3 godzin(y) temu ✶
Z rzadka Helloise miewała problemy z dzieleniem się własną prywatnością, lecz wiedziała, kiedy trzeba jej zachowywać sekrety cudze. Chroniła więc tym razem nie swoją prywatność, a prywatność Louvaina, który jej pamiętnego wieczoru pod Knieją pokazał Zimno. Tak inne było jego zimno od zimna człowieka siedzącego z nią teraz przy stole. Na zimno Nicholasa — na chłód w jego obejściu, powściągliwość, beznamiętność — na wszystko to czarownica potrafiła pozostać obojętna. Louvain Lestrange był czymś innym. Tętnił życiem, pasją i gwałtownością, które powinny wrzeć w nim, parować przez rozgrzaną skórę — lecz gdy Helloise trzymała dłoń na jego piersi, mróz przejmował ją na wskroś. Poznała przez Louvaina upiorne zimno, na które nie potrafiło się odpowiedzieć obojętnością. Przez kilka chwil pod palcami Helloise biło prawdziwie lodowate serce; to trupi chłód pożerał ciepło pompowanego przez nie życia. Czarownica czuła, jak pod lodowatą skórą porusza się serce nieboszczyka, który zapomniał zesztywnieć, skórę wciąż miał miękką i żebra unosiły się oddechem. Lestrange wziął od niej rozgrzaną rękę, a odsuwała od jego ciała palce zziębnięte i drżące.
To było zimno, jakie powracało do niej w koszmarach spod Kniei.
Założyła nogę na nogę, usłyszawszy, że Nicholas zaczyna się skłaniać do wyrównania wymiany. Poła szlafroka zsunęła się z kolana Helloise, ukazując fragment jasnego uda spod podwiniętej koszuli nocnej.
— Nie wiemy, co dzieje się z duszami. Nie można wykluczyć, że zostają unicestwione. Czy może ktoś próbował wywoływać duchy zmarłych w Kniei, aby się o tym przekonać? — zapytała, nie oczekując odpowiedzi. Skąd by ją ten człowiek miał posiadać? Nie miała pojęcia, że jest Niewymownym. — Z pewnością pozbawiają szczęścia, niczym dementorzy. Tych kilku dni po spotkaniu z nimi nie zaliczyłabym do najpiękniejszych w moim życiu. — Lecz mówiła to z szerokim uśmiechem. — Co ważniejsze, pozbawiają energii życiowej, lecz nie w tradycyjny sposób, w jaki mówi się, że działają nekromanci. — Lawirowała wokół swoich sekretów. Nie było bowiem dobrze chwalić się podobnymi zainteresowaniami i praktykami. — Widma zabierają wraz z energią czas, postarzają czarodzieja, a jeśli pozwoli się im skończyć, pozostaje po nim pusta skorupa. — Tu urwała. — Czy wiesz, gdzie w lesie jest bezpiecznie? — zapytała pogodnie i Nicholas z łatwością mógł odgadnąć, że nie zadaje mu pytania, lecz oferuje kolejną informację. Nie za darmo.
Nie spieszyła się z odpowiedzią na jego prośbę o interpretację. Dała sobie czas na zastanowienie, dla zajęcia czymś oczu lustrując pozbawioną konkretnego wyrazu twarz Traversa.
Wreszcie wydała z siebie pomruk i przemówiła:
— Interpretuję tę scenkę jako wyborny temat na poruszające dzieło sztuki. — Ton był tak poważnym, że aż narzucającym żartobliwy charakter jej komentarza. — Skoro kobieta jest duchem — podjęła już bez śladu ironii — a nie ma przy niej ducha jej mężczyzny, to albo przeszedł on dalej, do krainy śmierci, nie oglądając się na nią, albo… nie ma już jego ducha. Znałeś ich? — zaciekawiła się, próbując ostrze scyzoryka na opuszce swojego kciuka.
To było zimno, jakie powracało do niej w koszmarach spod Kniei.
Założyła nogę na nogę, usłyszawszy, że Nicholas zaczyna się skłaniać do wyrównania wymiany. Poła szlafroka zsunęła się z kolana Helloise, ukazując fragment jasnego uda spod podwiniętej koszuli nocnej.
— Nie wiemy, co dzieje się z duszami. Nie można wykluczyć, że zostają unicestwione. Czy może ktoś próbował wywoływać duchy zmarłych w Kniei, aby się o tym przekonać? — zapytała, nie oczekując odpowiedzi. Skąd by ją ten człowiek miał posiadać? Nie miała pojęcia, że jest Niewymownym. — Z pewnością pozbawiają szczęścia, niczym dementorzy. Tych kilku dni po spotkaniu z nimi nie zaliczyłabym do najpiękniejszych w moim życiu. — Lecz mówiła to z szerokim uśmiechem. — Co ważniejsze, pozbawiają energii życiowej, lecz nie w tradycyjny sposób, w jaki mówi się, że działają nekromanci. — Lawirowała wokół swoich sekretów. Nie było bowiem dobrze chwalić się podobnymi zainteresowaniami i praktykami. — Widma zabierają wraz z energią czas, postarzają czarodzieja, a jeśli pozwoli się im skończyć, pozostaje po nim pusta skorupa. — Tu urwała. — Czy wiesz, gdzie w lesie jest bezpiecznie? — zapytała pogodnie i Nicholas z łatwością mógł odgadnąć, że nie zadaje mu pytania, lecz oferuje kolejną informację. Nie za darmo.
Nie spieszyła się z odpowiedzią na jego prośbę o interpretację. Dała sobie czas na zastanowienie, dla zajęcia czymś oczu lustrując pozbawioną konkretnego wyrazu twarz Traversa.
Wreszcie wydała z siebie pomruk i przemówiła:
— Interpretuję tę scenkę jako wyborny temat na poruszające dzieło sztuki. — Ton był tak poważnym, że aż narzucającym żartobliwy charakter jej komentarza. — Skoro kobieta jest duchem — podjęła już bez śladu ironii — a nie ma przy niej ducha jej mężczyzny, to albo przeszedł on dalej, do krainy śmierci, nie oglądając się na nią, albo… nie ma już jego ducha. Znałeś ich? — zaciekawiła się, próbując ostrze scyzoryka na opuszce swojego kciuka.
dotknij trawy