29.10.2026, 22:39 ✶
Skinąłem Sebastianowi głową na podziękowanie, przyjmując od niego fiolkę z wodą święconą, którą zaraz potem schowałem bezpiecznie pod połami płaszcza - nie zamierzałem wybrzydzać, zwłaszcza że w obecnych okolicznościach każda dodatkowa forma zabezpieczenia mogła okazać się przydatna, nawet jeśli skuteczność niektórych z nich pozostawała dla mnie kwestią wiary i ewentualnego wyjątkowo udanego zbiegu okoliczności - doceniałem gest, naprawdę, nawet jeśli wolałem nie zastanawiać się zbyt długo nad tym, jak wiele mogłem zdziałać przy użyciu zawartości niewielkiego szklanego naczynia, gdyby przyszło mi do głowy zastosować ją w sposób odbiegający od przeznaczenia, które przewidział dla niej nasz gospodarz. Fiolka zajmowała niewiele miejsca, nie ważyła prawie nic, w najgorszym razie mogłem rozbić ją o coś twardego i cisnąć komuś szkłem w oko, co stanowiło całkiem przyzwoite wykorzystanie przedmiotu, gdyby jego święte właściwości zawiodły. Nie podzieliłem się tą refleksją na głos, uznając, że Sebastian mógłby nie docenić takiego praktycznego podejścia do otrzymanego daru, ale brałem to pod uwagę - ostatecznie trudno było oczekiwać, żebym miał wyrzuty sumienia z powodu wykorzystania dostępnych narzędzi, szczególnie jeśli chodziło o przedsięwzięcie, którego powodzenie leżało w interesie nas wszystkich - zamiast tego poprawiłem kaptur i skupiłem uwagę na jego słowach, choć musiałem przyznać przed sobą, że wymagało to ode mnie pewnego wysiłku, stosownego skupienia, jedności i całej reszty rzeczy, które zwykle przychodziły mi z pewnym trudem, zwłaszcza w większym towarzystwie.
Postarałem się przy tym opanować wyraz twarzy, bo miałem niejasne podejrzenie, że moje naturalne reakcje i standardowa mowa ciała mogłyby zostać odebrane jako brak należytego szacunku, dołączyłem do pozostałych, chwytając wyciągniętą ku mnie dłoń, żeby wspólnie trzymać się za ręce i wznosić prośby do Pani. Zacisnąłem usta i skupiłem się na tym, żeby wyglądać na należycie zaangażowanego. Wzniosłem wzrok w odpowiednim kierunku, pochyliłem głowę we właściwym momencie i spróbowałem skupić się na słowach, które zaczęły rozbrzmiewać wokół nas - naprawdę próbowałem, należało mi oddać sprawiedliwość, bo przecież nie przybyłem tutaj po to, żeby kpić z cudzych wierzeń - miałem jednak pewien problem z powstrzymaniem myśli przed wędrówką ku znacznie praktyczniejszym zastosowaniom podobnych obrządków. Gdyby dało się przekląć kogoś za pośrednictwem Przenajświętszej, zdecydowanie skorzystałbym z tej możliwości. Słuszny cel wymagał słusznych środków, prawda? Ostatecznie trudno było oczekiwać, żebym w obliczu nadciągających wydarzeń ograniczał się wyłącznie do grzecznego składania dłoni, bez prób negocjacji z Opatrznością, skoro boskie siły mogły zsyłać na ludzi plagi i tak dalej, więc zdecydowanie istniały podobne opcje. Trudno było mi znaleźć w tym rozumowaniu jakąkolwiek lukę, chociaż podejrzewałem, że Macmillan i na ten temat mógłby mieć nieco odmienne zdanie, pozostało mi zatem tylko mieć nadzieję, że adresatka modlitw wykazywała się trochę większym poczuciem humoru.
Przez resztę modlitwy starałem się uczestniczyć tak poważnie, jak wymagała tego sytuacja, nie rozglądając się na boki ani nie szukając wzrokiem Gerdy, by dowiedzieć się, czy podzielała moje nastroje. Potem przyszła pora na zakup koszulek, pożegnania i ostatnie uprzejmości, które załatwiliśmy bez zbędnego przedłużania - w końcu mogliśmy ruszyć dalej, rozejrzeć się po okolicy i sprawdzić, co jeszcze dało się ustalić przed nadejściem wieczoru.
Postarałem się przy tym opanować wyraz twarzy, bo miałem niejasne podejrzenie, że moje naturalne reakcje i standardowa mowa ciała mogłyby zostać odebrane jako brak należytego szacunku, dołączyłem do pozostałych, chwytając wyciągniętą ku mnie dłoń, żeby wspólnie trzymać się za ręce i wznosić prośby do Pani. Zacisnąłem usta i skupiłem się na tym, żeby wyglądać na należycie zaangażowanego. Wzniosłem wzrok w odpowiednim kierunku, pochyliłem głowę we właściwym momencie i spróbowałem skupić się na słowach, które zaczęły rozbrzmiewać wokół nas - naprawdę próbowałem, należało mi oddać sprawiedliwość, bo przecież nie przybyłem tutaj po to, żeby kpić z cudzych wierzeń - miałem jednak pewien problem z powstrzymaniem myśli przed wędrówką ku znacznie praktyczniejszym zastosowaniom podobnych obrządków. Gdyby dało się przekląć kogoś za pośrednictwem Przenajświętszej, zdecydowanie skorzystałbym z tej możliwości. Słuszny cel wymagał słusznych środków, prawda? Ostatecznie trudno było oczekiwać, żebym w obliczu nadciągających wydarzeń ograniczał się wyłącznie do grzecznego składania dłoni, bez prób negocjacji z Opatrznością, skoro boskie siły mogły zsyłać na ludzi plagi i tak dalej, więc zdecydowanie istniały podobne opcje. Trudno było mi znaleźć w tym rozumowaniu jakąkolwiek lukę, chociaż podejrzewałem, że Macmillan i na ten temat mógłby mieć nieco odmienne zdanie, pozostało mi zatem tylko mieć nadzieję, że adresatka modlitw wykazywała się trochę większym poczuciem humoru.
Przez resztę modlitwy starałem się uczestniczyć tak poważnie, jak wymagała tego sytuacja, nie rozglądając się na boki ani nie szukając wzrokiem Gerdy, by dowiedzieć się, czy podzielała moje nastroje. Potem przyszła pora na zakup koszulek, pożegnania i ostatnie uprzejmości, które załatwiliśmy bez zbędnego przedłużania - w końcu mogliśmy ruszyć dalej, rozejrzeć się po okolicy i sprawdzić, co jeszcze dało się ustalić przed nadejściem wieczoru.
Koniec sesji
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)