Popijawa wieńcząca siedem lat nauki w Hogwarcie, wydawała się chyba standardowym punktem repertuaru każdego absolwenta szkoły. Atreus co prawda nie przypominał sobie, żeby wtedy spił się jak nigdy w życiu, ale na pewno - jak nigdy na tamtą chwilę. Dorosłe życie przyniosły, cóż, różne eksperymenty po których zdarzało mu się czuć zdecydowanie gorzej. Nawet w stosunku do dzisiaj.
Bulstrode mundur nosił nie do końca dobrze, nawet jak był zupełnie trzeźwy, z jakiegoś powodu buntując się przeciwko jego idei. Nie było to więc nic aż tak nadzwyczajnego, ale na jej stwierdzenie że był cholernie odpowiedzialny, pewnie uśmiechnąłby się zadowolony, gdyby oczywiście się nim podzieliła. Całe szczęście dla niej, bo przecież chodziłby po tym napuszony jak paw, a tak to tylko marniał w oczach.
— Noc była całkiem przyjemna, tylko poranek jak zwykle zaskoczył — uśmiechnął się krzywo, jakby sama próba przywołania na twarzy mimiki, okazywała się bolesna. Jakoś to też tak z człowiekiem było, że w momencie kiedy kac odchodził, ten nagle przestawał o nim pamiętać, nie ważne jak kiepsko się na nim czuł. Czasem tylko zapach wódki obrzydzał, ale i to wreszcie przemijało (a Atreus uważał że to nie o alkohol chodziło, a fakt że na pewno gobliny maczały w jego robieniu paluchy). — Karty szły za dobrze, co ja ci poradzę. A jak karty idą, to nie należy przerywać. Ale jak już się skończyły, to witaj Londynie!