Cokolwiek Edith miała do powiedzenia na tę ich głupkowatą rozmowę o kaczkach, musiało najpewniej zostać na później, gdy kobieta zajęła się hipnozą kolejnych mugoli, którzy czekali na swoją kolej. Kto wie? Może uznała, że ma dosyć towarzystwa aurorów, albo konkretnie Atreusa i co za dużo to niezdrowo – Victoria nie zamierzała się w to mieszać, zamiast tego niezrażona przez moment kontynuowała swoje obrzydliwe gadanie o kaczkach.
A potem zamrugała i przeniosła spojrzenie na Atreusa niczym w zwolnionym tempie. I to z miną taką, jakby mu właśnie rzucała wyzwanie, bo uśmiechała się… i to w tym całym anturażu było właśnie niezwykłe.
– A co, chciałbyś zobaczyć? – zapytała, jakby tylko czekała na jakąś głupią odzywkę rzuconą wprost do niej. Zdenerwował ją rano w szatni, potem zdołała się umówić na wczesny wieczór z Brenną, a lwia część złości jej przeszła, ale były pewne punkty zapalne… A Atreus chyba w nie właśnie celował. – Nie wiedziałam, że tak cię interesują gęsi – dodał i lekko zmrużyła oczy. Doskonale wiedziała, że musiał coś wypaplać o tym Chrisowi, który któregoś razu nie wytrzymał i ją zapytał, o co chodzi z tą gęsią…