27.10.2026, 09:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2026, 09:04 przez Gabriel Montbel.)
Drogi z przymusu bardziej niż z potrzeby serca przyjacielu,
jako Twój lekarz od spraw niemożliwych spieszę donieść, że niestety nie mam w zanadrzu skutecznego lekarstwa na brak wyobraźni. Nasza fizjologia nie była Ci chyba tajemnicą przez ostatnie dwa wieki, ale fakt, że nie potrafisz znaleźć należytego zastępstwa dla dysfunkcji jednego organu, mając w - całkiem przecież niezłej - sprawności chociażby język, stanowi dla mnie przedmiot największego zmartwienia. Z chęcią umówiłbym się z Tobą na praktyczne ćwiczenia z jakimś obiektem czy dwoma, w których przypadku słowo ssanie nie ograniczałoby się do krwi, w ostatnim czasie jednak podjąłem pewne zobowiązania, które wykluczają mnie z tego typu rozrywek bez zgody i obecności gospodyni mojego serca. Nie martw się jednak, żadne zaproszenie na kolację o libertyńskim posmaku nie zostanie Ci dostarczone do tego paskudnego szkockiego zamku, albowiem zazdrość szarpiąca moim truchłem zaciska pięści i ostrzy kły z ominięciem płatu czołowego odpowiedzialnego za procesy decyzyjne. Może za pięć dekad w ramach rocznicy? Zapytaj mnie w 1980.
Tymczasem nie trać nadziei stary druhu, znam kogoś, kto dokonał już raz niemożliwego. Może będzie ta cudotwórczyni mieć specyfik choć na moment pozwalający nam zatrzymać i napędzić krew w żyłach? O fantazję prywatną musisz zadbać sam. Próbowałeś opium?
Z pozdrowieniami o temperaturze pokojowej,
jako Twój lekarz od spraw niemożliwych spieszę donieść, że niestety nie mam w zanadrzu skutecznego lekarstwa na brak wyobraźni. Nasza fizjologia nie była Ci chyba tajemnicą przez ostatnie dwa wieki, ale fakt, że nie potrafisz znaleźć należytego zastępstwa dla dysfunkcji jednego organu, mając w - całkiem przecież niezłej - sprawności chociażby język, stanowi dla mnie przedmiot największego zmartwienia. Z chęcią umówiłbym się z Tobą na praktyczne ćwiczenia z jakimś obiektem czy dwoma, w których przypadku słowo ssanie nie ograniczałoby się do krwi, w ostatnim czasie jednak podjąłem pewne zobowiązania, które wykluczają mnie z tego typu rozrywek bez zgody i obecności gospodyni mojego serca. Nie martw się jednak, żadne zaproszenie na kolację o libertyńskim posmaku nie zostanie Ci dostarczone do tego paskudnego szkockiego zamku, albowiem zazdrość szarpiąca moim truchłem zaciska pięści i ostrzy kły z ominięciem płatu czołowego odpowiedzialnego za procesy decyzyjne. Może za pięć dekad w ramach rocznicy? Zapytaj mnie w 1980.
Tymczasem nie trać nadziei stary druhu, znam kogoś, kto dokonał już raz niemożliwego. Może będzie ta cudotwórczyni mieć specyfik choć na moment pozwalający nam zatrzymać i napędzić krew w żyłach? O fantazję prywatną musisz zadbać sam. Próbowałeś opium?
Z pozdrowieniami o temperaturze pokojowej,
de la Rochefoucauld