26.10.2026, 13:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2026, 13:09 przez Harrier Abbott.)
Uśmiechnął się, choć nie wstyd byłoby przyznać, że twarz zareagowała szybciej niż umysł; że grymas był odruchem Pawłowa na towarzystwo Longbottoma.
Czym były dobra materialne? Czym jak nie pułapką, w której zamykał nas wieczny system wyzysku - przepraszam, dziękuję, gratuluje, powodzenia. Ludzie emocje i chęci przekazywane walutą systemu zysków i strat, kalkulacja dopuszczalnego minimum, ale nigdy maksimum. Czym jak nie dopaminą, czystym szczęściem, rozczarowaniem obtoczonym w sproszkowany cukier. Słodycze są smaczne, temu nie mógł zaprzeczyć. I w taki sposób koło się zamykało, wąż pożerał własny ogon.
Tak naprawdę, to wcale nie chciał odpowiadać. Nie dlatego, że mu na Woody’m nie zależało, wręcz odwrotnie. Zmuszanie ludzi do spojrzenia na coś z innej perspektywy, której oni nie postrzegają jako sensownej, było problematyczne. Ale czy milcząc, przytakując lub mówiąc półprawdy pozostanie dobrym przyjacielem? No niezbyt.
Kropla wody spadła do umorusanej kremem miski; ciche pluśnięcie nie przelało zawartości, acz zapewne dodało do ilości znajdującej się, mętnej od różnych substancji cieczy; nie czuł goryczy, właściwie to nie był pewien co czuł, pewnie dlatego zamiast odpowiadać natychmiast zapchał się ciastem.
- To dobrze, że słuchasz - zaczął, zanim jeszcze przełknął i dopiero, gdy przetarł usta wraz z szorstkością gęstego wąsa, kontynuował - Najgorzej by było jakby dobre intencje poszły na nic, bo komunikacja wam gdzieś uciekła. Wydaje mi się to też normalne w związku, jakiejkolwiek relacji, że ludzie mają gorsze i lepsze momenty. W zależności od wielu czynników. I tak dalej. Więc może będzie lepiej. A może będzie gorzej. Jak to mawiają w kowenie, jeden kapłan powie tak, drugi inaczej - zaśmiał się, chcąc dodać do wypowiedzi trochę żartobliwości - Nie, ale na serio. To nie tak, że nie biorę tego, co mi mówisz na poważnie, ale też mogę jedynie doradzić ze swoich doświadczeń - podrapał się w nos i starł z niego kawałek ciasta, który znalazł się tam teraz, bądź wylądował nań jeszcze pry pieczeniu. Merlin jeden wie.
- Może być też tak, że ona sama nie wie dokładnie co zrobić. Że siedzi teraz z kimś i rozprawia o tobie, bo też jej zależy i tak dalej - kontynuował, mimo że czuł, iż nie daje prawdziwego wsparcia. A może właśnie dawał? Był tu, karmił, rozmawiał.
- Co roku się zastanawiam czy powinienem w ogóle pracować, gdzie pracuję. W sensie, nie zrozum mnie źle, lubię wszystkich. Prawie. No lubię niektórych, a z niektórymi stoję w milczeniu w kolejce po tę błotnisto-kwaśnawe stworzenie nazywane przez pracowników Ministerstwa kawą, ale … nie wiem. Czy to, co robimy ma w ogóle jakiś realny wpływ na cokolwiek? Zwłaszcza ostatnio. A posiadanie knajpy przynajmniej dawałoby mi satysfakcję, że karmię ludzi dobrym jedzeniem, w dobrych cenach. Czy cokolwiek - zmęczenie do niego powoli docierało, bo myśli momentami się gubiły, ale znali się z Woodym na tyle, aby nie musieć specjalnie opisywać niedopowiedzeń. Tak się Abbottowi przynajmniej wydawało.
- Może jakbym miał kogoś z głową do marketingu, to bym i otworzył - skinął głową, spoglądając we wzroki na dywanie, tańczące w rytm pykajacego kominka i grajacego na ramach okien, zimowego powietrza.
- Ja generalnie nie uważam ludzi za gorszych, możemy być tylko zagubieni. Albo nie wiem, pochłonięci nienawiścią czy tam innymi emocjami. Czy czarną magią, która wyżre ci umysł i już niewiele z ciebie zostaje, to, uważam, że wtedy nie do końca już ta sama osoba. Jednakże … wciąż osoba. To trudny temat. Aaron to dobry Auror, ma dobre zamiary. Ale nie uważam, że zmiany mogą wyjść z góry, zmiany, zazwyczaj, wychodzą od dołu, od zirytowanego społeczeństwa. A … kara śmierci na pewno w tym wszystkim nie pomoże. A co ty tak nagle? - dopytał, choć nie naciskał, bo czuł, że pytanie bulgotało pod kopułą Longbottoma już jakiś czas.
Czym były dobra materialne? Czym jak nie pułapką, w której zamykał nas wieczny system wyzysku - przepraszam, dziękuję, gratuluje, powodzenia. Ludzie emocje i chęci przekazywane walutą systemu zysków i strat, kalkulacja dopuszczalnego minimum, ale nigdy maksimum. Czym jak nie dopaminą, czystym szczęściem, rozczarowaniem obtoczonym w sproszkowany cukier. Słodycze są smaczne, temu nie mógł zaprzeczyć. I w taki sposób koło się zamykało, wąż pożerał własny ogon.
Tak naprawdę, to wcale nie chciał odpowiadać. Nie dlatego, że mu na Woody’m nie zależało, wręcz odwrotnie. Zmuszanie ludzi do spojrzenia na coś z innej perspektywy, której oni nie postrzegają jako sensownej, było problematyczne. Ale czy milcząc, przytakując lub mówiąc półprawdy pozostanie dobrym przyjacielem? No niezbyt.
Kropla wody spadła do umorusanej kremem miski; ciche pluśnięcie nie przelało zawartości, acz zapewne dodało do ilości znajdującej się, mętnej od różnych substancji cieczy; nie czuł goryczy, właściwie to nie był pewien co czuł, pewnie dlatego zamiast odpowiadać natychmiast zapchał się ciastem.
- To dobrze, że słuchasz - zaczął, zanim jeszcze przełknął i dopiero, gdy przetarł usta wraz z szorstkością gęstego wąsa, kontynuował - Najgorzej by było jakby dobre intencje poszły na nic, bo komunikacja wam gdzieś uciekła. Wydaje mi się to też normalne w związku, jakiejkolwiek relacji, że ludzie mają gorsze i lepsze momenty. W zależności od wielu czynników. I tak dalej. Więc może będzie lepiej. A może będzie gorzej. Jak to mawiają w kowenie, jeden kapłan powie tak, drugi inaczej - zaśmiał się, chcąc dodać do wypowiedzi trochę żartobliwości - Nie, ale na serio. To nie tak, że nie biorę tego, co mi mówisz na poważnie, ale też mogę jedynie doradzić ze swoich doświadczeń - podrapał się w nos i starł z niego kawałek ciasta, który znalazł się tam teraz, bądź wylądował nań jeszcze pry pieczeniu. Merlin jeden wie.
- Może być też tak, że ona sama nie wie dokładnie co zrobić. Że siedzi teraz z kimś i rozprawia o tobie, bo też jej zależy i tak dalej - kontynuował, mimo że czuł, iż nie daje prawdziwego wsparcia. A może właśnie dawał? Był tu, karmił, rozmawiał.
- Co roku się zastanawiam czy powinienem w ogóle pracować, gdzie pracuję. W sensie, nie zrozum mnie źle, lubię wszystkich. Prawie. No lubię niektórych, a z niektórymi stoję w milczeniu w kolejce po tę błotnisto-kwaśnawe stworzenie nazywane przez pracowników Ministerstwa kawą, ale … nie wiem. Czy to, co robimy ma w ogóle jakiś realny wpływ na cokolwiek? Zwłaszcza ostatnio. A posiadanie knajpy przynajmniej dawałoby mi satysfakcję, że karmię ludzi dobrym jedzeniem, w dobrych cenach. Czy cokolwiek - zmęczenie do niego powoli docierało, bo myśli momentami się gubiły, ale znali się z Woodym na tyle, aby nie musieć specjalnie opisywać niedopowiedzeń. Tak się Abbottowi przynajmniej wydawało.
- Może jakbym miał kogoś z głową do marketingu, to bym i otworzył - skinął głową, spoglądając we wzroki na dywanie, tańczące w rytm pykajacego kominka i grajacego na ramach okien, zimowego powietrza.
- Ja generalnie nie uważam ludzi za gorszych, możemy być tylko zagubieni. Albo nie wiem, pochłonięci nienawiścią czy tam innymi emocjami. Czy czarną magią, która wyżre ci umysł i już niewiele z ciebie zostaje, to, uważam, że wtedy nie do końca już ta sama osoba. Jednakże … wciąż osoba. To trudny temat. Aaron to dobry Auror, ma dobre zamiary. Ale nie uważam, że zmiany mogą wyjść z góry, zmiany, zazwyczaj, wychodzą od dołu, od zirytowanego społeczeństwa. A … kara śmierci na pewno w tym wszystkim nie pomoże. A co ty tak nagle? - dopytał, choć nie naciskał, bo czuł, że pytanie bulgotało pod kopułą Longbottoma już jakiś czas.
“There is nothing noble in being superior to your fellow man; true nobility is being superior to your former self.”