• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery)

[01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery)
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#6
11 godzin(y) temu ✶  

– Prawda? W pomieszczeniu od razu jest inaczej, gdy pojawia się chociaż jedna roślina – odparła niezrażona, bo choć nie wiedziała, jaki Astoria miała stosunek do kwiatów i innych, tak nie było takiej siły, która mogłaby zmienić jej zdanie w tym temacie. A mieszkanie Rodolphusa według niej wymagało, by pojawiło się tam… cokolwiek, bo było zwyczajnie puste. Wtedy zwykle powstawało takie niezbyt przyjemne echo.

Victoria nie rozpoznała Astorii wtedy, w tej pokrytej sadzą ulicy, ani nie połączyła jej twarzy czy głosu teraz. Tamtej nocy mignęło jej przed oczami tyle różnych ludzi, tylu pomagała, tylu nie była w stanie, że w którymś momencie zlało się to w jedną wielką plamę – pamiętała tylko początek i koniec, a długość tamtego dnia, to ile była wtedy na nogach, co musiała robić w dzień, który nastąpił po strasznej, Spalonej Nocy, również nie działał na korzyść przypomnienia sobie aż takich detali. Lestrange była więc błogo nieświadoma, że spotkały się tamtej nocy i że miały ze sobą jakąkolwiek interakcję. I… szczerze? Pewnych rzeczy faktycznie lepiej było nie pamiętać. Nie miała jej też za złe, że nie pamiętała tych wszystkich artykułów w gazetach i rewelacji, to jak sławna stała się z dnia na dzień nie ze względu na swoje osiągnięcia, a z powodu… w sumie to chyba zrządzenia losu, że poprowadziła swoich towarzyszy do Limbo (w tamtym momencie nie mając o tym pojęcia), z którego wyszli… cało. Albo prawie cało. Ale jak dla opinii publicznej, to cało.

– Nic nie szkodzi – odpowiedziała jej całkiem szczerze i sama sięgnęła po swoją filiżankę, przez moment delektując się zapachem herbaty, nim wzięła łyka. Była przyjemnie ciepła… ale nie była w stanie sprawić, by Victoria to ciepło odczuła bardziej niż przez moment. Nie było żadnej siły, by nie czuła tego wszechogarniającego, lodowatego zimna, do którego siłą rzeczy się już przyzwyczaiła na swój sposób.

– Warzenie eliksirów zawsze mnie uspokajało. Nie ma tam miejsca na odchylenie od normy, podąża się w jednym kierunku, przynajmniej przy standardowych recepturach, nie ma przy tym drogi w lewo, albo drogi w prawo, nad którymi trzeba się zastanowić… Można się wyłączyć od zewnętrznych bodźców. Skupić na jednym, konkretnym zadaniu. Jesteś tylko ty i kociołek – wyjaśniła pokrótce. Dla Victorii eliksiroznawstwo było czymś w rodzaju sztuki. Sztuki, którą nie każdy był w stanie docenić, ale eliksirami można było osiągnąć… coś więcej. I czy mówiła o tym tak, jak ktoś prawdziwie w tym zakochany, czy zapatrzony…? Być może trochę tak. Victoria ceniła sobie dokładność, znała właściwości składników, znała receptury, a jakiś czas temu zaczęła opracowywać całkowicie własne… i w tym również odnajdywała pewną radość z tworzenia. – Poza tym, wielokrotnie przydawały się w pracy – eliksiry wiggenowe, uzupełniające krew, podstawowe antidota… W pracy aurora miały swoje zastosowanie.

No a to, co doprowadziła do prawdziwej perfekcji, to były eliksiry nasenne.

– Ach tak, przeklęte krzesło – drgnął jej kącik ust, gdy przypomniała sobie o cholernym krześle, które metaforycznie śmiało się w twarz jej i Primrose, gdy poszły obejrzeć ruiny ich rodzinnego domu, który spłonął… niemalże doszczętnie. Tam nie było czego ratować, bo to, co nie spłonęło, to wybuchło i się zawaliło, gdy przy niekontrolowanej temperaturze i ogniu zareagowały ze sobą przeróżne składniki do eliksirów i przygotowane mikstury. – Być może znajdzie się w pewnym momencie jakiś sposób na większość tych domowych problemów – ale, jak zwykle, wymagało to czasu. Czasu, którego w tym momencie nie mieli, a od Spalonej Nocy minął wszak nawet nie miesiąc.

– Ustalić? Nie bardzo. Schemat był bardzo dziwny, prawdę mówiąc – ta kamienica przetrwała. Maida Vale było niemal nietknięte. Różne inne domy jej rodziny też miały się całkiem dobrze… i potem był jej dom rodzinny, spalony niemal do gołej ziemi. Victoria uważała, że to była wiadomość. I to wiadomość do niej, ale nie dzieliła się tymi wnioskami na głos z większością ludzi. - Ogień to bardzo kapryśny i nieprzewidywalny żywioł, a ten dziwny pył, który go zwiastował, również – stwierdziła za to i lekko chrząknęła, bo mimo wszystko ciągle mierzyła się z problemami, jakie wyniknęły po wdychaniu tego wszystkiego. Leki zapisane jej przez uzdrowiciela pomagały, ale tylko trochę.

A potem uśmiechnęła się lekko do Astorii.

– Część na pewno. Te na schodach są dla mojego drugiego kota… To kociak, nie radzi sobie jeszcze do końca z wielkością stopni – wyjaśniła jej, z czułością patrząc jednak na Błękitnego Kwiatuszka wylegującego się w donicy – ten kot wydawał się większy, na tyle, by nie miał problemu ze schodami. – Polecam zacząć się rozglądać i tego nie odkładać, jeśli to dla ciebie w jakiś sposób ważne, bo teraz na rynku nieruchomości jest straszne zamieszanie… Ceny skoczyły w górę, ale i dostępność jest mniejsza – z wiadomych powodów, sporo ludzi kupowało teraz nowe domy… o ile było ich stać. – Och daleko za miasto. Pokątna jest teraz wręcz przygnębiająca – odpowiedziała, machając niedbale ręką. Ale prawda była taka, że to wcale nie chodziło o widoki za oknem, a o dziwne rzeczy, które potrafiły się dziać w tej kamienicy… Choć, póki co, się uspokoiło. Ale i tak nie zamierzała tu zostawać ani chwili dłużej, a obecnie wraz z siostrami, od jakiegoś tygodnia mieszkały tymczasowo w Maida Vale, gdzie Victoria nie zamierzała zostawać dłużej niż to absolutnie konieczne. Stąd ta przeprowadzka w pośpiechu. – Więc mówiłaś, że wybierasz się na bal? – zagaiła, przenosząc uważne spojrzenie na Astorię i uśmiechnęła się może nawet odrobinę zaczepnie. – Masz już wybraną kreację i maskę? – zapytała, chociaż zanotowała to wcześniejsze wzbranianie się jakoby to nie Rodolphus ją zaprosił. Victoria nie miałaby nic przeciwko, przecież nie miał narzeczonej i to nie byłaby zabawa na dwa fronty.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1863), Victoria Lestrange (2247)




Wiadomości w tym wątku
[01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery) - przez Astoria Avery - 27.07.2026, 19:04
RE: [01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery) - przez Victoria Lestrange - 30.07.2026, 21:22
RE: [01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery) - przez Astoria Avery - 12.08.2026, 23:00
RE: [01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery) - przez Victoria Lestrange - 14.08.2026, 14:19
RE: [01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery) - przez Astoria Avery - 04.10.2026, 20:35
RE: [01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery) - przez Victoria Lestrange - 11 godzin(y) temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa