03.11.2026, 22:54 ✶
– Niestety nie posiadam skrzata, który sprzątałby ten chaos geniuszu, więc muszę dbać o porządek. – odpowiedziała sarkastycznie. Czarownice znały się już od tylu lat, że mogły pozwolić sobie na takie żartobliwe uwagi. Żadna jednak nie sprowadzała tej drugiej wyłącznie do statusu krwi; ich relacja stanowiła osobliwe przymierze ponad wiekowymi podziałami. Co prawda, Odile na początku uważała Lydię za jedną z tych czystokrwistych pannic, które mogły siedzieć cały czas z głową w chmurach ponieważ nie znały prawdziwych problemów. Lecz szybko przekonała się, że panna Black posiada niezwykle bystry umysł oraz fascynującą osobowość. W gruncie rzeczy obie miały cech wspólnych, a różniły się głównie przedmiotem badań. Lydia poświęciła się bowiem zagadnieniom związanym ze snem oraz zgłębianiem ezoterycznych kwestii, podczas gdy Odile skupiała się na dziedzinach mocno osadzonych w fizycznej rzeczywistości.
Kolejnym powodem, dlaczego mieszkanie Fawley wyglądało tak czysto, była konieczność posprzątania po jej eksperymentach z Émile'm (o ile ich wyczyny z anatomią jeszcze można było pod to podciągnąć). Lydia zapewne jednak nie przyszła tutaj, by słuchać o ruchaniu dwójki metamorfomagów, więc Odile przemilczała tę kwestię. Dzisiaj Fawley miała zamiar zapewnić pacjentce pełen komfort, więc wystarczyło jedno słowo panny Black, by z kuchni przyleciał imbryczek wraz z paroma opakowaniami herbaty. – Nie jesteś pracownikiem Ministerstwa ani nowozatrudnionym Niewymownym, więc nie musisz martwić się oficjalnymi prośbami ani moją odmową. – Starała się zachować profesjonalizm, pomimo słodkiego uśmiechu Lydii oraz jej zaczepnych słów. Doprawdy, jeśli ktoś miałby stopnieć zimne serce Odile, zapewne byłaby to właśnie czarownica stojąca obok. – Konsultacja będzie polegać wyłącznie na rozmowie. Nie zamierzam cię hipnotyzować ani prowadzić żadnych dziwnych badań mózgu. – uspokoiła koleżankę. Fawley mogła do woli rozkrajać narządy, nie przejmując się wolą ich zamarłych właścicieli, ale jeśli już miała badać żywą osobę, zamierzała zrobić to z szacunkiem do niej.
– Cóż, taka moja rola. – odpowiedziała na zaczepkę, lecz tym razem w jej głosie nie było słychać sarkastycznego tonu. Lydię ewidentnie coś trapiło i pomimo osłony żartów, jej dzisiejsza wizyta miała jakiś cel. Odile musiała dotrzeć do tego, co stanowiło źródło problemów drugiej czarownicy. – Dobrze. Znasz mnie, ze szczerością nie mam problemu. – Fawley nie miała tendencji do owijania w bawełnę ani unikania trudnych kwestii, o czym Black zdążyła się już przekonać. – Chciałabym, żebyś zrobiła to samo dla mnie. Powiedz, co skłoniło cię do umówienia tego badania? – Odile chciała przeprowadzić tę rozmowę jak najbardziej profesjonalnie, lecz w głębi serca zaczynała martwić się o Lydię.
Kolejnym powodem, dlaczego mieszkanie Fawley wyglądało tak czysto, była konieczność posprzątania po jej eksperymentach z Émile'm (o ile ich wyczyny z anatomią jeszcze można było pod to podciągnąć). Lydia zapewne jednak nie przyszła tutaj, by słuchać o ruchaniu dwójki metamorfomagów, więc Odile przemilczała tę kwestię. Dzisiaj Fawley miała zamiar zapewnić pacjentce pełen komfort, więc wystarczyło jedno słowo panny Black, by z kuchni przyleciał imbryczek wraz z paroma opakowaniami herbaty. – Nie jesteś pracownikiem Ministerstwa ani nowozatrudnionym Niewymownym, więc nie musisz martwić się oficjalnymi prośbami ani moją odmową. – Starała się zachować profesjonalizm, pomimo słodkiego uśmiechu Lydii oraz jej zaczepnych słów. Doprawdy, jeśli ktoś miałby stopnieć zimne serce Odile, zapewne byłaby to właśnie czarownica stojąca obok. – Konsultacja będzie polegać wyłącznie na rozmowie. Nie zamierzam cię hipnotyzować ani prowadzić żadnych dziwnych badań mózgu. – uspokoiła koleżankę. Fawley mogła do woli rozkrajać narządy, nie przejmując się wolą ich zamarłych właścicieli, ale jeśli już miała badać żywą osobę, zamierzała zrobić to z szacunkiem do niej.
– Cóż, taka moja rola. – odpowiedziała na zaczepkę, lecz tym razem w jej głosie nie było słychać sarkastycznego tonu. Lydię ewidentnie coś trapiło i pomimo osłony żartów, jej dzisiejsza wizyta miała jakiś cel. Odile musiała dotrzeć do tego, co stanowiło źródło problemów drugiej czarownicy. – Dobrze. Znasz mnie, ze szczerością nie mam problemu. – Fawley nie miała tendencji do owijania w bawełnę ani unikania trudnych kwestii, o czym Black zdążyła się już przekonać. – Chciałabym, żebyś zrobiła to samo dla mnie. Powiedz, co skłoniło cię do umówienia tego badania? – Odile chciała przeprowadzić tę rozmowę jak najbardziej profesjonalnie, lecz w głębi serca zaczynała martwić się o Lydię.
It is not the
strongest of the
species that
survives
nor the most intelligent,
but the one most
responsive to change
strongest of the
species that
survives
nor the most intelligent,
but the one most
responsive to change