– Nic dziwnego. Las kojarzy mi się że spacerem dla oczyszczenia głowy – odparła dziewczynie, ale tak naprawdę to wcale się na tym nie znała, bo nie miała w ale dużych doświadczeń z lasami. Tam, skąd pochodziła, nie było ich w ogóle. Teraz jednak opierała się na obecnym doświadczeniu, takim zebranym z ostatnich dni… i trochę może nawet również z dzisiaj. Prawdopodobnie gdyby nie ostatnie wydarzenia w jej życiu osobistym, to by się dzisiaj nie wybrała do Epping Forest nazbierać chrust na sabat. – Zresztą nie masz mnie za co przepraszać – dodała. Nie znały się przecież i to nie tak, że Guinevere poczuła się olana. Zresztą czasami… pewnym rzeczom nie dało się zapobiec, jeśli były komuś pisane.
Nefret przekonała się o tym bardzo boleśnie na własnej skórze, chociaż przecież fizycznie nic jej nie było.
– Mogło być gorzej, fakt – przyznała nieznajomej, chociaż większość z tego, co mogło się wydarzyć, nie było niczym, z czym nie poradziłaby sobie magia i magiuzdrowicielstwo. – B-borsuka? – wyrwało jej się przy tym, bo chociaż mieszkała i dziadków w Ostoi dla zwierząt i trochę im pomagała przy opiece nad zwierzakami, to nie była jakoś bardzo dobrze zaznajomiona z fauną typową dla Wielkiej Brytanii, a borsuka nigdy nie widziała na oczy.
Opuściła więc ręce, czekając na to, co zrobi dziewczyna, nie chcąc jej jednak poganiać. Nigdzie jej się przecież nie spieszyło, a skoro nie było żadnego bezpośredniego zagrożenia jej życia, to i nie chciała się pchać na siłę z uzdrowicielską ekspertyzą. Aczkolwiek… mogła ją zaproponować.
– Hahaha, tak, ja też zbieram na sabat – powiedziała po chwili, nie przerywając dziewczynie najpierw jej zachwytu nad rdzawymi kolorami jesieni, a później stwierdzenia, że w sumie to ludzie mają różne pomysły i zainteresowania. Teoretycznie mogłaby zbierać drewno na opał, ale prawdopodobnie nie wyglądała, jak ktoś, kto zbiera, by napalić w kominku, żeby jesienne wieczory były trochę cieplejsze. Paliło się u nich drewnem, ale większymi beleczkami, a nie patykami pobieranymi w leśnej ściółce. – Niewiele ludzi tu widziałam zbierających drewno. Wcześniej mignęli mi chyba jacyś mugole szukający czegoś w ziemi, pewnie grzybów – stwierdziła po prostu i uśmiechnęła się lekko. – Nie szkodzi, miło cię poznać. Ja jestem Ginny – a przynajmniej większość znanych jej ludzi w Anglii w ten sposób się do niej zwracało: zdrabniając jej pełne imię. Z kolei w Egipcie w większości zwracano się do niej Nefret, albo Nef, bo używała tam egipskiego imienia.
– Nie wolisz zerknąć na tę nogę na spokojnie jak wstaniesz? W tej pozycji może być trudno oszacować, czy wszystko jest w porządku – powiedziała spokojnie, mając wątpliwość czy zabandażowaną w tej pozycji mogą w ogóle zostanie prawidłowo zabezpieczona. No chyba, że na chwilę – to tak.