21.03.2023, 14:21 ✶
Cathal niezbyt przejął się ani odepchnięciem, ani nawet tym, że ktoś celował w niego różdżką. Własną już celował w czarodzieja, który kazał się mu odpierdolić. Jakaś jego część pewnie wiedziała, że nie jest zbyt mądre wdawanie się w wielką awanturę z Brygadzistami…
…tylko zupełnie go to nie obchodziło. Normalnie by ich oczywiście unikał, w tej chwili jednak sprawa przedstawiała się inaczej.
- Mój dzieciak – powiedział, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, od którego go oddzielono. Nie dostrzegł spojrzenia Victorii, choć pozostawał doskonale świadomy, że ta celuje w niego różdżką. Może dlatego ostatecznie opuścił swoją własną. A może tylko obudził się rozsądek i podpowiedział, że nawet jeżeli to Cathal będzie szybszy, nie odzyska dzięki temu kuzyna. – Odciągnął go ode mnie w tłumie, a potem rąbnęło zaklęcie.
Nawet Shafiq mógłby myśleć, że po prostu czarodziej próbował uratować chłopca, ale czy w takim wypadku teraz zostałby aresztowany? Musiał przecież coś zrobić, kogoś zaatakować, skoro miał na sobie kajdanki. Gdyby Brygada aresztowywała przypadkowe osoby z tłumu, zabrakłoby im cel – i w siedzibie Brygady, i w Azkabanie.
– Dziesięć lat. Ciemne włosy. Ciemna karnacja. Brązowe oczy. Metr czterdzieści pięć wzrostu. Pieprzyk pod okiem. Miał na sobie zieloną szatę. Rozdzielono nas na wysokości sklepu Ollivanderów – dodał jeszcze, bo właściwie może zgarnęli tego mężczyznę, to dostrzegli gdzieś Lorena. Przy okazji opis, jak na „jego dzieciaka”, nie do końca pasował – bo Cathal był jasnowłosy, jasnooki, i tylko skórę miał ciemną, mocno kontrastującą z resztą, ale to akurat było skutkiem egipskiego słońca, które także sprawiło, że jego z natury blond włosy jeszcze bardziej pojaśniały. Ale żadna tajemnica: Cathal po prostu wdał się w matkę z Gauntów, a i jego ojciec, nie miał aż tak ciemnego typu urody, jak jego brat, bo ten pierwszy przypominał nieco rodzicielkę z domu Blacków, a ten drugi był niemalże kopią ojca.
…tylko zupełnie go to nie obchodziło. Normalnie by ich oczywiście unikał, w tej chwili jednak sprawa przedstawiała się inaczej.
- Mój dzieciak – powiedział, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, od którego go oddzielono. Nie dostrzegł spojrzenia Victorii, choć pozostawał doskonale świadomy, że ta celuje w niego różdżką. Może dlatego ostatecznie opuścił swoją własną. A może tylko obudził się rozsądek i podpowiedział, że nawet jeżeli to Cathal będzie szybszy, nie odzyska dzięki temu kuzyna. – Odciągnął go ode mnie w tłumie, a potem rąbnęło zaklęcie.
Nawet Shafiq mógłby myśleć, że po prostu czarodziej próbował uratować chłopca, ale czy w takim wypadku teraz zostałby aresztowany? Musiał przecież coś zrobić, kogoś zaatakować, skoro miał na sobie kajdanki. Gdyby Brygada aresztowywała przypadkowe osoby z tłumu, zabrakłoby im cel – i w siedzibie Brygady, i w Azkabanie.
– Dziesięć lat. Ciemne włosy. Ciemna karnacja. Brązowe oczy. Metr czterdzieści pięć wzrostu. Pieprzyk pod okiem. Miał na sobie zieloną szatę. Rozdzielono nas na wysokości sklepu Ollivanderów – dodał jeszcze, bo właściwie może zgarnęli tego mężczyznę, to dostrzegli gdzieś Lorena. Przy okazji opis, jak na „jego dzieciaka”, nie do końca pasował – bo Cathal był jasnowłosy, jasnooki, i tylko skórę miał ciemną, mocno kontrastującą z resztą, ale to akurat było skutkiem egipskiego słońca, które także sprawiło, że jego z natury blond włosy jeszcze bardziej pojaśniały. Ale żadna tajemnica: Cathal po prostu wdał się w matkę z Gauntów, a i jego ojciec, nie miał aż tak ciemnego typu urody, jak jego brat, bo ten pierwszy przypominał nieco rodzicielkę z domu Blacków, a ten drugi był niemalże kopią ojca.