– Wystarczy, że na ciebie zasyczy, nie trzeba będzie niczego nigdzie wkładać – odpowiedziała, odwracając się już teraz do niego całym ciałem w taki sposób, by nie było wątpliwości, z kim właśnie rozmawia. – Chyba, że bardzo chcesz stracić palce, to bardzo proszę – i chociaż faktycznie mówiła o gęsiach, to równie dobrze można to było odebrać jako jakieś zawoalowane ostrzeżenie… Tym bardziej, że za chwilę uniosła brwi. – Naprawdę? Nie wiedziałam, że jesteś aż tak chętny z poszerzania wiedzy akurat w kwestii gęsi. One nie są żółte, miękkie i sztywne jednocześnie – odpowiedziała. – Dotychczas odniosłam wrażenie, że czasami wolisz, żeby twoja twojszość była na wierzchu, tak że gotów byłbyś nawet na przekór sobie zaprzeczać faktom i logice – dodała, bo jakoś rano dał tego wspaniały popis.
– Zazwyczaj pisklaki wyglądają mało wyględnie. Albo całkiem łyse, albo pokryte takim śmiesznym puchem, zupełnie w innym kolorze niż dorosłe osobniki. Bardziej żałosne, niż urocze. Co to było za jajo – postanowiła mu odpowiedzieć tym razem bez zjadliwości.