Nawet nie chciała sobie myśleć o tym, jak wiele osób ucierpi w wyniku tej Nocy. Jak wiele będzie poszkodowanych bezpośrednio (zaatakowanych, poparzonych, połamanych, bo coś się na nich zawaliło, albo tych, którzy tego w ogóle nie przeżyli, albo stracili cały dobytek życia, nie mieli gdzie mieszkać i tak dalej) i pośrednio – ludzi, którzy ucierpią na wdychaniu wszystkiego, co latało tej nocy w powietrzu, kto wie z jakim skutkiem dla zdrowia… Victoria wyciągała już ludzi z takich skoncentrowanych chmur dymu, w których właściwie nie dało się oddychać, to i widok kobiety, która dusiła się tutaj na ulicy, niespecjalnie ją zdziwił. Założyła, że być może jakoś wcześniej wpadła do takowej, wydostała się, i to jakoś zostawiło na niej piętno, że nie mogła nabrać porządnie oddechu… zresztą to i tak nie było proste w obecnych warunkach. Nie przyszło jej do głowy, że znajoma-nieznajoma, której nie rozpoznała, jest chora i dlatego jest tym gorzej…
Wyczuwszy, że ta próbuje się „wyrwać” z jej dotyku, zabrała ręce, bo nie chciała naruszać jej przestrzeni osobistej bardziej, niż to konieczne. Podbiegła, bo widziała, jak ta się osuwa, a zbierała już dzisiaj z ulicy dziewczynę, która najpewniej upadła i uderzyła się w głowę, a potem miała problem z dojściem do siebie i trochę trwało, nim zgodziła się zabrać ją do szpitala. Nie wyglądało jednak na to, by ta miała upaść bezwładnie, jakoś się trzymała, nie było więc potrzeby jej podtrzymywać… chyba. Ani pomagać wstać, jeśli tej pomocy nie chciała. Victoria nie była żadną wielką altruistką, ani kimś, kto będzie się komuś narzucał.
– Czy ma pani gdzie się schować? Proszę nie zostawać na ulicy – powiedziała za to, i odwróciła się gwałtownie z powodu kolejnych odgłosów, jakie ciągle było tej nocy słychać. Była czujna, nerwy miała napięte jak struna, na szczęście, cokolwiek się działo, nie było to tutaj. Ponownie skupiła uwagę na kobiecie, ta zaś wskazała jej kierunek i powiedziała o Śmierciożercy.
Czyli tędy przebiegał.
– Jak nie ma pani gdzie pójść, to proszę się udać do biblioteki Maeve, jest zabezpieczona przed ogniem. Atrium Ministerstwa nie polecam, jest tam mnóstwo ludzi – dodała, ale, oczywiście, również było opcją. Mung… Jeśli nie była ranna, to nie było sensu się tam udawać, bo i tak był zawalony potrzebującymi. Inne punkty w Londynie niekoniecznie były bezpieczne. Zaś poza nim? Pożary dotknęły też innych miast i miasteczek, niekoniecznie małych wsi… ale gdyby ta kobieta miała na przykład rodzinę w Dolinie Godryka, to Victoria bardzo by odradzała udawanie się właśnie tam. Tylko, czy w ogóle była w stanie się teleportować? Może nie potrafiła… – Czy potrzebuje pani pomocy? – zapytała jeszcze, ale patrzyła na nią już tylko kątem oka, wpatrując się teraz w ten kierunek, który wskazała ręka Astorii.