— Brenna… — zaczął, nie powstrzymując się przed tym, by wywrócić oczami. — Przecież wiesz, że gdyby to było możliwe, to byśmy tam wycierali sobą podłogę cały czas. Ale ktoś sobie wymyślił zasady — dla niego to było bardzo bliskie herbatki, o której wspomniała. Srebrne Różdżki, jego skromnym zdaniem, niewiele miały wspólnego z prawdziwą walką i były pełne przestarzałych zasad. Jednakże, co piło trochę do tej pięknej pelerynki, były stowarzyszeniem do którego należenie stanowiło pewien status sam w sobie. A Atreus takie rzeczy nie tyle lubił, co cenił. Jeśli chodziło o prywatne treningi, te wyglądały w jego wykonaniu zupełnie inaczej - mniej więcej tak, jak ona ćwiczyła sobie z Thomasem.
— A no to może nie powinien słuchać plotek, skoro po takiej bzdurze nie był pewien na czym stoi — rzucił z przekąsem. Były plotki i Plotki, a ta konkretna była dla niego tak bzdurna, że nie było co robić z jej powodu szumu. To, że Chris sam nie wiedział na czym z Victorią stoi, a przynajmniej tak to brzmiało po jej wyjaśnieniach. Ugryzł się jednak w język, zanim zaczął kwestionować ich wybory, bo żywym by nie opuścił tego pokoju.
— A ja myślę, że trochę chodzi — odparł pod nosem. Był też odrobinę za mądry na to, by Godrykowi w twarz odpowiedzieć, że zwyczajnie nie wiedział czego chciał od jego wnuczki. Uważał jednak, że była to jego i Brenny sprawa, w pewnym momencie chyba rojąc sobie w głowie, oczywiście na przekór wszystkim, że ta relacja będzie się dziać na ich zasadach, a nie według oczekiwań innych. — A co mnie po tych zamiłowaniach, co? — zapytał, marszcząc brwi. — Nie jestem nimi zainteresowany i powodzenia życzę każdemu, kto został w coś takiego wrobiony — machnął ręką. Czasem zdarzało się, że dopasowanie było bardzo dobre, ale innym razem… ile to było historii, że kończyło się nieszczęśliwym? Wcześniej biesił się na samą myśl rytuału, który związał jego i Brennę, ale w momencie kiedy pozbyli się więzi i wydawali się sami zapracować na ich relację, przestał być tak niechętnie nastawiony.
— No właśnie, przyjaźnicie się od dziecka! Jaka byłaby z ciebie przyjaciółka, gdybyś zrobiła coś takiego? — zapytał, pukając się w skroń, jakby wszystko dla niego było oczywiste i to ona czegoś tutaj nie rozumiała.
A potem wleciał skurwyjec, cały na biało. Atreus zaklął, kiedy poleciały pierwsze słowa w tym okropnym, świszczącym języku. Nie rozumiał ani słowa i co gorsza, wydawało się że one też niezbyt orientowały się w tym, co właśnie było do nich mówione.
— Pogróżki? Nikt kto chciałby, żeby brano go na poważnie, nie wysłałby tak brzmiących pogróżek.