Samuel uwielbiał brać udział w przedwsięwzięciach, które na początku wydawać by się mogły skazane na porażkę. Ogarniała go ogromna satysfakcja, kiedy okazywało się, że jest zupełnie przeciwnie. Taki wyzwania najbardziej go motywowały do działania. Także Castiel trafił idealnie.
Hale, domostwa, one wszystkie znajdowały się niedaleko skupisk ludzi, co powodowało, że przypadkiem jakiś człowiek mógłby się przypałętać - nie mieli na to wpływu. Na małą, bezludną wyspę nikt nie przyjdzie ot tak sobie, dlatego właśnie Samuel o tym pomyślał jako pierwszym. Z dala od ludzi, zupełny brak prawdopodobieństwa, że ktoś ich zaskoczy.
- Do maja jest jeszcze trochę czasu, myślę, że na spokojnie można się w pełni przygotować.- Zdecydowanie też łatwiej pracowało mu się pod presją czasu, gdy miał go więcej - zaczynał się robić leniwy i odkładał wszystko na ostatnią chwilę. Tak to nie było wyboru - od razu trzeba było się spiąć, aby wykorzystać ten pozostały czas jak najlepiej.
- Nie podoba Ci się mój pomysł związany z wyspą? - Wsadził sobie frytkę do ust i spojrzał na Flinta sceptycznie. - Wilkołak nie wbiegnie Ci do wody, zresztą można przygotować jakąś barierę. - Nadal próbował argumentować, że jest to słuszny pomysł. - Po drugie, nikt Ci tam nie wlezie. No z dupy nagle nie pojawi się na bezludnej wyspie, jeśli ktoś będzie się zbliżał - co jest niemożliwe, ale jeśli by się tak stało, to będziemy go widzieć dużo wcześniej i będziemy mogli się go pozbyć. - Naprawdę starał się mu zobrazować swoją wizję. - Na takiej wyspie nie ma co popsuć ten osobnik, nic nie rozwali. - Kolejny argument za tym, że jego pomysł był wspaniały.
- Możemy go obserwować z mioteł, nie musimy tam być z nim, co chcesz w ogóle zrobić z tą osobą? - To było chyba tez dosyć istotne pytanie.