21.03.2023, 12:34 ✶
Florence bez protestów wzięła Patricka za rękę, odciągając na bok, niemal na skraj polany, tam, gdzie panował półmrok i miała pewność, że żadni krewni, znajomi ani współpracownicy Stewarda nie będą mogli zobaczyć jego zachowania – by jutro uniknął wszystkich niewygodnych pytań. Kiwała tylko głową, kiedy kontynuował swoją opowieść i początkowa konsternacja ustępowała innemu uczuciu: żalowi. Bo teraz to był wpływ amortencji, wyolbrzymiony, obsesyjny, ale Bulstrode zawsze przecież wiedziała, że właśnie czegoś takiego Patrick chciał z inną kobietą, a to go ominęło, przez to, jak splotły się jego losy. Jego ukochana robiła listę gości i jadła tort weselny z innym, a potem spoczęła w grobie.
Ale to nie oznaczało, że nigdy nie będzie miał szansy. Żałowała straszliwie teraz, że nie studiowała pilniej wróżbiarstwa. Że nie próbowała rozwijać jasnowidzenia, skupiając się zbyt mocno na uzdrowicielstwie i pracy w szpitalu, aby starczyło na to czasu. Że, być może, była pod tym względem zbyt mało utalentowana.
Że nie umie spojrzeć w przyszłość dostatecznie daleko, by znaleźć dla niego najlepszą ścieżkę i móc go ku niej popchnąć.
- Przechodzi? – spytała, kiedy jego ton się zmienił, w głos wkradło się zawahanie. Obróciła się ku niemu i obdarzyła uśmiechem, a potem wspięła się na palce, by ucałować jego policzek. – Oczywiście, że twoja. Zawsze będę twoją przyjaciółką.
Puściła jego dłoń i cofnęła się. Sytuacja mogła być dla niego niezręczna, ale Florence nie miała zamiaru domagać się wyjaśnień, wypytywać, robić wyrzutów ani przytyków. Może normalnie spytałaby, co się stało, by pójść poważnie porozmawiać z osobą odpowiedzialną za taki stan rzeczy… ale teraz miał patrol. I spodziewał się podczas niego problemów.
- Będę przy sadach w Dolinie, tak jak prosiłeś.
Ale to nie oznaczało, że nigdy nie będzie miał szansy. Żałowała straszliwie teraz, że nie studiowała pilniej wróżbiarstwa. Że nie próbowała rozwijać jasnowidzenia, skupiając się zbyt mocno na uzdrowicielstwie i pracy w szpitalu, aby starczyło na to czasu. Że, być może, była pod tym względem zbyt mało utalentowana.
Że nie umie spojrzeć w przyszłość dostatecznie daleko, by znaleźć dla niego najlepszą ścieżkę i móc go ku niej popchnąć.
- Przechodzi? – spytała, kiedy jego ton się zmienił, w głos wkradło się zawahanie. Obróciła się ku niemu i obdarzyła uśmiechem, a potem wspięła się na palce, by ucałować jego policzek. – Oczywiście, że twoja. Zawsze będę twoją przyjaciółką.
Puściła jego dłoń i cofnęła się. Sytuacja mogła być dla niego niezręczna, ale Florence nie miała zamiaru domagać się wyjaśnień, wypytywać, robić wyrzutów ani przytyków. Może normalnie spytałaby, co się stało, by pójść poważnie porozmawiać z osobą odpowiedzialną za taki stan rzeczy… ale teraz miał patrol. I spodziewał się podczas niego problemów.
- Będę przy sadach w Dolinie, tak jak prosiłeś.