26.10.2026, 02:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2026, 02:09 przez Benjy Fenwick.)
Nawet nie próbowałem nadążać za lekcją, nie miałem na to ochoty, właściwie nie potrafiłem powiedzieć, na co tak naprawdę ją miałem, siedziałem z piórem w dłoni, łokciem opartym o blat i wzrokiem wbitym gdzieś w przestrzeń między oknem a tablicą, na której co chwilę pojawiały się i znikały kolejne hasła, podczas gdy profesor prowadził wykład, którego temat zdążył zupełnie stracić dla mnie znaczenie - słyszałem jego głos, oczywiście, czasami nawet wyłapywałem pojedyncze słowa, lecz nie składały się one w nic sensownego - mógł równie dobrze opowiadać o zeszłorocznej pogodzie, historii goblińskich powstań albo o znanych mu sposobach przyrządzania wywarów na uporczywy kaszel, nie robiłoby mi to najmniejszej różnicy. Deszcz padał od samego rana, równym strumieniem spływając po szybach sali, rozmazując widok na błonia i zmieniając odległe kontury drzew w ciemne plamy, co jakiś czas krople uderzały mocniej o parapet, gdy wiatr zawiewał nimi w kierunku wieży, lecz nawet ten dźwięk nie potrafił przebić się do mnie na tyle skutecznie, żebym rzeczywiście zwrócił na niego uwagę. Przesunąłem piórem po pergaminie, zostawiając na nim kilka przypadkowych kresek, potem parę drugich, przecinających pierwsze pod dziwnym kątem - z początku bagrałem bezmyślnie, wypełniając wolne miejsce zawijasami i znakami, które nie przypominały niczego konkretnego, aż w końcu zamrugałem i zgniotłem papier - „dość, starczy”, przesunąłem przed siebie kolejną kartkę, powziąwszy postanowienie, iż tym razem naprawdę spróbuję skupić się na robieniu notatek.
Rok szkolny dopiero się rozpoczął, korytarze znów wypełniły się znajomym hałasem, ludzie rozmawiali o wakacjach, projektach zapowiedzianych na nadchodzące półrocze, wszystkim tym, co zwykle zajmowało ich uwagę po powrocie do zamku, jednak pod tą zwyczajną atmosferą czułem coś, co sprawiało, że mimowolnie napinałem ramiona, ilekroć ktoś przechodził za moimi plecami. Zacisnąłem palce na piórze, dopiero po chwili orientując się, że znowu rysowałem nim po pergaminie, tym razem jednak był to przez cały czas ten sam znak, poprawiałem jego krawędzie, zamalowując fragmenty i zaczynając od nowa, chociaż nie pamiętałem nawet, kiedy właściwie postanowiłem go narysować. Przesunąłem wzrok na własne bazgroły, skrzywiłem się lekko i zabrałem się do kolejnego, tym razem staranniejszego podejścia, które po kilku sekundach zaczęło przypominać litery - nie te, które powinienem przepisywać z tablicy, ani nawet te, które mogłyby się przydać na teście - końcówka poruszała się po pergaminie powoli, kreśląc znaki, które znałem na tyle dobrze, by nie musieć zastanawiać się nad każdym z osobna, chociaż ich zapisanie wymagało ode mnie większej uwagi.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Wyglądało to dość osobliwie, zwłaszcza że nie byłem pewien, czy samo przeproszenie miało wystarczyć, by cokolwiek naprawić, ale przynajmniej wreszcie zrobiłem coś, co nie polegało na bezmyślnym siedzeniu i rozpamiętywaniu własnego zachowania. Nie byłem pewien, dlaczego akurat to przyszło mi do głowy, może dlatego, że łatwiej było zapisać coś w runach, niż ubrać te same słowa w zwyczajny język i przyznać przed samym sobą, że rzeczywiście miałem powód, by je wypowiedzieć. Na pergaminie wyglądało to zaskakująco prosto, znacznie prościej niż w mojej głowie, gdzie od chwili przyjazdu zdążyłem już rozważyć tyle możliwych scenariuszy, że każdy następny wydawał się równie prawdopodobny i niestety fatalistyczny, co poprzedni. Była moją najlepszą przyjaciółką, znałem ją od dwóch lat, powinienem umieć z nią rozmawiać bez zastanawiania się nad każdym słowem, tymczasem podczas podróży pociągiem zachowywałem się tak, jakbym nagle zapomniał, co właściwie nas łączyło, a później - cóż - później wcale nie zrobiło się łatwiej. Od tamtej pory minęło już kilka dni i najgorsze było to, że przez ten cały czas doskonale zdawałem sobie sprawę z własnego zachowania, nie mogłem wmówić sobie, że po prostu nie było okazji, że rozmowa jakoś się nie kleiła albo że oboje byliśmy zmęczeni, teraz przyglądałem się zapisanym runom, obracając pióro między palcami i zastanawiałem się, czy nie powinienem dopisać czegoś jeszcze. Wyjaśnienia? Powodu? Czegokolwiek, co sprawiłoby, że te kilka słów nie zabrzmiałoby jak nieudolna próba załatwienia całej sprawy bez konieczności powiedzenia czegokolwiek na głos - nie potrafiłem jednak nawet porządnie wyjaśnić samemu sobie, dlaczego tak postąpiłem, co tylko pogarszało sprawę, bo trudno było naprawić coś, czego przyczyn nie umiało się nazwać. Ostatecznie nie dopisałem niczego, jeszcze przez moment trzymałem pióro nad pergaminem, po czym odłożyłem je na bok i ostrożnie oderwałem zapisany fragment, starając się nie podrzeć papieru. Przeczytałem zapis ponownie, tym razem wolniej, złożyłem go jednokrotnie, potem znowu, przygniatając zagięcia paznokciem, aż wiadomość przybrała postać niewielkiego skrawka, który bez trudu mogłem ukryć w dłoni, po czym odchyliłem się nieznacznie na krześle i rzuciłem krótkie spojrzenie w bok, ku sąsiedniemu rzędowi.
Zerknąłem na nauczyciela - wciąż mówił, pokazując coś na zaczarowanej tablicy - nie wyglądało na to, by zamierzał przerwać wykład, więc skorzystałem z okazji, przesuwając dłoń pod blatem i wykonując różdżką ledwie dostrzegalny ruch, a kiedy karteczka dotarła na miejsce, opuściłem pióro na pergamin i zacząłem udawać, że coś zapisuję, zbyt świadomy tego, że od tej chwili nie miałem już wpływu na to, co stanie się z moją wiadomością.
Rok szkolny dopiero się rozpoczął, korytarze znów wypełniły się znajomym hałasem, ludzie rozmawiali o wakacjach, projektach zapowiedzianych na nadchodzące półrocze, wszystkim tym, co zwykle zajmowało ich uwagę po powrocie do zamku, jednak pod tą zwyczajną atmosferą czułem coś, co sprawiało, że mimowolnie napinałem ramiona, ilekroć ktoś przechodził za moimi plecami. Zacisnąłem palce na piórze, dopiero po chwili orientując się, że znowu rysowałem nim po pergaminie, tym razem jednak był to przez cały czas ten sam znak, poprawiałem jego krawędzie, zamalowując fragmenty i zaczynając od nowa, chociaż nie pamiętałem nawet, kiedy właściwie postanowiłem go narysować. Przesunąłem wzrok na własne bazgroły, skrzywiłem się lekko i zabrałem się do kolejnego, tym razem staranniejszego podejścia, które po kilku sekundach zaczęło przypominać litery - nie te, które powinienem przepisywać z tablicy, ani nawet te, które mogłyby się przydać na teście - końcówka poruszała się po pergaminie powoli, kreśląc znaki, które znałem na tyle dobrze, by nie musieć zastanawiać się nad każdym z osobna, chociaż ich zapisanie wymagało ode mnie większej uwagi.
ᛈᚱᛉᛈᚱᚨᛊᚨᛗ ᛉᚨ ᛈᛟᚲᛁᚨᚷ
ᚷᚾᛁᛖᚹᚨᛊ ᛊᛁᛖ ᚾᚨ ᛗᚾᛁᛖ
ᚾᛁᛖ ᚲᚺᚲᛁᚨᛚᛖᛗ ᛉᛖᛒᚤ ᛏᚨᚲ ᚹᚤᛊᛉᛚᛟ
ᛟᛞᛈᛁᛊᛉ ᛗᛁ ᛈᚱᛟᛊᛉᛖ
ᚷᚾᛁᛖᚹᚨᛊ ᛊᛁᛖ ᚾᚨ ᛗᚾᛁᛖ
ᚾᛁᛖ ᚲᚺᚲᛁᚨᛚᛖᛗ ᛉᛖᛒᚤ ᛏᚨᚲ ᚹᚤᛊᛉᛚᛟ
ᛟᛞᛈᛁᛊᛉ ᛗᛁ ᛈᚱᛟᛊᛉᛖ
Przepraszam za pociąg. Gniewasz się na mnie? Nie chciałem, żeby tak wyszło. Odpisz mi, proszę.
Wyglądało to dość osobliwie, zwłaszcza że nie byłem pewien, czy samo przeproszenie miało wystarczyć, by cokolwiek naprawić, ale przynajmniej wreszcie zrobiłem coś, co nie polegało na bezmyślnym siedzeniu i rozpamiętywaniu własnego zachowania. Nie byłem pewien, dlaczego akurat to przyszło mi do głowy, może dlatego, że łatwiej było zapisać coś w runach, niż ubrać te same słowa w zwyczajny język i przyznać przed samym sobą, że rzeczywiście miałem powód, by je wypowiedzieć. Na pergaminie wyglądało to zaskakująco prosto, znacznie prościej niż w mojej głowie, gdzie od chwili przyjazdu zdążyłem już rozważyć tyle możliwych scenariuszy, że każdy następny wydawał się równie prawdopodobny i niestety fatalistyczny, co poprzedni. Była moją najlepszą przyjaciółką, znałem ją od dwóch lat, powinienem umieć z nią rozmawiać bez zastanawiania się nad każdym słowem, tymczasem podczas podróży pociągiem zachowywałem się tak, jakbym nagle zapomniał, co właściwie nas łączyło, a później - cóż - później wcale nie zrobiło się łatwiej. Od tamtej pory minęło już kilka dni i najgorsze było to, że przez ten cały czas doskonale zdawałem sobie sprawę z własnego zachowania, nie mogłem wmówić sobie, że po prostu nie było okazji, że rozmowa jakoś się nie kleiła albo że oboje byliśmy zmęczeni, teraz przyglądałem się zapisanym runom, obracając pióro między palcami i zastanawiałem się, czy nie powinienem dopisać czegoś jeszcze. Wyjaśnienia? Powodu? Czegokolwiek, co sprawiłoby, że te kilka słów nie zabrzmiałoby jak nieudolna próba załatwienia całej sprawy bez konieczności powiedzenia czegokolwiek na głos - nie potrafiłem jednak nawet porządnie wyjaśnić samemu sobie, dlaczego tak postąpiłem, co tylko pogarszało sprawę, bo trudno było naprawić coś, czego przyczyn nie umiało się nazwać. Ostatecznie nie dopisałem niczego, jeszcze przez moment trzymałem pióro nad pergaminem, po czym odłożyłem je na bok i ostrożnie oderwałem zapisany fragment, starając się nie podrzeć papieru. Przeczytałem zapis ponownie, tym razem wolniej, złożyłem go jednokrotnie, potem znowu, przygniatając zagięcia paznokciem, aż wiadomość przybrała postać niewielkiego skrawka, który bez trudu mogłem ukryć w dłoni, po czym odchyliłem się nieznacznie na krześle i rzuciłem krótkie spojrzenie w bok, ku sąsiedniemu rzędowi.
Zerknąłem na nauczyciela - wciąż mówił, pokazując coś na zaczarowanej tablicy - nie wyglądało na to, by zamierzał przerwać wykład, więc skorzystałem z okazji, przesuwając dłoń pod blatem i wykonując różdżką ledwie dostrzegalny ruch, a kiedy karteczka dotarła na miejsce, opuściłem pióro na pergamin i zacząłem udawać, że coś zapisuję, zbyt świadomy tego, że od tej chwili nie miałem już wpływu na to, co stanie się z moją wiadomością.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)