Brenna najwyraźniej winna poznać swojego dziadka nieco lepiej, a przynajmniej tak w tym momencie uważał Atreus. Kreatywna interpretacja, cholera, był taki stary że pewnie sam część tych zasad pojedynkowych pisał, więc tam nie było interpretować. Bulstrode też nie koloryzował, kiedy używał konkretnych słów i mówił, że go ktoś po podłodze przeciągnął. Kończyło się na niej nie raz, nie dwa, to było jakby wpisane w całą przygodę pojedynkowania się, chociaż o wiele bardziej elegancką i pożądaną zagrywką, było zwyczajne rozbrojenie
— Nikt nigdy nie wyciera nikim podłogi w klubie. Tak się nie robi — zaznaczył, wyraźnie sfrustrowany, że go nikt w tym momencie nie rozumie, bo przecież jasno się wyrażał, prawda?
— Jakiego założenia, co? Ty akurat byłaś stroną w tej plotce. To samo to by było wtedy, kiedy ty byś leciała do niego, a nie na odwrót — rozłożył ręce i skrzywił się, niemo pytając gdzie niby w swoich słowach widziała taką samą logikę. — Ty mi nic nie próbowałaś tłumaczyć, tylko robiłaś mi tyradę. Tłumaczy to się, z zasady, w zupełnie innym tonie — prychnął, bo większość tamtej rozmowy spędził stepując dookoła tego co chciałaby bardzo powiedzieć jego niewyparzona gęba. Ona wyglądała wtedy, jakby kluczyła dookoła niego, czekając kiedy potknie się na tyle, żeby go strzelić w ucho.
— Bardzo śmieszne — podsumował ich nieudolne próby dogryzienia mu, z taką minął, jakby się tymi zagrywkami zwyczajnie brzydził. Potrząsnął głową i westchnął. — Zapytał się mnie, jakie mam wobec ciebie zamiary, jakby to był nie wiadomo który rok. Co my mamy, dziewiętnasty wiek? Nie wiem jak on to zrobił, kurwa przysięgam, ale wyzwał mnie na pojedynek i nie mogłem odmówić. Skręciło mnie tam prawie i nie dało rady… A jak już sobie tę całą paradę skończył, to mi powiedział, że rewanż dopiero jak się dowiem.