21.03.2023, 17:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2023, 17:44 przez Cathal Shafiq.)
Cathal uczył się historii w szkole, potem ukończył stosowne kursy, co przychodziło mu łatwo, bo z jego pamięcią wystarczyło, że przeczytał coś raz, aby zapamiętać już na zawsze. Od tamtego czasu jednak sporo czasu spędzał na przykład na oglądaniu ludzkich kości. Albo mumii. Albo w podziemnych komnatach pełnych skorpionów. (Chociaż trzeba przyznać, że jednak częściej po prostu gapił się godzinami w jakąś starą tablicę z inskrypcjami.)
- Nie ryzykuj niepotrzebnie – skomentował krótko słowa Sebastiana o tym, że nie odejdzie, póki Fadil nie będzie wolny. Owszem, Cathalowi bardzo zależało na odzyskaniu członka ekipy, ale gdyby duch okazał się wybitnie problematyczny… Shafiq nie chciał skończyć w jaskini na środku pustyni z martwym Macmillanem.
Cofnął się posłusznie, zatrzymując przy samym wyjściu z jaskini. Wsłuchiwał w słowa wypowiadane przez egzorcystę, mimowolnie zapamiętując obie inkantacje, i tę po angielsku, i tę łacińską. Kolejne bezużyteczna wiedza w jego głowie, bo Shafiq nigdy nie zdołałby wykorzystać jej w praktyce. Nie odrzucał całkowicie wiary w Matkę, ale miał tejże wiary o wiele za mało, aby rytuały albo zaklęcia z nią związane mogły zadziałać w jego przypadku. Nie poruszył się w trakcie modlitwy ani potem, gdy duch zaczął opuszczać ciało Macmillana. Także gdy dym został już uwięziony w pudełeczku, Cathal jeszcze przez moment stał w pobliżu wyjścia, jakby chciał się upewnić, że widmo zaraz nie wyskoczy z więzienia.
- Jesteś żywy, Sebastian? – upewnił się, spoglądając za Macmillanem. Przez moment nie wiedział, do kogo podejść najpierw: wymiotującego Sebastiana, który najwyraźniej z tym duchem miał spory problem, czy może do Fadila, którego oczy uciekły w tył czaszki i stracił przytomność. Ostatecznie Cathal uznał, że chyba to z tym drugim jest gorzej. Przekroczył granicę kręgu i przykląkł przy mężczyźnie. Rozważał przez chwilę, czy zdjąć z niego zaklęcia krępujące… ale po wahaniu uznał, że przecież Fadil będzie odrętwiały, osłabiony, a jego moce magiczne nigdy nie były zbyt duże.
Jeżeli Shafiq nie zdołałby sobie z nim poradzić, może faktycznie zasługiwałby na zostanie uduszonym.
Z cichym finite zakończył zaklęcie krępujące, a potem zabrał się za rozwiązywanie więzów. Na koniec potraktował Fadila czarem pobudzającym. Z ust mężczyzny najpierw wydobyło się jęknięcie, a potem…
– W…wody – wydyszał.
– Angielski. Mamy postęp – skomentował Cathal, po czym wyciągnął manierkę, i jedną ręką podtrzymując głowę mężczyzny, drugą podsunął mu ją do ust. Pozwolił na wypicie tylko paru łyków (zwłaszcza, że część wody wypłynęła mu na brodę i szyję), bo osoba odwodniona nie powinna dostać tej zbyt wiele. – Może obaj to poczekacie, a ja sprowadzę do was Nell?
Fadil na pewno nie był gotów na spacer po pustyni. A Cathal nie był też pewny, czy Macmillan powinien być teraz wyciągany na słońce, bez wątpienia zaczynające już mocno przygrzewać.
- Nie ryzykuj niepotrzebnie – skomentował krótko słowa Sebastiana o tym, że nie odejdzie, póki Fadil nie będzie wolny. Owszem, Cathalowi bardzo zależało na odzyskaniu członka ekipy, ale gdyby duch okazał się wybitnie problematyczny… Shafiq nie chciał skończyć w jaskini na środku pustyni z martwym Macmillanem.
Cofnął się posłusznie, zatrzymując przy samym wyjściu z jaskini. Wsłuchiwał w słowa wypowiadane przez egzorcystę, mimowolnie zapamiętując obie inkantacje, i tę po angielsku, i tę łacińską. Kolejne bezużyteczna wiedza w jego głowie, bo Shafiq nigdy nie zdołałby wykorzystać jej w praktyce. Nie odrzucał całkowicie wiary w Matkę, ale miał tejże wiary o wiele za mało, aby rytuały albo zaklęcia z nią związane mogły zadziałać w jego przypadku. Nie poruszył się w trakcie modlitwy ani potem, gdy duch zaczął opuszczać ciało Macmillana. Także gdy dym został już uwięziony w pudełeczku, Cathal jeszcze przez moment stał w pobliżu wyjścia, jakby chciał się upewnić, że widmo zaraz nie wyskoczy z więzienia.
- Jesteś żywy, Sebastian? – upewnił się, spoglądając za Macmillanem. Przez moment nie wiedział, do kogo podejść najpierw: wymiotującego Sebastiana, który najwyraźniej z tym duchem miał spory problem, czy może do Fadila, którego oczy uciekły w tył czaszki i stracił przytomność. Ostatecznie Cathal uznał, że chyba to z tym drugim jest gorzej. Przekroczył granicę kręgu i przykląkł przy mężczyźnie. Rozważał przez chwilę, czy zdjąć z niego zaklęcia krępujące… ale po wahaniu uznał, że przecież Fadil będzie odrętwiały, osłabiony, a jego moce magiczne nigdy nie były zbyt duże.
Jeżeli Shafiq nie zdołałby sobie z nim poradzić, może faktycznie zasługiwałby na zostanie uduszonym.
Z cichym finite zakończył zaklęcie krępujące, a potem zabrał się za rozwiązywanie więzów. Na koniec potraktował Fadila czarem pobudzającym. Z ust mężczyzny najpierw wydobyło się jęknięcie, a potem…
– W…wody – wydyszał.
– Angielski. Mamy postęp – skomentował Cathal, po czym wyciągnął manierkę, i jedną ręką podtrzymując głowę mężczyzny, drugą podsunął mu ją do ust. Pozwolił na wypicie tylko paru łyków (zwłaszcza, że część wody wypłynęła mu na brodę i szyję), bo osoba odwodniona nie powinna dostać tej zbyt wiele. – Może obaj to poczekacie, a ja sprowadzę do was Nell?
Fadil na pewno nie był gotów na spacer po pustyni. A Cathal nie był też pewny, czy Macmillan powinien być teraz wyciągany na słońce, bez wątpienia zaczynające już mocno przygrzewać.