26.10.2026, 14:49 ✶
Niezamężność nie przeszkadzała w chadzaniu własnymi drogami. Helloise myślała wyłącznie o tym, że to biednym rodzicom Hestia wciąż przynosiła wstyd swoimi mugolskimi ciągotami. Skoro jednak nie przeszkadzało im to… zaczynała rozumieć, dlaczego nazwiska obojga Bletchleyów umieszczono na listach Kromlechu. Tylko dzieci szkoda.
Będąc już w szklarni, czarownica śledziła, dokąd błądzi wzrok jej młodej uczennicy. Wybór zębatych roślin dostępnych w zbiorach Helloise szeroki nie był, lecz w rzeczy samej więcej ich było niż jedna. Sine od wina usta zielarki rozszerzyły się w uśmiechu, gdy Hestia wskazała swój typ.
— To? — Podeszła do wskazanej rośliny.
Miała ona długie, kolczaste pędy oraz zielonymi listkami obsypane łodygi, na których krańcach rozdziawiały się płaskie, zębate paszcze. Ledwie wiedźma zbliżyła się, pędy podpełzły do niej, zaczęły otaczać ramiona czarownicy, sunąć wyżej, ku szyi. Roślinne japy rozdziawiły się łakomo. Rozczuliło to kobietę, która wtuliła w jeden z kolczastych pędów nos, aby powąchać trujące soki.
— To jadowita tentakula — przedstawiła czule swoją drapieżną podopieczną.
Helloise swoje dzieci doskonale znała. Gdy tylko wyczuła, że pędy tężeją, szykując się do zaciśnięcia na niej i pokaleczenia trującymi kolcami, strąciła je z siebie. Zanurkowała pod stół z donicami tentakuli i wyciągnęła terrarium. Brzęczało w szklanym więzieniu kilka bahanek. Wiedźma otwarła wieko i wyłowiła za skrzydełko pierwszą lepszą wróżkę. Tentakula ożywiła się wyraźnie, rozdziawiła zębatą paszczę, gdy tylko na horyzoncie pojawił się pokarm. Zębata główka pomknęła na bahankę; czarownica puściła wróżkę w ostatniej chwili, aby wraz nią nie została strawiona jej ręka.
Bahanka przepadła w roślinnej paszczy.
— Nie myśl, że ją głodzę. Ta zadziora jest wprost nienasycona — wytłumaczyła się przed Hestią wiedźma, stukając zaczepnie palcem w mordkę rośliny. — Podejdź, geranium jest tutaj.
Helloise przeszła do innego okazu, zapraszając za sobą Hestię. Roślina, którą jej pokazała, była spokojniejsza od tentakuli wytypowanej przez młodą adeptkę. Geranium nie próbowała ich atakować. Nie miała agresywnych pędów. Ofiarę wabiły główki przepięknych niebieskich i czerwonych uzębionych kwiatów. Oto stworzona z woli Matki Natury roślinna vagina dentata — kara za próbę sięgnięcia po kwiat.
— Spójrz, jaka piękna. Widzisz, ma zupełnie inny kształt liści. — Kobieta demonstracyjnie podłożyła dłoń pod jeden z większych listków. — I ten kwiat. Tentakula nie jest tak śliczna, ona to drapieżnica od początku do końca. Geranium woli pierw uwodzić, później kąsać. — Helloise pieszczotliwie pogłaskała palcem wskazującym mięsisty płatek dojrzałego czerwonego okazu. Ząbki ukryte między płateczkami rozwarły się w oczekiwaniu. Zielarka odsunęła palec i schwyciła kwiat od spodu przy nasadzie, drugą ręką odpięła od przybornika przy pasie nóż i ścięła śliczną główkę. Gotowe kąsać płatki zwiotczały. — Teraz możemy wyłamać jej zęby. — Helloise złożyła martwą główkę kwiatu w dłoni Hestii.
Będąc już w szklarni, czarownica śledziła, dokąd błądzi wzrok jej młodej uczennicy. Wybór zębatych roślin dostępnych w zbiorach Helloise szeroki nie był, lecz w rzeczy samej więcej ich było niż jedna. Sine od wina usta zielarki rozszerzyły się w uśmiechu, gdy Hestia wskazała swój typ.
— To? — Podeszła do wskazanej rośliny.
Miała ona długie, kolczaste pędy oraz zielonymi listkami obsypane łodygi, na których krańcach rozdziawiały się płaskie, zębate paszcze. Ledwie wiedźma zbliżyła się, pędy podpełzły do niej, zaczęły otaczać ramiona czarownicy, sunąć wyżej, ku szyi. Roślinne japy rozdziawiły się łakomo. Rozczuliło to kobietę, która wtuliła w jeden z kolczastych pędów nos, aby powąchać trujące soki.
— To jadowita tentakula — przedstawiła czule swoją drapieżną podopieczną.
Helloise swoje dzieci doskonale znała. Gdy tylko wyczuła, że pędy tężeją, szykując się do zaciśnięcia na niej i pokaleczenia trującymi kolcami, strąciła je z siebie. Zanurkowała pod stół z donicami tentakuli i wyciągnęła terrarium. Brzęczało w szklanym więzieniu kilka bahanek. Wiedźma otwarła wieko i wyłowiła za skrzydełko pierwszą lepszą wróżkę. Tentakula ożywiła się wyraźnie, rozdziawiła zębatą paszczę, gdy tylko na horyzoncie pojawił się pokarm. Zębata główka pomknęła na bahankę; czarownica puściła wróżkę w ostatniej chwili, aby wraz nią nie została strawiona jej ręka.
Bahanka przepadła w roślinnej paszczy.
— Nie myśl, że ją głodzę. Ta zadziora jest wprost nienasycona — wytłumaczyła się przed Hestią wiedźma, stukając zaczepnie palcem w mordkę rośliny. — Podejdź, geranium jest tutaj.
Helloise przeszła do innego okazu, zapraszając za sobą Hestię. Roślina, którą jej pokazała, była spokojniejsza od tentakuli wytypowanej przez młodą adeptkę. Geranium nie próbowała ich atakować. Nie miała agresywnych pędów. Ofiarę wabiły główki przepięknych niebieskich i czerwonych uzębionych kwiatów. Oto stworzona z woli Matki Natury roślinna vagina dentata — kara za próbę sięgnięcia po kwiat.
— Spójrz, jaka piękna. Widzisz, ma zupełnie inny kształt liści. — Kobieta demonstracyjnie podłożyła dłoń pod jeden z większych listków. — I ten kwiat. Tentakula nie jest tak śliczna, ona to drapieżnica od początku do końca. Geranium woli pierw uwodzić, później kąsać. — Helloise pieszczotliwie pogłaskała palcem wskazującym mięsisty płatek dojrzałego czerwonego okazu. Ząbki ukryte między płateczkami rozwarły się w oczekiwaniu. Zielarka odsunęła palec i schwyciła kwiat od spodu przy nasadzie, drugą ręką odpięła od przybornika przy pasie nóż i ścięła śliczną główkę. Gotowe kąsać płatki zwiotczały. — Teraz możemy wyłamać jej zęby. — Helloise złożyła martwą główkę kwiatu w dłoni Hestii.
dotknij trawy