronę, którą będę wspierać. Miałem swoje zdanie, widziałem pewne sprawy w określony sposób, ale... jednocześnie unikałem angażowania się. Wolałem trzymać się na boku, obserwować.
W tamtym czasie nie byłem jeszcze gotowy na to, żeby się do tego przyłączyć.
Może zresztą wcale nie musiało do tego dojść?
Nie reaguje na wspomniane przez Brennę, podrobione zdjęcia. Słyszałem nie tylko o tym, ale też o innych działaniach, mających na celu zdyskredytowanie osoby ministra. Nie uważam jednak, żeby było tu o czym mówić. Nie widzę potrzeby dalszego strzępienia języka. Sprawy miały się tak, jak się miały. Zresztą... czy cokolwiek z tego by się udało, gdyby Nobby Leach był krystalicznie czysty? Nie żebym wierzył w istnienie ludzi bez skazy. Na to trzeba być znacznie bardziej naiwnym.
- Każdy korzysta z takich środków, jakie są dla niego dostępne. - Odpowiadam, choć zajmuje mi to znacznie więcej czasu, niż do tej pory zajmowało wszystkie inne. Jakbym potrzebował to przetrawić, przemyśleć? Jakby w tak krótkim czasie to drugie faktycznie było możliwe. Brzmię raczej pewnie. Konkretnie. Zdecydowanie.
Po tych słowach podnoszę się z huśtawki. Posyłam Brennie uśmiech. Nieco blady, nie taki jak dawniej, ale... nadal uśmiech. Może odrobinę smutny? Rozczarowany? Tylko czy znacznie bardziej rozczarowany nie byłbym, gdyby skorzystała z mojej rady, wycofała się, przestała grzebać i zadbała o swoje bezpieczeństwo? Swoje i swoich bliskich?
Nie byłaby wtedy tą samą Brenną, którą znałem przed laty. Teraz już mniej.- Wiesz, mam... - Zaczynam mówić, po czym przerywam. Kręcę głową. Czy jakieś słowa są tutaj potrzebne? Mają sens? Mogą okazać się odpowiednimi? Może lepiej byłoby jednak zachować milczenie?
Decyduje się wreszcie na to ostatnie. Zostawiam ją. Wracam do Londynu.