Był to bardzo intensywny czas. Norka przygotowywała się do Beltane, jej stoisko musiało być idealne. Od rana do nocy piekła, dzisiaj zresztą była na polanie, gdzie przygotowywała swoje stoisko, było to dosyć pracochłonne. W między czasie przygotowywała eliksiry dla przyjaciół, którzy tego potrzebowali, brała udział w wyprawach po jakieś magiczne zioła, które miały ratować niewinnych. Dlaczego doba miała tylko 24 godziny? Zaczynało jej brakować czasu, a musiała przecież jeszcze gdzieś w tym wszystkim wychować Mabel na dobrego człowieka. Nie było to takie proste. Przez Salema także Erik ją nawiedził, zaczął wypytywać o sprawy z przeszłości, a że to wszystko ostatnio zaczęło do niej wracać, to podzieliła się z nim swoją historią. Czy było jej lżej? Może trochę. Wiedziała jednak, że jest to dopiero początek i będzie musiała zacząć mówić o tajemnicy większej ilości osób, zresztą ojcu Mabel chyba przede wszystkim wypadałoby powiedzieć, że te osiem lat temu zostawił po sobie trochę więcej, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. To wszystko ją przytłaczało, jednak nie miała za dużo czasu na to, żeby rozmyślać o tych sprawach - na całe szczęście, wtedy to by ją dopiero zjadły wyrzuty sumienia.
Nie mogła usiąść, gdyby to zrobiła miałaby wrażenie, że marnuje bardzo cenne minuty, które mogłaby wykorzystać na dokończenie pakowania wszystkiego, co miała zabrać na Beltane. Najchętniej zabrałby ze sobą całą cukiernię - jednak nie do końca było to możliwe. Usłyszała głos Salema, westchnęła ciężko, zastanawiała się, co się wydarzyło tym razem, jakby już nie miała wystarczająco problemów. Usiadła jednak, skoro tego chciał jej życiowy towarzysz. - Zacznij od złej wiadomości, może ta dziwna ciekawostka później mi to zrekompensuje. - Kocur się do niej zbliżył, oparł o jej udo, on również wymagał nieco czułości. Miała wrażenie, że ostatnio nie jest w stanie mu jej dać. Delikatnie więc zaczęła go smyrać za uszkiem, żeby tez miał coś z życia.