– Mmmhm, widzę – że skończyły ci się argumenty – nie powiedziała na głos, ale och, jakże o tym pomyślała! Na szczęście Atreus czytać w myślach nie umiał, a nawet gdyby umiał, to nie było to wcale takie proste, bo miał przed sobą oklumentę. Oklumentę, który nie był na kacu. Oboje wiedzieli, że Atreus tej potyczki słownej po prostu nie wygra i lepiej było się wycofać, bo Lestrange miała siłę i rozpęd, by to kontynuować, a gdy się uparła, to nie zwykła odpuszczać ot tak. A teraz się uparła.
I oczywiście, że brała to na poważnie, bo chodziło o Brennę! A w takich sytuacjach, oczywiście, że prawdziwa przyjaciółka brała stronę tej drugiej. No i po części chodziło też o Chrisa…
– Co masz na myśli mówiąc „nie wiem”? Hm? – zmrużyła oczy, odwracając do niego głowę, żeby sobie nie myślał, że mu tak o odpuści. – Nie wiem w tym miesiącu? Jakoś? Co, zrobiłeś to na odpierdol? – jak tak, to nic dziwnego, że się nie zgodziła, bo co to miało kurna być. „Nie wiem, nie pamiętam, jakoś w tym miesiącu” Bulstrode kurwa mać. Alkohol mu już całkiem wypłukał szare komórki na dzisiaj? A robota czekała!
A potem westchnęła krótko, ale tez przy tym ciężko.
Czuła, że to będzie ciężki dzień. Nie wiedziała tylko jeszcze, jak bardzo właśnie wykrakała.
– Okej, to powinno pomóc. To to przykryje, to nie będą się na ciebie gapić jak na dziwadło. Ale po pracy radzę ci to znowu posmarować maścią na siniaki albo rany, albo coś takiego… Weź sobie na razie to – „to” znaczy tę maść, żeby to ukryć.