24.10.2026, 23:17 ✶
— Za pierwszym razem wysłano mnie tutaj, abym towarzyszył grupie zwiadowczej Laurenta Prewetta. Mieliśmy nadzieję znaleźć i przy odrobinie szczęścia pochwycić jedno z tutejszych Widm. — Westchnął cicho. — To było jakieś kilka tygodni po Beltane. Gdyby nam się udało, niewykluczone, że dokonalibyśmy jakiegoś przełomu w walce z nimi. Oczyścili Knieję z tej zarazy. Nie udało się nam. Nie zobaczyłem ani jednego Widma. Co najwyżej krótki przebłysk wizji Limbo i oddział Niewymownych próbując nas przegnać z lasu. Pomimo tego, że nas też wysłało tam poniekąd Ministerstwo Magii.
Nie podobało mu się to, jak duża władza została przekazana w ręce Departamentu Tajemnic przez Ministrę Jenkins. Może miało to jakiś sens, biorąc pod uwagę, w czym na co dzień babrali się Niewymowni, jednak sprawa Polany Ognisk i Widm była zbyt zawiła, aby po prostu liczyć, że grupa znana z tego, że nie jest zbyt chętna do dzielenia się informacjami, nagle zacznie skwapliwie współpracować z innymi wydziałami Ministerstwa Magii. Nie mówiąc już o zewnętrznych specjalistach. Bądź co bądź, to było miejsce kultu kowenu. Kto wie, może Percival miałby coś do powiedzenia na temat tego wszystkiego?
— A drugi raz? To było jakiś miesiąc temu. Zaprosili mnie na spotkanie specjalistów, którzy próbowali badać Polanę Ognisk. Tego też nie nazwałbym zbyt owocną wycieczką. — Skrzywił się lekko. — Dawno nie widziałem tak wielu kipiących od nadmiaru ambicji arogantów. Większości z nich bardziej zależy na zdobyciu sławy niż ustabilizowaniu sytuacji.
Odwzajemnił uśmiech Ambrosii.
— Spora część tych duchów, to zapewne ofiary z ataku na Beltane — mruknął Sebastian. — Zasługują na więcej, niż na porzucenie w miejscu w którym zginęli. Przejście na drugą stronę dla wielu z nich na pewno przyniesie im swego rodzaju… ulgę.
Z tyłu głowy dalej tkwiły mu wspomnienia z tego, jak odprawiał potępione dusze zmarłych, które zostały zamknięte w kryształowej czaszce - potężnym artefakcie pewnego czarnoksiężnika, który znalazł się na celowniku Brygady Uderzeniowej. Nikt nie zasługiwał na taki los. A ludzie, którzy zniknęli podczas ataku Śmierciożerców i wielkiej wichury w Kniei? Byli niewinnymi ofiarami. A niektórzy z nich nie dość, że zginęli to jeszcze pozostali w nieodpowiednim świecie.
— Brzmi tak, jakby magia naszych rytuałów była wyjątkowo silna tamtej nocy — skomentował z nutką tęsknoty w głosie. — Żałuję tego, że możemy tam nie wrócić zbyt szybko i…
Zamilkł, gdy nagle rzuciła mu się w oczy pewna… emanacja. Macmillan mimowolnie się przeżegnał; kilkanaście metrów dalej mogli zauważyć coś w rodzaju zbioru… pojedynczych mglistych obłoków. Wielkości człowieka, jednak niekoniecznie w pełni uformowane na ich obraz, jakby były nie do końca ukształtowane.
— Chyba musiały umrzeć w szoku — odezwał się w końcu cichym, stonowanym głosem. — Ja… One chyba nie będą stawiać dużego oporu. Możliwe, że nawet nie wiedzą, co się z nimi stało.
W teorii duch mógł modyfikować swój wygląd. Większość decydowała się na przybranie formy, jaką miały za życie, jednak zdarzały się też duchy… niekompletne. Czasem to był ich wybór, ale czasem wynikało to też z tego, jak niespodziewana była ich śmierć. I braku zrozumienia ze strony bytu, że znalazł się w zupełnie nowej sytuacji. Czy one w ogóle mogły się jakoś porozumieć ze światem zewnętrznym? Sebastian poprawił swój szalik.
Nie podobało mu się to, jak duża władza została przekazana w ręce Departamentu Tajemnic przez Ministrę Jenkins. Może miało to jakiś sens, biorąc pod uwagę, w czym na co dzień babrali się Niewymowni, jednak sprawa Polany Ognisk i Widm była zbyt zawiła, aby po prostu liczyć, że grupa znana z tego, że nie jest zbyt chętna do dzielenia się informacjami, nagle zacznie skwapliwie współpracować z innymi wydziałami Ministerstwa Magii. Nie mówiąc już o zewnętrznych specjalistach. Bądź co bądź, to było miejsce kultu kowenu. Kto wie, może Percival miałby coś do powiedzenia na temat tego wszystkiego?
— A drugi raz? To było jakiś miesiąc temu. Zaprosili mnie na spotkanie specjalistów, którzy próbowali badać Polanę Ognisk. Tego też nie nazwałbym zbyt owocną wycieczką. — Skrzywił się lekko. — Dawno nie widziałem tak wielu kipiących od nadmiaru ambicji arogantów. Większości z nich bardziej zależy na zdobyciu sławy niż ustabilizowaniu sytuacji.
Odwzajemnił uśmiech Ambrosii.
— Spora część tych duchów, to zapewne ofiary z ataku na Beltane — mruknął Sebastian. — Zasługują na więcej, niż na porzucenie w miejscu w którym zginęli. Przejście na drugą stronę dla wielu z nich na pewno przyniesie im swego rodzaju… ulgę.
Z tyłu głowy dalej tkwiły mu wspomnienia z tego, jak odprawiał potępione dusze zmarłych, które zostały zamknięte w kryształowej czaszce - potężnym artefakcie pewnego czarnoksiężnika, który znalazł się na celowniku Brygady Uderzeniowej. Nikt nie zasługiwał na taki los. A ludzie, którzy zniknęli podczas ataku Śmierciożerców i wielkiej wichury w Kniei? Byli niewinnymi ofiarami. A niektórzy z nich nie dość, że zginęli to jeszcze pozostali w nieodpowiednim świecie.
— Brzmi tak, jakby magia naszych rytuałów była wyjątkowo silna tamtej nocy — skomentował z nutką tęsknoty w głosie. — Żałuję tego, że możemy tam nie wrócić zbyt szybko i…
Zamilkł, gdy nagle rzuciła mu się w oczy pewna… emanacja. Macmillan mimowolnie się przeżegnał; kilkanaście metrów dalej mogli zauważyć coś w rodzaju zbioru… pojedynczych mglistych obłoków. Wielkości człowieka, jednak niekoniecznie w pełni uformowane na ich obraz, jakby były nie do końca ukształtowane.
— Chyba musiały umrzeć w szoku — odezwał się w końcu cichym, stonowanym głosem. — Ja… One chyba nie będą stawiać dużego oporu. Możliwe, że nawet nie wiedzą, co się z nimi stało.
W teorii duch mógł modyfikować swój wygląd. Większość decydowała się na przybranie formy, jaką miały za życie, jednak zdarzały się też duchy… niekompletne. Czasem to był ich wybór, ale czasem wynikało to też z tego, jak niespodziewana była ich śmierć. I braku zrozumienia ze strony bytu, że znalazł się w zupełnie nowej sytuacji. Czy one w ogóle mogły się jakoś porozumieć ze światem zewnętrznym? Sebastian poprawił swój szalik.