21.03.2023, 19:57 ✶
- Znam gościa, odkąd skończyłem dziesięć lat i myślę, że jednak w kwestii pieniędzy mogę mu ufać – wytłumaczył się dość okrężnie, mając nadzieję, że nigdy nie wspominał o tym, w jakich okolicznościach poznał Elliotta Malfoya, bo Cathal ze swoją wybitną pamięcią mógłby to bez problemu skojarzyć i trzasnąć jednym z tych pali Jamila przez łeb. A patrząc na ich objętość, raczej by bolało.
- Jak to zero wysiłku i współzawodnictwa? Dobra magia na taką odległość też wymaga talentu! – obruszył się, chyba zupełnie zapominając, że tutejsi czarodzieje używali głównie różdżek, więc wcale nie byłoby to dla nich aż tak skomplikowane, jak w przypadku posługiwania się wyłącznie własnymi dłońmi. Wtedy czary stawały się bardziej chaotyczne i trudniejsze do opanowania.
Wdrapał się na ten przeklęty pal tylko dlatego, że poprosiła go o to Leta, w innym wypadku by odmówił. No dobra, zrobiłby to samo jeszcze co najwyżej dla Nell. Gdy tak wędrował w górę, czując coraz to kolejne drzazgi w palcach, przeklinał w duchu całe to Beltane i wianek Crouch, przynajmniej do momentu, aż wcisnął go na górę, bo wtedy irytacja całkowicie go opuściła. Ogarnęło go za to uczucie skupiające się wyłącznie na tym, by znaleźć właścicielkę wianka, który przed chwilą zawiesił na szczycie drewnianego badyla. Na szczęście jednak to ona odnalazła jego w o wiele szybszym tempie, wciągając go między tancerzy.
Chyba się śmiał, wirując razem z nią między mnóstwem innych, równie opętanych ludzi, ale nie do końca to rejestrował. Umysłem był wyłącznie przy Lecie, która z równie szerokim uśmiechem trzymała go za ręce, kręcąc się w kółko. Mieli stąd zniknąć? Dobre sobie, przecież bawili się tak dobrze!
- Jak to zero wysiłku i współzawodnictwa? Dobra magia na taką odległość też wymaga talentu! – obruszył się, chyba zupełnie zapominając, że tutejsi czarodzieje używali głównie różdżek, więc wcale nie byłoby to dla nich aż tak skomplikowane, jak w przypadku posługiwania się wyłącznie własnymi dłońmi. Wtedy czary stawały się bardziej chaotyczne i trudniejsze do opanowania.
Wdrapał się na ten przeklęty pal tylko dlatego, że poprosiła go o to Leta, w innym wypadku by odmówił. No dobra, zrobiłby to samo jeszcze co najwyżej dla Nell. Gdy tak wędrował w górę, czując coraz to kolejne drzazgi w palcach, przeklinał w duchu całe to Beltane i wianek Crouch, przynajmniej do momentu, aż wcisnął go na górę, bo wtedy irytacja całkowicie go opuściła. Ogarnęło go za to uczucie skupiające się wyłącznie na tym, by znaleźć właścicielkę wianka, który przed chwilą zawiesił na szczycie drewnianego badyla. Na szczęście jednak to ona odnalazła jego w o wiele szybszym tempie, wciągając go między tancerzy.
Chyba się śmiał, wirując razem z nią między mnóstwem innych, równie opętanych ludzi, ale nie do końca to rejestrował. Umysłem był wyłącznie przy Lecie, która z równie szerokim uśmiechem trzymała go za ręce, kręcąc się w kółko. Mieli stąd zniknąć? Dobre sobie, przecież bawili się tak dobrze!