21.03.2023, 08:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2023, 08:01 przez Mavelle Bones.)
Czy w istocie zignorowała młodą dziewczynę? Nie do końca, bowiem spojrzenie Bones zatrzymało się i na młódce; choć tak po prawdzie jedyne słowa, jakie teraz dla niej znajdowała, to uciekaj, dziecko. Tyle że ugryzła się jednak w język; sytuacja wydawała się dość… oczywista, lecz ingerencja w nią wydawała się być nie na miejscu. Chyba że faktycznie Moody miałby zamiar odejść z Lyssą – wtedy musiałaby poważnie rozważyć wtrącenie trzech knutów.
Taka młoda. Z aurorem, który był starszy również i od Mavelle.
Zamrugała parę razy, próbując przetworzyć reakcję dziewczyny – co musiało się wydarzyć, zanim na nich wpadła?
Choć może lepiej nie wiedzieć.
Nie czuła, że ma prawo pytać.
- Bo ja wiem? – odparła z pewną zadumą, podchodząc bliżej do Alka. Jeśli wyeliminować to jego cholerne znikanie, które doprowadzało do białej gorączki, to może jednak? - Trudno pomylić bobasa z kaflem – podsumowała, próbując obrócić to w żart.
Spojrzała w oczy Moody’emu wiedząc, iż w zasadzie powinna zrobić to samo, co poprzedniczka. Bo to była przeszłość. Bo sama ucięła tę nić i zamknęła z hukiem drzwi. Bo Beltane już nie było ich, a jednak…
… nie wiedzieli, czy po dziś będzie jakieś jutro.
- Alek... – zaczęła cicho, urwała, wzięła głębszy wdech. Z jednej strony popełniała błąd, z drugiej – to nie tak, że uczucia były racjonalne, prawda? Zwłaszcza że nadal trwały – częściowo uśpione, ale jednak – Przyjmiesz mój wianek? – spytała w końcu.
Jeszcze tylko ten jeden raz – póki świat, jaki znali, istniał.
Ostatni raz – bo może nie będzie jutra, w którym ponownie się spotkają.
Taka młoda. Z aurorem, który był starszy również i od Mavelle.
Zamrugała parę razy, próbując przetworzyć reakcję dziewczyny – co musiało się wydarzyć, zanim na nich wpadła?
Choć może lepiej nie wiedzieć.
Nie czuła, że ma prawo pytać.
- Bo ja wiem? – odparła z pewną zadumą, podchodząc bliżej do Alka. Jeśli wyeliminować to jego cholerne znikanie, które doprowadzało do białej gorączki, to może jednak? - Trudno pomylić bobasa z kaflem – podsumowała, próbując obrócić to w żart.
Spojrzała w oczy Moody’emu wiedząc, iż w zasadzie powinna zrobić to samo, co poprzedniczka. Bo to była przeszłość. Bo sama ucięła tę nić i zamknęła z hukiem drzwi. Bo Beltane już nie było ich, a jednak…
… nie wiedzieli, czy po dziś będzie jakieś jutro.
- Alek... – zaczęła cicho, urwała, wzięła głębszy wdech. Z jednej strony popełniała błąd, z drugiej – to nie tak, że uczucia były racjonalne, prawda? Zwłaszcza że nadal trwały – częściowo uśpione, ale jednak – Przyjmiesz mój wianek? – spytała w końcu.
Jeszcze tylko ten jeden raz – póki świat, jaki znali, istniał.
Ostatni raz – bo może nie będzie jutra, w którym ponownie się spotkają.