28.10.2026, 08:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2026, 08:07 przez Brenna Longbottom.)
Brenna mówiła Atreusowi, że wybiera się dziś do Warowni, ale nie spodziewała się chyba, że ten wpadnie, a na pewno nie że zrobi to tak szybko, skoro miał jakieś tam klubowe zebranie. Po jego wejściu uniosła wzrok znad kubka, przez moment bliska spytania, czy wpuściła go jej matka i jakim sposobem po prostu to dotarł, a nie trafił na przesłuchanie. Tyle że zauważyła, że stan ogólnego wymięcia i lekkiego podbijania jakby zwielokrotniał od rana.
A przesłuchanie pewnie zostanie potem urządzone jej. Zwłaszcza pod kątem czy przyszedł do niej, czy do swojej domniemanej narzeczonej, z którą Brenna akurat rozmawiała o Wenecji.
- Znowu pobiłeś się o jakąś dziewczynę? - zapytała. I wcale nie byłaby zdziwiona, gdyby odpowiedź brzmiała, że owszem. – Chyba nie o Juliette?
Jeżeli nawet uznałaby, że chce spytać go prosto z mostu, co naopowiadał Victorii, to rzucanie tego w tej chwili postawiłaby Lestrange w trochę niekomfortowy położeniu. No i Atreus od razu zaczął opowiastkę o domniemanym terrorze sianym pośród Srebrnych Różdżek.
- Ale że dziadek? - zdumiała się. Jakoś nigdy nie zaobserwowała skłonności do terroru, dręczenia i tym podobnych rozrywek. - Czekaj, wybrał cię na partnera do pojedynku? No to chyba normalne, że cię sponiewierał. Nie mów mi, że chodziłbyś na te spotkania, gdybyście rzucali w siebie samymi rozbrajaczami.
W końcu to nie był klub dla poziomu podstawowego, a choć wszystko odbywało się zgodnie z honorowym zasadami, na pewno rzucali w siebie czym tylko fantazja pozwala, póki nie zrobią sobie poważnej krzywdy. Atreus inaczej umarłby z nudów.
A że Godryk przetarł nim podłogę... był starym wygą i prawdopodobnie, przynajmniej zdaniem Brenny, od czasu do czasu pojedynkował się z każdym członkiem klubu.
- Że ja? - spytała zdziwiona, tak dla podkreślenia wskazując na samą siebie palcem. - Niby dlaczego moja wina? Nie było mnie tam. Po pracy przyszłam tu z Victorią. Ciekawe czy ktoś uzna, że zabrałyśmy się razem, żeby przedyskutować sprawę wspólnego chłopaka.
A przesłuchanie pewnie zostanie potem urządzone jej. Zwłaszcza pod kątem czy przyszedł do niej, czy do swojej domniemanej narzeczonej, z którą Brenna akurat rozmawiała o Wenecji.
- Znowu pobiłeś się o jakąś dziewczynę? - zapytała. I wcale nie byłaby zdziwiona, gdyby odpowiedź brzmiała, że owszem. – Chyba nie o Juliette?
Jeżeli nawet uznałaby, że chce spytać go prosto z mostu, co naopowiadał Victorii, to rzucanie tego w tej chwili postawiłaby Lestrange w trochę niekomfortowy położeniu. No i Atreus od razu zaczął opowiastkę o domniemanym terrorze sianym pośród Srebrnych Różdżek.
- Ale że dziadek? - zdumiała się. Jakoś nigdy nie zaobserwowała skłonności do terroru, dręczenia i tym podobnych rozrywek. - Czekaj, wybrał cię na partnera do pojedynku? No to chyba normalne, że cię sponiewierał. Nie mów mi, że chodziłbyś na te spotkania, gdybyście rzucali w siebie samymi rozbrajaczami.
W końcu to nie był klub dla poziomu podstawowego, a choć wszystko odbywało się zgodnie z honorowym zasadami, na pewno rzucali w siebie czym tylko fantazja pozwala, póki nie zrobią sobie poważnej krzywdy. Atreus inaczej umarłby z nudów.
A że Godryk przetarł nim podłogę... był starym wygą i prawdopodobnie, przynajmniej zdaniem Brenny, od czasu do czasu pojedynkował się z każdym członkiem klubu.
- Że ja? - spytała zdziwiona, tak dla podkreślenia wskazując na samą siebie palcem. - Niby dlaczego moja wina? Nie było mnie tam. Po pracy przyszłam tu z Victorią. Ciekawe czy ktoś uzna, że zabrałyśmy się razem, żeby przedyskutować sprawę wspólnego chłopaka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.