04.11.2026, 22:43 ✶
Helloise wylądowała gotowa przystąpić do zakopywania runy, lecz powstrzymały ją wątpliwości Sameula. Wiedźma pochwalała zawsze stawianie pytań i poszukiwanie odpowiedzi; z rzadka pochwalała stawianie się jej samej, gdy już miała gotową odpowiedź. W dziedzinie run nie próbowała jednak udawać choćby, że posiada jakąkolwiek ekspertyzę, toteż Samuel nie uraził jej.
Nie zawahała się przed odpowiedzią ani chwili:
— Będę się gorąco modlić — rzekła z łagodnym uśmiechem. — Wierzę, że Bogini podoba się moje dzieło. — Otworzyła ramiona. — Wierzę, że jeśli taka jest jej wola, sama nasyci znak lub gdy uzna, że nadeszła pora, objawi mi, jak to uczynić. Znak znalazł już drogę do mnie z jej łaski i dobroci. — Aby znak zdobyć, Helloise stała za idącym do Kniei Alexandrem Mulciberem i sączyła mu do ucha nienawiść, jadowitą nienawiść. — Jeśli rzeczywiście potrzeba znakowi czegoś jeszcze, nie wątpię, że i to trafi do mnie, gdy Ona godzinę uzna za słuszną. Znak będzie tu gotów, o ile już nie jest.
Braki w wiedzy nigdy Helloise nie powstrzymały przed działaniem czy posiadaniem teorii i przekonań. Gdy czegoś nie rozumiała, zwracała się ku wierze, toteż i teraz wierzyła głęboko, że droga, po której stąpa, jest słuszna, nawet jeśli przyszło jej stąpać w kompletnej ciemności. Trudno było o drugą wiarę równie kurczową. Helloise uśmiechała się do aktów swojej desperacji, a to był dopiero pierwszy z wielu i zapewne najmniej tragiczny w skutkach. Była zdeterminowana, gotowa w imię swojej świętej misji przesuwać granicę: zdrowego rozsądku, moralności, wiary.
Runa znalazła do niej drogę. Runa należała teraz do niej. Runa miała chronić jej dom.
Być może Samuel miał jakieś racje, a być może i on nie wiedział, o czym mówi. Runy były językiem dawnej magii. Być może runy miały swój sposób, aby z widmami rozmawiać.
— Jeśli ty znasz coś, czego ja nie znam lub czegoś chcesz próbować, nie wstrzymuj się. — Oszczędnym ruchem dłoni czarownica wskazała niedźwiadkowi drewniany znak drzemiący w ogrodzie. — Jeśli pragniesz szukać więcej wieści, powinieneś pytać u Longbottomów. Oni wiedzą rzeczy, o których ludziom nie mówią.
Stojąca w cieniu chaty na kurzej stopie Helloise pełnym żalu ubolewaniem przesycała każde swoje słowo. Teraz już wiedziała o Aegishjalmur, lecz co jeszcze zdrajcy kolaborujący z Ministerstwem mogli przed ludźmi ukrywać?
Nie zawahała się przed odpowiedzią ani chwili:
— Będę się gorąco modlić — rzekła z łagodnym uśmiechem. — Wierzę, że Bogini podoba się moje dzieło. — Otworzyła ramiona. — Wierzę, że jeśli taka jest jej wola, sama nasyci znak lub gdy uzna, że nadeszła pora, objawi mi, jak to uczynić. Znak znalazł już drogę do mnie z jej łaski i dobroci. — Aby znak zdobyć, Helloise stała za idącym do Kniei Alexandrem Mulciberem i sączyła mu do ucha nienawiść, jadowitą nienawiść. — Jeśli rzeczywiście potrzeba znakowi czegoś jeszcze, nie wątpię, że i to trafi do mnie, gdy Ona godzinę uzna za słuszną. Znak będzie tu gotów, o ile już nie jest.
Braki w wiedzy nigdy Helloise nie powstrzymały przed działaniem czy posiadaniem teorii i przekonań. Gdy czegoś nie rozumiała, zwracała się ku wierze, toteż i teraz wierzyła głęboko, że droga, po której stąpa, jest słuszna, nawet jeśli przyszło jej stąpać w kompletnej ciemności. Trudno było o drugą wiarę równie kurczową. Helloise uśmiechała się do aktów swojej desperacji, a to był dopiero pierwszy z wielu i zapewne najmniej tragiczny w skutkach. Była zdeterminowana, gotowa w imię swojej świętej misji przesuwać granicę: zdrowego rozsądku, moralności, wiary.
Runa znalazła do niej drogę. Runa należała teraz do niej. Runa miała chronić jej dom.
Być może Samuel miał jakieś racje, a być może i on nie wiedział, o czym mówi. Runy były językiem dawnej magii. Być może runy miały swój sposób, aby z widmami rozmawiać.
— Jeśli ty znasz coś, czego ja nie znam lub czegoś chcesz próbować, nie wstrzymuj się. — Oszczędnym ruchem dłoni czarownica wskazała niedźwiadkowi drewniany znak drzemiący w ogrodzie. — Jeśli pragniesz szukać więcej wieści, powinieneś pytać u Longbottomów. Oni wiedzą rzeczy, o których ludziom nie mówią.
Stojąca w cieniu chaty na kurzej stopie Helloise pełnym żalu ubolewaniem przesycała każde swoje słowo. Teraz już wiedziała o Aegishjalmur, lecz co jeszcze zdrajcy kolaborujący z Ministerstwem mogli przed ludźmi ukrywać?
dotknij trawy