Nawet jeśli Warowni daleko było do jej dni świetności, to i tak, w porównaniu, trzymała się nieźle. Przede wszystkim dało się wejść do środka, przyjąć gości, w ogóle myśleć o jakichkolwiek naprawach, odbudowie czy czymkolwiek, a to już było coś. I Victoria nawet nie pisnęła, że Brenna poprowadziła ją do jakiegoś dziwnego pomieszczenia na parterze. Rozglądała się zresztą ciekawie na postęp prac.
– Wygląda to już całkiem nieźle – przyznała. Rzeczywiście – miała doskonałe pojęcie, dlaczego tego czasu było tak mało. Brenna zawsze była osobą, która była… wszędzie. A obecnie, gdy było tyle pracy, to gdzieś tego czasu na to „wszędzie” musiało brakować.
– Nie, nic się nie stało. Po prostu… – Victoria wzruszyła bezradnie ramionami. Krótko rzuciła okiem na ściany i meble w pokoju, ale szybko przeniosła swoją uwagę na przyjaciółkę, pozwalając sobie usiąść na wolnym miejscu. – Kawę, jasne – albo herbatę. Victoria nie wybrzydzała, nie o tej godzinie i po całym dniu pracy, który doprowadził ją do małego bólu głowy, a i tak piła eliksiry nasenne, więc wieczór z kawą nie robił jej różnicy. – Wpadł cię poinformować? A to cholerny hipokryta – parsknęła, kręcąc głową. Umiała liczyć, więc wiedziała, że to musiało być przed pracą, nie było innego wyjścia. Bulstrode’owi dzisiaj nieźle szło drażnienie jej, tym bardziej że miał czelność narzekać, że Christopher przyszedł do niej rano „naskarżyć”.
– Nie, nie oświadczał mi się – Victoria wywróciła oczami. – Ale zdążył mi rano zajść za skórę w szatni, jak zaczął mnie nazywać swoją przyszłą żoną. Szkoda, że nie widziałaś jego miny, jak się zorientował, że już wiem, o co chodzi i że mnie nie zaskoczył. W każdym razie… Biorąc pod uwagę, jak to wyszło w nocy, pomyślałam sobie, że wolę ci powiedzieć, jak wygląda sytuacja osobiście, żebyś nie musiała się zastanawiać, jeśli coś usłyszysz… Albo przychodzić mi dawać w twarz – przy tym już parsknęła krótkim śmiechem z absurdu sytuacji. – Christopher zdawał się być tym przejęty i w sumie to mu się nie dziwię, więc… No. Nie ma i nie będzie żadnego ślubu – jeszcze by tego brakowało. – Moim zdaniem te głupie kapłanki sobie za dużo wyobraziły i puściły w świat co im ślina na język przyniosła – dodała trochę zrezygnowana, a ewidentnie w pewien sposób zmęczona całym dniem i jeszcze składaniem do kupy dwóch nieco różniących się wersji samców, którzy się w nocy pobili, a potem upili.