– No nie, to nie było tylko w trawie. Pierwsze, co szalało, to… wichura, która rozpoczęła się na Polanie Ognisk, a potem uderzyła w resztę Doliny Godryka – odpowiedziała na pytanie Atreusa. Pamiętała to dokładnie, bo ogród, nad którym tak pracowała, dosłownie wtedy zmiotło, i uszkodzona była też wtedy elewacja ich domu. Ale niektórym innym mieszkańcom Doliny nie poszczęściło się aż tak bardzo i skończyli wtedy o wiele gorzej. – Dopiero później zaczęły się te anomalie związane z roślinnością – dodała. Więc najpierw szalało powietrze, później ziemia. A we wrześniu szalał ogień. Czy na mocy anomalii? Czy to przez zachwianą równowagę energetyczną? Czy pośrednio przez to, co zabrali z Limbo? Wedle słów Egipcjanki – była taka możliwość. – A jeśli doliczyć do tego Spaloną Noc i szalejący ogień, no to mamy odhaczone trzy szalejące żywioły – westchnęła i nieco nerwowo zacisnęła palce dłoni, by za chwilę je rozprostować.
– Tak, pamiętam – odparła Brennie. – Właśnie względem tego je porównywałam, tego, jak wyglądały wtedy… Ale no zachowywały się chyba tak samo – znaczy się, że rzucały się na ludzi. No i działał na nie patronus, tyle sprawdziły same, ale oczywiście nikt tego nie ujął w raportach, bo wiadomo.
Wysłuchała po chwili rozmowy o brakującym rytuale, który to fakt nie napawał optymizmem, ale skoro absolutnie nic nie było przetestowane, to lepiej mieć te amulety niż nie – bo może akurat się przydadzą. Na pewno nie zaszkodzi, że je mieli.
– Co to jest w ogóle za runa? Albo runy. Co one mają właściwie robić, tak teoretycznie? – zapytała po chwili z ciekawości, skoro mieli tutaj specjalistę, w myśl zasady, że wiedza to potęga i tak dalej.
– A może te kręgi je trzymały w zamknięciu? Tak, że nie mogły ich przekroczyć na zewnątrz, a coś podczas Limbo stało się takiego, że te kręgi zostały naruszone? – rzuciła, może bez sensu, może nie. – Ale to prawda, że skoro tak, to ktoś już kiedyś musiał mieć z nimi problem. Możliwie dawno, skoro nikt o niczym nie pamięta – mruknęła.
A potem popatrzyła to na Benjyego, to na Geraldine, z niezrozumieniem.
– Oni są jacyś niespełna rozumu, czy co? Dzielić to drzewo? – och Victoria rozumiała dlaczego chcieli to zrobić. Według niej, a nie sądziła, by się w tym miejscu myliła, to drzewo pochodziło z Limbo. Najpewniej było naładowane energią od korzeni po wszystkie najcieńsze gałązki. Na własne oczy widziała w Limbo drzewa wyrywane z korzeniami, lecące wprost do wiru rozpoczynającego wichurę…
– Okej, powiem wam to, co ja uważam. Jestem całkowicie przekonana, że to drzewo pochodzi z Limbo. Drzewa były wyrywane z korzeniami, wszystko leciało w jednym kierunku, oprócz nas, i wyglądało, jakby było gdzieś wciągane do środka. I… Kiedy przeszkodziliśmy… Voldemortowi… Podejrzewam, że w tamtym momencie stało się coś, przez co to drzewo przeleciało przez granicę pomiędzy Limbo a naszym światem. Korzeniami do przodu. Wtedy… zerwał się tam wiatr, rozpoczęła się wichura, która… uuhmm… myślę, że i ona przeszła przez granicę na Polanę Ognisk, a w konsekwencji uderzyła w Dolinę… Pamiętam też, że… że zatrzęsła się ziemia… – może wtedy uwolniły się widma…? Ale to było trzęsienie ziemi tam, nie wiedziała, czy miało to miejsce też tu. – A później nastąpiła cisza – ale szczelina się nie zamknęła. – To, co działo się w maju w Dolinie. To, że na niebie było słońce i księżyc jednocześnie, to, że ludzie natrafiali na dziwne obrazy, obrazy, które znikały… Moim zdaniem wtedy Limbo cały czas przenikało się z naszym światem. Sama zobaczyłam wtedy coś, co widziałam w Limbo – a dokładniej to płonący na niebiesko krzew, który został z nimi aż do końca. I Atreusa leżącego obok niego… jak zgadywała, to musiało nastąpić później, gdy go złapała i zatrzymała przed wejściem w ogień i po tym, gdy stracili przytomność. – Nie mam potwierdzenia, ale uważam, że wtedy na niebie widzieliśmy odbicie Limbo – dodała ciszej, patrząc teraz w kierunku ziemi. Atreus znał jej teorie, bo mu ją przedstawiła jakiś czas temu. – Nie wydaje mi się, żeby to drzewo uzurpowało miejsce kultu Matki – powiedziała po chwili równie cicho. – Moim zdaniem… A Atreus pewnie się ze mną zgodzi… Spotkaliśmy ją w Limbo. Albo raczej jej… eehmm… formę, którą były w stanie pojąć nasze mózgi. A jeśli tak, to to drzewo pochodzi od… niej? Tak jakby – a nie było żadną obcą formą. Chociaż kto wie, czy się w jakiś sposób nie wypaczyło przez ten dziwny kamień i cokolwiek, co zrobił Voldemort… – Założę się, że jest naładowane energią. Pewnie dlatego chcą je rozkraść, idioci – syknęła.
Victoria przekazała Brennie jedno ze swoich lusterek, a po tym zapatrzyła się krótko na Bulstrode’a, bo samo to, że ona nie jest Zimna, nic tu nie zmieniało, Victoria była… Ale rozumiała, że to tylko zasłona dymna.
// Przekazuję jedno lusterko dwukierunkowe Brennie