Wczoraj, 14:32 ✶
Astoria miała rację, doktor Prewett był najlepszą opcją. I był godzien zaufania. O jego dyskrecji najlepiej świadczył fakt, że choć ratował Hannibala nieraz z mniej lub bardziej kłopotliwych przypadłości, to nawet Electra, która była przecież siostrą jednego, a bliską przyjaciółką drugiego, nigdy nie zdradziła ani słowem, że wie od uzdrowiciela czymkolwiek, o czym Hannibal sam by jej nie opowiedział.
Po spławieniu nieproszonego gościa i złowieszczej zapowiedzi Astorii odnośnie nadgorliwości dziewczyny, zrobił przepraszającą minę.
- Coś musiałem jej powiedzieć - wyjaśnił, starannie ukrywając fakt, że w sumie to trochę spanikował - Może należy jej się jakaś premia.
Na pewno zacznie jej się należeć, jeżeli laska odkryje, że szefowa zmieniła kolor, pomyślał, choćby po to, by siedziała cicho…
Strzelił w stronę drzwi prostym zaklęciem zamykającym, by kupić im jeszcze trochę spokoju.
Odczekał, aż kuzynka skończy pisać wiadomość i bez szemrania odebrał list. Mung nie był co prawda na jego liście miejsc, które planował odwiedzić tego dnia, ale nie mógł przecież odmówić pomocy. Objął Astorię krótko, starając się podnieść ją na duchu. Doskonale skrywała swój niepokój, lecz nie trzeba było aurowidza, by domyślić się, że nie panowała wcale nad sytuacją tak, jakby tego chciała. Uśmiechnął się lekko.
- Wierz mi, też wolałbym planować takie akcje. Przed każdą premierą słyszę tylko "Hannibal, uważaj na kontuzje! Nie szarżuj! Wyśpij się!", jakbym tego nie wiedział - doprawdy, nie wiedział, czemu wszyscy mieli go za nieodpowiedzialnego dzieciaka. To znaczy, no dobra, może i miał pewne pomysły… ale przecież przed premierą nie zrobiłby nic ryzykownego! No chyba… chyba, że to brzmiałoby jak wyjątkowo rozrywkowe ryzyko. Albo takie, w podejmowaniu którego ktoś potrzebowałby wsparcia, no to wtedy może dałby się namówić.
- Jestem pewien, że to tylko jakaś stara, zwietrzała klątwa, na którą nadziałaś się przypadkiem - wcale nie był pewien, ale nie chciał zostawiać Astorii samej z niepokojącymi myślami - Przecież ruszyło ją nawet moje Rozproszenie. Zobaczysz, Basilius to ogarnie i do wieczora będziesz jak nowa. Jeżeli deportuję się teraz, to powinienem jeszcze zastać go w szpitali, o ile wiem, wizyty domowe robi dopiero popołudniami. Zamknij się tu i czekaj, nie wiem, może… może zapukamy w jakiś szczególny sposób, żebyś wiedziała, że to my.
Ruszył do wyjścia, chowając list za pazuchę. W drzwiach odwrócił się jeszcze i zasalutował jej żartobliwie.
- Tak jest, szefowo. Do usług!
Po spławieniu nieproszonego gościa i złowieszczej zapowiedzi Astorii odnośnie nadgorliwości dziewczyny, zrobił przepraszającą minę.
- Coś musiałem jej powiedzieć - wyjaśnił, starannie ukrywając fakt, że w sumie to trochę spanikował - Może należy jej się jakaś premia.
Na pewno zacznie jej się należeć, jeżeli laska odkryje, że szefowa zmieniła kolor, pomyślał, choćby po to, by siedziała cicho…
Strzelił w stronę drzwi prostym zaklęciem zamykającym, by kupić im jeszcze trochę spokoju.
Odczekał, aż kuzynka skończy pisać wiadomość i bez szemrania odebrał list. Mung nie był co prawda na jego liście miejsc, które planował odwiedzić tego dnia, ale nie mógł przecież odmówić pomocy. Objął Astorię krótko, starając się podnieść ją na duchu. Doskonale skrywała swój niepokój, lecz nie trzeba było aurowidza, by domyślić się, że nie panowała wcale nad sytuacją tak, jakby tego chciała. Uśmiechnął się lekko.
- Wierz mi, też wolałbym planować takie akcje. Przed każdą premierą słyszę tylko "Hannibal, uważaj na kontuzje! Nie szarżuj! Wyśpij się!", jakbym tego nie wiedział - doprawdy, nie wiedział, czemu wszyscy mieli go za nieodpowiedzialnego dzieciaka. To znaczy, no dobra, może i miał pewne pomysły… ale przecież przed premierą nie zrobiłby nic ryzykownego! No chyba… chyba, że to brzmiałoby jak wyjątkowo rozrywkowe ryzyko. Albo takie, w podejmowaniu którego ktoś potrzebowałby wsparcia, no to wtedy może dałby się namówić.
- Jestem pewien, że to tylko jakaś stara, zwietrzała klątwa, na którą nadziałaś się przypadkiem - wcale nie był pewien, ale nie chciał zostawiać Astorii samej z niepokojącymi myślami - Przecież ruszyło ją nawet moje Rozproszenie. Zobaczysz, Basilius to ogarnie i do wieczora będziesz jak nowa. Jeżeli deportuję się teraz, to powinienem jeszcze zastać go w szpitali, o ile wiem, wizyty domowe robi dopiero popołudniami. Zamknij się tu i czekaj, nie wiem, może… może zapukamy w jakiś szczególny sposób, żebyś wiedziała, że to my.
Ruszył do wyjścia, chowając list za pazuchę. W drzwiach odwrócił się jeszcze i zasalutował jej żartobliwie.
- Tak jest, szefowo. Do usług!
Postać opuszcza sesję