– Widzisz, i tu jest cała zagadka, Bulstrode. Kaczki i gęsi nie mają zębów-zębów. Tylko takie… dziwne… cienkie wypustki na krawędziach dzioba i języku – Victoria skrzywiła się na samą myśl, bo wyglądało to przerażająco. – Więc jak otworzy dziób i zasyczy to zobaczysz – wyjaśniła mu wspaniałomyślnie. – Że ja za mało uwagi poświęcam tobie? Jestem przekonana, że niektórzy powiedzieliby, że wręcz przeciwnie – parsknęła, odrobinę nawet oburzona tym jego wnioskiem, że poświęca mu zbyt mało uwagi! Poświęcała na tyle dużo, że po nocnej bójce z Chrisem, miała dla niego rano przygotowany eliksir na ból głowy. I na tyle dużo, że gdy wrócił do pracy po Spalonej, to wolała, jeśli choć odrobinę polepszył mu się humor po głupim zakładzie, który przegrała. I sama chciała mu dopychać jakieś zajęcia, byle by się tylko czymś zajął, a nie miał czasu na… na myślenie i rozpamiętywanie.
– Ach. Tak. To są jakieś dziwne rodzaje sów pocztowych, o ile się orientuję to ze wschodu. Znalazłam takie jajko przed domem… wiesz, tym, który kupiłam na początku miesiąca. A Chris potem znalazł tam takie, które przypominało szyszkę… Właśnie to trzeba było wykluć w ściółce leśnej – i ugryzła się w język, bo była bliska do niego rzucić jakże sarkastyczne, że jeśli go ładnie poprosi, to może mu pokaże swoją sowę. – Wiesz w ogóle jak się tym pisklakiem zajmować? – czy to stąd było to nagłe zainteresowanie kaczkami i gęsiami? Tyle, że to zupełnie inny gatunek…