Atreus był bardzo dobrze świadomy tego, jakim był człowiekiem. Takim, którego złość łatwo rozpalała i sprawiała, że najpierw działał, a potem myślał. Często miał przez to problemy, ale chyba można było powiedzieć, ze do tej pory wychodził z nich obronną ręką. Jakoś to było pod koniec dnia, nie ważne jak bardzo nie machałby pięściami i pomostował na wszystko, na czym świat stał.
Mało kiedy jednak rozpalał się do czerwoności, jakby ktoś go umaczał tłuszczem i rzucił ku niemu płonącą zapałkę. A teraz czuł się… sam nie wiedział jak się czuł, zaciskając zęby, a jednocześnie starając się zachowywać ten stosunkowo neutralny wyraz twarzy, kiedy właściciel restauracji opowiadał im o Falco i Dante.
Zaraz coś rozpierdolę — poinformował Brennę, ale nie spojrzał na nią nawet przelotnie, zamiast tego kiwając tylko głową na któreś słowa mężczyzny, i niby to w zwyczajnym odruchu odwracając na moment spojrzenie, by przekierować je na coś innego.
Miał wrażenie, że wszechświat dostał wylewu, bo nie można było tego nazwać w inny sposób. Absolut robił sobie chyba ze wszystkich istne jaja, skoro pierwszy kurwa lepszy kuchcik prowadzący knajpę na Horyzontalnej, zagadany przez funkcjonariuszy, wyciągnął im z dupy informacje o poszukiwanych. Nie było tego w dokumentacji, bo po co. Nikt nie zająknął się nawet słowem, bo po co. Mieli różdżkę, mieli szyszkę, mieli imię, mieli mieszkanie, udawaną ciotkę też mieli. Wszystko mieli, ale postanowili sobie zwalić konia. Wspólnie, całym Departamentem i najwyraźniej jego nie zaprosili na imprezę.
Pokręcił wreszcie głową i sięgnął do kieszeni płaszcza. Uniósł wyciągnięty papieros do ust i rozpalił go różdżką, próbując w ten sposób uratować się przed faktycznym czynem karalnym, chociaż jeszcze nie zdecydował, kto właściwie powinien go doświadczać.
Odznaki nawet nie wyciągał, stwierdziwszy, że skoro Brenna to zrobiła, to po co mieli oboje nimi machać.
— Czy ktoś wcześniej pytał może o Dante i Falco? — zapytał wreszcie, niby to konwersacyjnym tonem, ale Brenna znając go, pewnie mogła zauważyć, że podobnie jak ona wcale dobrze się nie bawił. I nie chodziło deklarację w jej głowie.