21.03.2023, 12:06 ✶
Dlaczego Darcy Lockhart włóczył się w okolicach stołów, przy których pleciono wianki?
Przypadkiem. Oczywiście, że znalazł się tam przypadkiem. To wcale nie tak, że miał nadzieję, że jakaś młoda, ładna blondynka, przypadkiem nie będzie miała komu dać wianka, zobaczy go i zrozumie, że Darcy jest najwspanialszym mężczyzną na świecie, z którym chce spędzić… nie, właściwie to nie resztę życia (był jeszcze na to trochę za młody, właściwie pewnie na samo słowo „małżeństwo” pozieleniałby na twarzy albo i zemdlał), ale Beltaine już jak najbardziej. Czysty przypadek! W końcu był tu służbowo. Z aparatem zawieszonym na szyi, robił wcześniej zdjęcia, a czasem wyciągał notatnik i zapisywał różne ciekawostki. Miał kilka dobrych ujęć – na przykład dziewczyn, wokół których latały motyle. Zrobił też z przyczajki fotografię swojej własnej siostry przy wiankach, bo przecież była bardzo piękna i wspaniała, więc będzie idealnie ilustrować dzisiejsze Beltaine. Także przechodził tędy służbowo.
To znaczy nie, przypadkiem…
- Cześć, Eunice! – przywitał się, kiedy ta go zawołała. I spłoszył straszliwie, gdy zorientował się, że chce wręczyć mu wianek. Wprawdzie była młoda, ładna i była blondynką. Ale była koleżanką, miała za sobą takie straszne rzeczy jak „małżeństwo” i „rozwód”, w dodatku istniała szansa, że zechcą go zabić Blackowie albo Malfoyowie…
Tyle że Darcy nie dał po sobie poznać tego spłoszenia. Bo mimo całego paskudztwa, jakie w sobie nosił, i mimo tego, że najbardziej na świecie kochał siebie (i zaraz potem Daisy), umiał być dobrym przyjacielem. Nigdy nie upokorzyłby koleżanki odmową, poza tym, trzeba przyznać: fakt, że Eunice, która była piękna, wykształcona, mądra (i bogata!) wybrała właśnie jego, mile łechtał jego ego. Mogła w końcu na pewno podejść do dowolnej osoby w tym tłumie!
- Oczywiście! To dla mnie zaszczyt – zapewnił.
Wziął wianek, oddał jej aparat i ruszył do pala…
…po czym mina mu zrzedła.
Jak, do licha, miał na to wejść?! Czy to w ogóle możliwe?!
!wspinamsieO
Przypadkiem. Oczywiście, że znalazł się tam przypadkiem. To wcale nie tak, że miał nadzieję, że jakaś młoda, ładna blondynka, przypadkiem nie będzie miała komu dać wianka, zobaczy go i zrozumie, że Darcy jest najwspanialszym mężczyzną na świecie, z którym chce spędzić… nie, właściwie to nie resztę życia (był jeszcze na to trochę za młody, właściwie pewnie na samo słowo „małżeństwo” pozieleniałby na twarzy albo i zemdlał), ale Beltaine już jak najbardziej. Czysty przypadek! W końcu był tu służbowo. Z aparatem zawieszonym na szyi, robił wcześniej zdjęcia, a czasem wyciągał notatnik i zapisywał różne ciekawostki. Miał kilka dobrych ujęć – na przykład dziewczyn, wokół których latały motyle. Zrobił też z przyczajki fotografię swojej własnej siostry przy wiankach, bo przecież była bardzo piękna i wspaniała, więc będzie idealnie ilustrować dzisiejsze Beltaine. Także przechodził tędy służbowo.
To znaczy nie, przypadkiem…
- Cześć, Eunice! – przywitał się, kiedy ta go zawołała. I spłoszył straszliwie, gdy zorientował się, że chce wręczyć mu wianek. Wprawdzie była młoda, ładna i była blondynką. Ale była koleżanką, miała za sobą takie straszne rzeczy jak „małżeństwo” i „rozwód”, w dodatku istniała szansa, że zechcą go zabić Blackowie albo Malfoyowie…
Tyle że Darcy nie dał po sobie poznać tego spłoszenia. Bo mimo całego paskudztwa, jakie w sobie nosił, i mimo tego, że najbardziej na świecie kochał siebie (i zaraz potem Daisy), umiał być dobrym przyjacielem. Nigdy nie upokorzyłby koleżanki odmową, poza tym, trzeba przyznać: fakt, że Eunice, która była piękna, wykształcona, mądra (i bogata!) wybrała właśnie jego, mile łechtał jego ego. Mogła w końcu na pewno podejść do dowolnej osoby w tym tłumie!
- Oczywiście! To dla mnie zaszczyt – zapewnił.
Wziął wianek, oddał jej aparat i ruszył do pala…
…po czym mina mu zrzedła.
Jak, do licha, miał na to wejść?! Czy to w ogóle możliwe?!
!wspinamsieO